literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Blog > Komentarze do wpisu

Scenarzysta. Poeta

Tonino Guerra

Mówią o nim, że młody. Wierzę.

Metryki, statystyki, rankingi - to przecież informacje dla amatorów tabelek. Ja wolę opowieści, a Tonino Guerra jest ich mistrzem. Znam nieliczne, a wyczarował niemal setkę filmowych scenariuszy.

Raz jeden otrzymał nominację do Oscara (1976) za scenariusz oryginalny do filmu "Amarcord" - to mój ulubiony obraz Felliniego.

Włoskie kino naznaczone opowieściami Guerry to oprócz Felliniego (jeszcze: "Ginger i Fred", "A statek płynie") przede wszystkim MichaelAngelo Antonioni ("Przygoda", "Zaćmienie", "Czerwona pustynia", "Zabriskie Point"i inne), również: Vittorio De Sica, Paolo Taviani, Francesco Rosi i Giuseppe Tornatore.


Ważna była jego przyjaźń z Tarkowskim.

I bardzo szczególna współpraca z Theo Angelopoulosem. Ta interesuje mnie szczególnie ze względu na moje plany, by filmy te wreszcie poznać, do kilku powrócić. Zrobili razem osiem filmów (m.in. "Pejzaż we mgle", "Spojrzenie Odyseusza", "Wieczność i jeden dzień").

Angelopoulos tworzy kino autorskie i sam jest zarazem reżyserem i scenarzystą. Tonino go wspomagał. To będzie odsłona szczególiku tej współpracy, który swą prostotą przypadł mi do serca.


"Zacząłem opowiadać mu o moim projekcie scenariusza Podróży na Cyterę. Słuchał jak dziecko.

Dotarłszy jednak do momentu, kiedy starzec wraca po trydziestu latach wygnania i widzi żonę, która czeka na niego w drzwiach domu, zatrzymałem się. Nie potrafiłem znaleźć pierwszego słowa, pierwszych słów, które wypowiedziałaby do niego kobieta po trzydziestu latach.

Tonino wstał z nagłym błyskiem w oczach.

- Jadłeś?

- Co takiego?
Nie rozumiałem. Tonino uśmiechnął się.

- Jadłeś? - powtórzył. - O to zapytał mnie ojciec, kiedy wróciłem pieszo z obozów jenieckich w Niemczech w czterdzistym piątym.

- Słowo, którego szukałem." (Theo Angelopoulos)


Krytycy sugerują wpływ Tonina Guerry na znaczące przesunięcie w filmach Angelopoulosa: od historiozoficznej analizy do refleksji egzystencjalnej. Jednostkowy bohater, mniej - trudnych dla obcokrajowca - kontekstów politycznych. To wszystko nie czyni z tych filmów obrazów łatwych, lekkich i przyjemnych, ale wierzę (a priori), że je upraszcza.

 

Kultura włoska, rosyjska, grecka. Z tej międzynarodowej ekspansji czas jednak powrócić do miejsca, skąd wyruszył w świat, do którego wrócił, które uznał za docelowe.

 

Włochy, Romania, wioska Pennabilli.

Mikrokosmos. Stary (choć młody) Tonino Guerra mieszka tu z bratem, wśród sąsiadów -Biny, Pineli, Filomeny (i jej głupiego syna), Pirina od Pszczół, Pidia i innych. Życie płynie wolniej, ciszej, nabrało gęstości - cokolwiek to oznacza, bo pewnie utraciło już niektóre smaki, te burzliwe i pikantne.

Tonino Guerra jest poetą. W Polsce znamy jeden tylko tomik, "Miód". Przetłumaczony z włoskiego, czyli pośrednio, bo językiem oryginału jest dialekt, którym posługują się mieszkańcy tej ziemi. Wydawnictwo rekompensuje to kilkoma cytatami z dialektu i zestawieniem polskich tekstów z ich wersją włoską.

 

Powrót do początku niesie ze sobą odkrycia, które wymagają dojrzałości. Dopóki kogoś gna, by świat podbijać, będzie na nie głuchy. Później głuchniemy na to, co złudnie wabiło nas w młodości. Sięgnę po słowa Jarosława Mikołajewskiego ze wstępu do tomiku - Guerra "wraca do rodzinnej krainy - z miasta, w którym szukał przemiany losu, na wieś, która jest losem niezmiennym".

 

Spaliłem strony z książek, kalendarze,
mapy. Dla mnie Ameryki
już nie ma, Australii jakby nie było,
Chiny są zapachem,
Rosja białą pajęczyną,
zaś Afryka szklanką wody, o której śniłem.   (Pieśń druga)

 

Wiersze - jakie są? Proste. Dla wiecznie zdziwionych brakiem ostrej różnicy między prozą a poezją mogą być kolejnym pretekstem, by o to spytać. Są słowa poetyckie, ale nie wyszukane. Jest liryzm, trochę kruchych uczuć i wrażeń. Czasem odpryski spostrzeżeń, obrazów:

 

Kiedy jesienią
drzewa były nagie,
pewnego wieczoru
nadleciała chmura
wycieńczonych ptaków;
usiadły na gałęziach.
Zdawało się, że to wróciły liście,
żeby pohuśtać się na wietrze.    (Pieśń dwudziesta druga)

 

Nade wszystko te wiersze są opowieściami, są epickie, trochę plotkarskie lub pamiętnikarskie.
Niech dopowie za mnie Italo Calvino:

"U Tonina Guerry wszystko przeobraża się w opowiadanie i w poezję: w słowie mówionym, pisanym, czy też w sekwencjach filmowych, w prozie czy w wersach, po włosku czy w dialekcie. W każdym jego wierszu jest opowiadanie; w każdym opowiadaniu poezja."

 

Trzydzieści pięć pieśni. W jednej bracia obserwują przez okno burzę, a później smakują wodę ze szklanki, którą napełnila ulewa - "a potem porównaliśmy tę wodę z nieba / z codzienną wodą,/ która nie ma zapachu piorunów". W innej Prin od Pszczół wędruje z ulami po wsiach (tak, trzeba pszczołom dopomóc). Kolejna o ojcu Biny, który wyjechał do Chin i stamtąd pisał listy:

 

raz w roku słał wiadomości, potem nazwane
"listami z Chin". W pierwszym pytał o kozę,
która miała gorączkę w dzień jego wyjazdu,
w drugim opowiadał, że jadł węża; w trzecim
o przyszywającej mu guzik kobiecie,
czwarty był pełen gryzmołów, jakby kura grzebała pazurem
w błocie, aby wiedzieli, że już jest Chińczykiem
i że zapomniał wszystko, nawet słowa.    (Pieśń pierwsza)

 

Gdybym miała wybrać wiersz jeden jedyny dla oddania klimatu tego tomu, wybrałabym Pieśń trzydziestą. Jest o gadaniu. Tonino i jego brat, dwaj tetrycy marudzący na zmieniający się, oczywiście na gorsze, świat. Noc przegadali o zbożu - że kiedyś było takie, "które nie pokładało się podczas wichury", podczas gdy dzisiejsze "wyciągnięte jak głód,/ które niczym dziwka od razu kładzie się na ziemię". I ciąg dalszy:

 

tak w ogóle przygnębiała nas myśl, że świat
jest coraz brzydszy. Jednak pewnego ranka
wyciągnęliśmy z szuflad komody
odświętne ubrania, których nie zakładaliśmy już od dawna.
Moja marynarka i spodnie pasowały także jemu,
jego rzeczy zdawały się szyte na moją miarę.
Nie wiedząc, dokąd idziemy, otworzyliśmy drzwi
i tuż przed nami, na przydrożnej
łące, kwitły wiśnie,
które witały nas w błękicie powietrza.
Wtedy ja i mój brat stanęliśmy
jak wryci na schodku i bez słowa
zdjęliśmy z głów kapelusze.


Chapeau bas! Iga Cembrzyńska w którymś filmie Kondratiuka mówi podobnie: Chcę mieć ładne myśli, to się ładnie ubrałam. :)


To nie jest tomik, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Tu można spotkać Tonina Guerrę. Starszego pana z talentem do opowieści. I oczywiście cały jego mały mikrokosmos.

Ta poezja przypomina mi klimat filmu, który widziałam kilka lat temu. To dokument hiszpańskiej reżyserki Mercedes Alvarez "Niebo obraca się" (El cielo gira). Autorka powraca do wioski, którą opuściła jako mała dziewczynka. Była ostatnim dzieckiem, które przyszło na świat w tym miejscu. Teraz żyją tu wyłącznie starsi ludzie, kilkunastu. I właśnie taka senna, niespieszna, lekko nostalgiczna, ale też humorystyczna aura spowija ten film. I tomik Tonina Guerry również.


 

Tonino Guerra, Miód, Wydawnictwo Anagram. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty, Warszawa 2008.


Żeby uściślić wiek młodego Tonina, podaję rok urodzenia: 1920.

 

A poniżej plakaty kilku filmów, do których pisał scenariusze.

 

Ginger i Fred.Fellini Amarcord. Fellini A statek płynie. Fellini Zabriskie Point. Antonioni Zaćmienie. Antonioni

Wieczność i jeden dzień. Angelopoulos Pejzaż we mgle. Angelopoulos Spojrzenie Odyseusza. Angelopoulos

czwartek, 03 lutego 2011, renbor1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: czara, *.122.71-86.rev.gaoland.net
2011/02/04 09:28:32
A ja tylko przypominam, że wciąż czekam na łabądka ;)
-
kornwalia.mikropolis
2011/02/04 10:52:30
Interesująco piszesz. Widziałam kilka z tych filmów, sama tez mam filmy Angelopoulosa w planach.
Ostatnia pieśń zrobiła na mnie tako samo wrażenie jak na Tobie. Chciałabym wrócić do poezji, kiedyś sporo jej czytałam, teraz proza zdominowała moje lektury.
-
2011/02/04 11:20:08
Angelopoulosa warto także oglądać przeplatając chwile wolne od seansów wierszami Giorgosa Seferisa. Niektóre z nich potrafią potęgować nastrój filmów Mistrza z Grecji i nie dają zasnąć (w pozytywnym znaczeniu).
Wspaniale, że napisałaś o Guerro, ogromnie dziękuję Ci za ten post! I biegnę do wirtualnej księgarni po "Miód" :)
-
the_book
2011/02/04 15:25:15
Parafrazują przytoczone przez Ciebie słowa Calvino, że czegokolwiek dotknie się Tonino Guerra, zamienia się w poezje lub opowiadanie. To człowiek, który myśli literaturą, słowem. Zdaje się być postacią, którego otaczają już gotowe, idealne zdania (jak u Borgesa, którego myśli nawet te niedoskonałe zamieniały się w tekst gotowy do druku). Zazdroszczę. Jako recenzent - amator (wahałam się jakiego słowa użyć, zresztą mniejsza o semantykę), zazdroszczę ludziom, których życie i literatura to jedność. Takich ludzi zwie się geniuszami. Reszta to mniej lub bardziej sprawni rzemieślnicy. Zapraszam zatem do mojego zakładu "Wyroby galanteryjne & mydło&powidło" :) Serdeczności
-
renbor1
2011/02/08 18:05:50
Odpowiadam z poślizgiem, któremu winien mój wyjazd.
Swego rodzaju aneksem do postu jest informacja, którą otrzymałam od Logosa (dziękuję). Tonino Guerra został uhonorowany Nagrodą Renoira za wybitne osiągnięcia scenopisarskie. Wyróżnienie przyznaje Związek Pisarzy w Ameryce, a uroczystość odbyła się 5 lutego w Los Angeles. Bardzo się cieszę. Miłe nagrody dla miłych ludzi. Z aurą prestiżu, of course.


~Czaro,
łabądek jest komentowany ze wszech stron... Ty wiesz, że będziesz współodpowiedzialna, jeśli ja dołączę do oceanu komentujących. Na pewno są tacy, którym łabądek wyskakuje z lodówki. Trudno. Ptaki mają to do siebie, że wyskakują (vide: kukułka).
Pozdrawiam. :)

~ Kornwalio:)
No to trafił nam się kompromis: epicka poezja. Wszystko ma swój czas. Sekunduję, by poezja trafiła w Twoje ręce i do serca. Zwłaszcza, że poezja po "chwili przerwy" jest bardzo szczególnym komunikatem.
Znaczy: przynajmniej moje czytanie bardzo się zmienia. Prostsze jest i ciut głębsze, choć szczęgólnej metafizyki nie poszukuję. Angelopoulos wciąż brzmi jak szyfrogram dla wtajemniczonych. Planuję, jeszcze na chwilkę odkładam.

~Karolino (ka.bu.ki)
Byłaś inspiracją. :)
Ciekawa rzecz. Świeżo wyszłam z ignorancji - nie przypisywałam tych scenariuszy do nazwiska. Scenarzyści to szare eminencje. Przynajmniej jednego wydobyłam (dla siebie samej) z cienia.
Cieszę się na obrazy i legendarnie długie ujęcia Th.A.
Będę się dzielić wrażeniami.
Szkoda, że Ty jeszcze (!) bloga nie prowadzisz. ;)

~Monia,
Welcom to Moje Mydło&Powidło.
Ale to bezpieczna nisza. Do rzemieślników nikt nie zgłasza pretensji o odkrywczość. Gorzej, że warsztat wypada mieć dość sprawny. :))

Jednością literatury i życia zabiłaś mi ćwieka. Chyba nie taką szaloną romantyczną brawurę życiopisania masz na myśli. Więc jeszcze będę tropić, co to może znaczyć dziś.
Jak najbardziej jestem za, gdy w grę wchodzi nakładanie się słów na opisywany świat (zewnętrzny czy emocjonalny...).

Pozdrawiam
ren
-
the_book
2011/02/08 21:37:27
Tak sobie myślę, Ren, jesteś mi blogowo najbliższa. Jednym słowem moim osobistym blogowym GURU :) skrzętnie zatem notuję/zapamiętuję to co napisałaś w komentarzach u mnie lub u siebie. Kiedyś padło takie stwierdzenie, że nie wystawiasz książkom ocen bo nie czuję się na siłach. Ja w moim egocentryzmie myślałam, że podołam, ale coraz bardziej tracę sens w moje prawo do kategorycznej oceny. Od następnego wpisu stwierdziłam, że kończę z tym pokazem pychy. A tak osobiście to tracę ostatnio serce do blogowania. Chyba czas na zmiany. Przepraszam za taką osobistą wycieczkę :) pozdrawiam Monika
-
renbor1
2011/02/09 11:14:27
~Monia:))
u-ha-ha! Niech ochłonę... guru, powiadasz. Piękne i ciepłe. Biorę z tego to, co oznacza sympatię i z nawiązką odwzajemniam.
A tymczasem...
Herbatka z miodem i cytryną lub tabliczka czekolady. Moja recepta na blogowe zwątpienia. Zażyć i wrócić do pisania. Potrzeba zmian zwiastuje wiosnę. Możesz sobie zmienić grafikę lub koncepcję recenzowania. Będziesz dzięki temu miała internetowy zapis swego dojrzewania i poszukiwań.
Chyba rozglądasz się za "formą bardziej pojemną". Recenzje na ogół wymagają oceniania, bo posługują się ścisłymi kryteriami, a wystawianie notki nie jest pychą. Od recenzenta wręcz oczekuje się, że zajmie stanowisko i choć -jak w szkole- czwórka czwórce nierówna, to jednak daje pewne rozpoznanie.
Ja nie piszę recenzji. Marzy mi się gra skojarzeniami lub wyciąganie z opowieści epizodów, cieniutkich nitek ze splotu... i zajmowanie się tylko tym. Nie czytam/nie oglądam za innych, więc nie muszę być obiektywna.
Z powyższym zamiarem walczy jednak potrzeba komunikatywności i rzetelności. Szukam więc dalej, może coś się wykluje.

Jak widać: gdyby istniała jedna formuła zapisków, byłoby nudno. Niech żyje i rozkwita różnorodność - w ramach jednego blogu i (na potęgę) wśród blogów sąsiednich, zaprzyjaźnionych.

Jeśli nie herbatka vel czekoladka, to może być cappuccino z serduchem i ciastko.
Mniam.
Pozdrawiam
ren
-
Gość: Bogna, *.internetdsl.tpnet.pl
2011/02/09 22:24:29
hm....ja nie pojmuję dlaczego w tej poezji nie ma słowa Harley-Davidson? Pozdrawiam :)
-
renbor1
2011/02/09 23:43:12
~Bogna :))
A kto mówi, że nie ma! Nie mogę sprawdzić, bo nie mam pod ręką. Ale w jednym z wierszy było coś o młodych, którzy hałasują... Może chodziło o grupę Harleyowców?

W myśl zasady "szukasz, znajdujesz", będę oglądać filmy z sygnaturą Tonino Guerra, tropiąc ślady po motocyklach. Ewentualne znaleziska odnotuję. :)
Pozdrawiam!
-
logosviator
2011/02/11 02:37:20
Cieszę się, że przypomniałaś tę postać :)
On był zawsze (dla publiczności przynajmniej) w cieniu wielkich reżyserów, z którymi współpracował. A ich lista, razem z filmami, do powstania których się przyczynił, jest doprawdy imponująca.
Podejrzewam, że Antonioni, Fellini, De Sica, Angelopoulos czy inni garnęli się do niego, nawet wtedy, kiedy już mieli wyraźny zarys swej opowieści, by pożyczyć jego... serce - a więc liryzm, nostalgię; także to piękne przybranie, które sprawia, że człowiek pięknie myśli i czuje. Wydaje się, że właśnie Guerra (no, jego nazwisko to raczej przeczy fenomenowi nomen omen :) ) potrafił tchnąć w te wszystkie historie duszę. A więc i życie.
Nie wiem czy o tym wiesz, ale Twój wpis zbiegł się z pewną uroczystością, która będzie miała miejsce w tę sobotę (czyli 5 lutego) w Los Angeles. Otóż Związek Pisarzy w Ameryce przyznał Guerrze Nagrodę im. Jeana Renoira za wybitne osiągnięcia scenopisarskie. Guerra jest już (cielesnym ;) ) "staruszkiem" (w Ameryce mówi się: "90 years young" ;) ), więc mu tę nagrodę - po wszystkich kalifornijskich fetach, zawiozą do Włoch.
Tylko pozazdrościć tak twórczego życia.
Vive La Guerre! :)

***
PS. To jest ten (zaległy komentarz sprzed tygodnia bodajże, co to nie chciał przejść ;)) (uparty jestem :) )
-
renbor1
2011/02/11 11:08:44
~Logosie,
i słusznie. Z tym uporem.
Więc niech się święci przewrotność:
przekażmy sobie znak pokoju, ale Vive La Guerre! :)