literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Kategorie: Wszystkie | filmowe | literackie | myślane | wyszperane, znalezione
RSS

wyszperane, znalezione

poniedziałek, 27 grudnia 2010

"Archipelag" nr 3/2010

 

Świeżutki i pękaty. Chciałoby się dodać: pachnący farbą drukarską:)

Nowy numer "Archipelagu. Niezależnego Magazynu Bukinistycznego".

Nie pachnie, ale cieszy oko. Kusi podróżą. Inspiruje wywiadami.

Opowiada o książkach.


Zachęcam i polecam. Nie sposób wyliczyć tu niemal dwustustronicowej zawartości. Ale zwrócę uwagę na artykuły poświęcone miastom literackim. To opowieści o miejscach uwiecznionych na kartach książek, zasugerowanych nam pisarskim piórem, ale i skonfrontowanych z rzeczywistą przestrzenią. Rzecz o genius loci pewnych miejsc szczególnych.

Oto te, które znalazły się w intensywniejszym oświetleniu (podaję skąd pada światło):

Paryż  (Czara)

Praga  (La_polaquita)

Jaffa i Tel Awiw  (Nutta)

Londyn  (Chihiro)

Lizbona  (Joanna Janowicz)

Berlin  (abiela)

Drohobycz  (Karolina Kunda-Kuwieckij)

Hawana  (Gala Pagos)

Wejherowo  (Zosia Frankowska)


Tamaryszek spróbował wypowiedzieć się - skromnie, na trzech stronach - o krajobrazach miast mitycznych, uwiecznionych w poezji i esejach Adama Zagajewskiego.

Bohaterami mego tekstu są: Lwów, Kraków, Paryż.

Oto fragmenty:

 

Mówimy: „moje miasto” i wskazujemy ich kilka, uwiedzeni to rytmem, to sylwetką, aurą, oryginalnością przestrzeni bądź melodią słów rozbrzmiewających na jego ulicach. I każdy wybór nas modeluje.

„Miejsce, w którym żyjemy, nie jest obojętne dla kształtu naszej egzystencji. Krajobrazy wchodzą do naszego wnętrza, zostawiają ślady nie tylko na siatkówce oka, ale i w głębokich warstwach osobowości." [A.Z.] (...)


W przypadku Zagajewskiego początkiem wszystkiego był Lwów. Miasto, w którym przeżył cztery pierwsze miesiące życia, zanim wojenna zawierucha ukierunkowała rodzinną podróż ku Ziemiom Odzyskanym. Kilka miesięcy to za mało, by stworzyć osobistą więź z miastem, ale wystarczająco, by urobić glebę pod zasiew rodzinnych wspomnień i idealizacji."



Najnowszy numer oferuje więcej niż dotąd wywiadów i relacji ze spotkań autorskich. Bohaterami rozmów są: Jacek Dehnel, Marcin Boruczkowski, Salaiman Addonia, Anoni Libera, Amos Oz, Wojciech Górecki i reprezentująca wydawnictwo Smak Słowa - Anna Świtajska.


Są liczne artykuły (i dwa konkursy z nagrodami!) dotyczące ... książek, literatury, słowa...:)


W relacji Karoliny Kundy-Kuwieckij ze spotkania z Amosem Ozem pojawia się takie oto wyznanie pisarza:


"Kiedy pisałem O miłości i mroku, skupiłem się na tych drobinkach złości i goryczy, które są we mnie. Napisałem ją z humorem, empatią, ale też z ciekawością. Pokładam bowiem wielką wiarę w ciekawość. Moim zdaniem ciekawość jest swego rodzaju cnotą moralną. Uważam, że człowiek, który jest ciekawy, jest lepszy od tego, który ciekawy nie jest..."


Urywam, zawieszając niedokończoną myśl, którą warto odszukać i pozwolić, by wybrzmiała w całości. Ciekawość! Jak najbardziej. Należy ją w sobie podsycać. Może to być również - czemu nie - ciekawość ARCHIPELAGU .

Można wejść (również) klikając baner z okładką 3.numeru, umieszczony na bocznej szpalcie.

poniedziałek, 04 października 2010

ARCHIPELAG

(Niezależny Magazyn Bukinistyczny)


Konstelacja autorów i czytelników połączonych pasją w jeden Archipelag.

Internetowe pismo adresowane do ludzi zaprzyjaźnionych z książką.
Teksty o literaturze, czytaniu, spotkaniach i inspiracjach.
Z perspektywy czytelnika, blogera, miłośnika słów.

 

 

Zapraszam do lektury.

Kto tu zagląda, ten pewnie wie, że ARCHIPELAG istnieje.

[Prosta dedukcja: duże prawdopodobieństwo, że zaglądający "na tamaryszka" czytuje książkową blogosferę, a tam na trop do ARCHIPELAGU natrafić łatwo.]

 

Temat przewodni drugiego numeru: Dom. Zamieszkać w książce.


Warto zajrzeć na stronę ARCHIPELAGU i stamtąd ściągnąć magazyn na swój komputer, by wygodnie wertować go i poczytywać.



Ponad sto stron słów i obrazów.

O domach literackich i realnych miejscach zamieszkania literatów.

Gotyckie domostwa, kamienice, wnętrza mieszkań i siedziby rodu, budynki i domy mentalne.


Ale nie tylko o tym jest ten numer. Można odkryć różne odrośla i gałązki, znaleźć coś dla siebie.


W przepastnej ilości tekstów są i dwa moje.

Recenzja tomu opowiadań Annie Proulx, Dobrze jest, jak jest.


"...Tytuł tomu, choć pobrzmiewa w nim akceptacja tego, co jest, sugeruje przede wszystkim ograniczenia i rezygnację. W ostatnim opowiadaniu jest frazą, którą bohaterowie powtarzają, by dać do zrozumienia, że świata lepiej nie zmieniać. Tak było, więc niech będzie nadal.

Proulx nie opisuje nędzy (nie przede wszystkim), lecz gaśnięcie nadziei. Bo nadzieja pierwotnie jest w każdym losie. Dopiero uświadamianie sobie nieprzekraczalnych a dławiących barier zaczyna przemieniać życie w piekło..."

 


I analiza powieści Morisa Farhiego, Młodzi Turcy.


"...wielowymiarowy świat widziany oczyma tych, którzy zachłannie w niego wkraczają, intensywnie przeżywają ograniczenia, wierzą naiwnie, ale obserwują rachunki, jakie życie wystawia za idealizm (...)

Wywodzą się z jednego pokolenia, niektóre opowieści przywołują postaci spotkane już we wcześniejszych historiach. Możliwe (lecz niekonieczne), że dobrze się znają – są przyjaciółmi, sąsiadami, kolegami ze szkoły. Wszyscy są niczym „popękane naczynia z tych samych ruin”, z tej samej gliny, marzeń i rozczarowań..."

 

 

sobota, 03 kwietnia 2010

 

 

"Opowieść" jest słowem-kluczem tego bloga. Nie przejdę więc obojętnie mimo ciekawych wypowiedzi na temat istoty, sensu i potrzeby opowiadania sobie nawzajem różnych historii.

 

W dodatku do "Tygodnika Powszechnego" - "Książki", 14.03.2010 - pojawiło się pięć artykułów połączonych tematem opowieści. (Ciekawe!) Jest wśród nich tekst Grzegorza Janowicza "Wszystko za nic" o książce "Hakawati" Rabiha Alameddine`a. Jest też wywiad z tym pisarzem - "Oddycham, dlatego opowiadam historie".

 

Gruby (ponad 600 sron), niebiesko oprawiony tom mam w zasięgu wzroku i ręki. Dziecko Wydawnictwa Znak. Zanim przeczytam powieść i dodam tu coś od siebie, powołam się na cytaty i myśli wydobyte z lektury "Tygodnika..."

 

Rabih Alameddine jest pisarzem i malarzem libańskiego pochodzenia. Mieszka w Stanach, lecz jego twórczość reprezentuje literaturę arabską.

 

Kim jest tytułowy hakawati? To mistrz opowieści, gawędziarz, ten, kto opowiada. Postać wrośnięta w kulturę arabską. Czasami przypisany do wioski, czasem wędrowny trubadur. Ceniony, bo w cenie była opowieść. Była?


R.A.: "Tradycja ustnej opowieści jest coraz słabsza. Gutenberg zadał jej pierwszy cios. Drugi przyszedł ze strony Marconiego. Hakawati zaczęli znikać z krajów arabskich z chwilą, gdy pojawiło się radio. Telewizja zmiotła ich z powierzchni ziemi."

 

Bohater powieści (informatyk) wraca do ojczystego Libanu z powodu choroby ojca. W rodzinie był niejeden hakawati. Nic dziwnego, że tę historię oplatają przeróżne opowieści snute przez narratora lub bohaterów.

 

Ciekawe: Rabih Alameddine wyznaje, że pomysł na książkę zrodził się po obejrzeniu "Rękopisu znalezionego w Saragossie" J.W.Hasa (wszedł do kina i: "...totalnie mnie zmiotło. To czarno-białe arcydzieło wprawiło mnie w totalne osłupienie..."). Misterna szkatułkowa robota. Opowieść prowadzi w następną, kolejną i jeszcze dalej. Zamarzył sobie, by stworzyć własną niekończącą się Księgę. Innym polskim akcentem rozmowy z pisarzem jest to, że w poczet największych bajarzy XX wieku wlicza Brunona Schulza (obok Franza Kafki i Italo Calvino). Zgaduję, że łącznikiem między Potockim a Wizjonerem z Drohobycza jest reżyser, który wyczarował filmowe odpowiedniki ich światów.

 

W tekście Janowicza zainteresowało mnie zestawienie pomysłu Alameddine`a (odnowić ducha powieści, sięgając do tradycji libańskiej) z wciąż jeszcze popularnymi (a niechby się stały przeżytkiem!!) teoriami postmodernistów o "kryzysie wielkich narracji" (J-F Lyotard) czy "literaturze wyczerpania" (J.Barth). Teorie te odstawiają opowieści do lamusa. Co na to praktyk Alameddine? Co może sądzić ptak o ornitologach? :)

 

Spodobały mi się zaczerpnięte z "Hakawatiego" zdania:

 

"Wszystko da się opowiedzieć. Trzeba tylko zacząć, słowo po słowie."

 

"Słuchaj, będę teraz twoim bogiem. Pozwól, że zabiorę cię w podróż poza kres twej wyobraźni. Pozwól, że opowiem ci historię."

 

"Gawędziarz jest z natury plagiatorem. Wszystko, co spotyka na swojej drodze - każdy incydent, książka, powieść, wydarzenie z życia, opowiadanie, osoba, reportaż w wiadomościach - jest jak ziarnko kawy, które zostało rozkruszone, zmielone, zmieszane z odrobiną kardamonu, czasem ze szczyptą soli, trzykrotnie ugotowane i podane jako wrząca opowieść." (posłowie)

 

Tymczasem - Święta! Preludium prawdziwej Wiosny.

Czas na zaczerpnięcie nowej (choć odwiecznej) Nadziei i Siły.

Dużo Radości i ciepła!

A potem - niech jak najszybciej nadciąga pora szafirków!


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 08 marca 2010

"B jak Bachelard

Dobry pan Gaston nosił brodę i zniekształcał "r" jak chłop. Przez jeden rok akademicki, 1946/47, chodziłam na jego wykłady na Sorbonie. Epistemologia przekraczała wprawdzie moje możliwości percepcyjne, ale on opowiadał o wielu innych rzeczach, np. o Jonaszu, który zamieszkał w brzuchu wieloryba, albo o domach, które z powodu wilgoci w piwnicach całe, aż po strych, przechodzą zapachem jabłek. Opowiadał o Novalisie i Nervalu, ale także o szewcu, który czuje się zmuszony do przeklinania. Kupiłam jego słynne książki - Wodę i marzenia i Powietrze i marzenia - i przechowuję je od tego czasu. Zabieram je ze sobą nawet na dłuższe wyprawy zagraniczne. Nie przeczytałam ich, nie rozcięłam nawet kartek. Być może nie byłabym w stanie zrozumieć z nich ani słowa, chronią mnie jednak przed zidioceniem, podobnie jak odległe już dziś wspomnienie ludowej intonacji i szerokiego uśmiechu mojego profesora Bachelarda, z którym nigdy nie ośmieliłam się zamienić nawet słowa".

Agnès Varda, Alfabet Vardy [w:] Agnès Varda. Kinopisarka, 2006

 

Wyobrażam sobie pana Bachelarda...

Rzeczywiście, z prostej, chłopskiej rodziny wywodziła się ta sława francuskiej filozofii...
Dobrze, że lubił dygresje, bo tylko one zostały w głowie Vardy (... i intonacja, i uśmiech...).
Jak to nigdy nie wiadomo, czym się wbijemy w cudzą pamięć. Ile przepadnie! Choć nic nie szkodzi, coś musi ulecieć. Tak już jest.
W książce o Lipmanie znalazłam zdanie: "Pamięć to poeta, nie róbmy więc z niej historyka".

A poeta łączy w całość okruchy i niteczki.

I ciekawią mnie wszelkie przypadkowe lustra, w których się przeglądamy nieświadomie.
Jednostronne spotkania, bez wymiany słów, gdy onieśmielenie wstrzymuje przed bezpośrednią rozmową... A jednak odbicie okazuje się irracjonalnie trwałe.

Ja też pamiętam ludzi, którym do głowy by nie przyszło, że zapadają w mój rejestr...