literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Blog > Komentarze do wpisu

Kocioł emocji i kontrapunkt

Ajami, reż. Scandar Copti & Yarona Shani, Niemcy/Izrael 2009


 

 

 

Konia z rzędem temu, kto potrafi o tym filmie rzeczowo pisać. Tuż po wyjściu z sali pomyślałam, że coś mi umknęło i że natychmiast powinnam raz jeszcze zobaczyć pierwsze dwadzieścia minut, bo tym razem patrzyłabym dużo uważniej.  Może powinnam odczekać aż obrazy same wskoczą na właściwe tory i zazębią się z sobą logicznie... Czuję jednak, że nie zapanuję nad tym filmem. To raczej on rządzi mną.


Pozostało wrażenie misternej kompozycji, gąszczu wydarzeń, szybkiego tempa, kilku pozornie oddzielnych wątków, które splatają się w supeł nie do rozwiązania. Po chwili dołącza podejrzenie, że to jest świat prawdziwy, konflikt, w którym jednostka nie ma szans - bo są zaszłości, uprzedzenia, jakaś plemienna wrogość.


Nieszczęścia, których nikt się nie spodziewał okazują się żałośnie nieuchronne... Przynajmniej tu: w Ajami, dzielnicy Jaffy, w kotle izraelskich żydów, muzułmanów, chrześcijan, którzy nie mogą żyć oddzielnie, a nie potrafią razem.

 

 


Chaos jest immanentną cechą świata Ajami. Film próbuje to uchwycić, ale nim samym rządzą reguły konstrukcji.


Jest preludium. Jeden z kilku fabularnych węzłów. Właściciel restauracji zastrzelił mężczyznę, który domagał się haraczu. Zamordowany okazał się synem mafijnej rodziny, a sprawca  wujkiem Nasri`ego i Omara. Odwet wydaje się nieunikniony. Jak bardzo realna jest to groźba przekonujemy się już w pierwszych minutach, gdy przez pomyłkę ginie sympatyczny chłopak, który dopiero co odkupił od Omara samochód.


Jest pięć rozdziałów.

Kolejni bohaterowie, nowe trudne sytuacje. Ale to wszystko rozgrywa się po sąsiedzku, więc powracają twarze, miejsca, konflikty.

Nitki narracji splatają się w warkocz. Krzyżują się spojrzenia. Widzimy to samo z różnych perspektyw. Śmierć człowieka pozostaje tragedią, ale inaczej widzi ją brat zabójcy, inaczej brat ofiary, córka, ojciec...


Nie podejmuję się odsłony fabuły. Rozplątywałabym to, co nie istnieje inaczej jak w splocie.

Śmierć - ta zaplanowana i całkiem przypadkowa, narkotyki, nielegalna praca, zakazana miłość, przepaść między wyznawcami trzech różnych religii, intrygi i układy między tymi, którzy mają tu wpływy.

Kilkoro bohaterów, których najsilniej zapamiętałam: Dando, Omar-muzułmanin i jego dziewczyna-chrześcijanka, Malek i Binj, Nasri (kilkunastolatek mający dziwne przeczucia, ujawniający się raz po raz jako narrator - to ten z bronią w górnej części plakatu).


Są takie sceny, w których stężenie emocji jest naprawdę niezwykłe.

Dando - żydowski policjant, bardzo zrównoważony, rodzinny. Budzi sympatię, bo oglądamy go w ujęciach z dziećmi (kąpiel córeczki), z żoną, z rodzicami, wobec których jest czuły i dojrzały, gdy trzeba - stanowczy.


Zaginął jego brat (izraelski żołnierz), od kilku tygodni rodzina żyje w ogromnym napięciu, w oczekiwaniu i bólu. Dando zachowuje spokój. Rozmawia z ojcem, który nie może odnaleźć w sobie sił do życia. Jest w rozsypce. Mówi: przepraszam, wiem, że mam jeszcze was dwoje (Dando i jego siostrę), ale dopóki mój syn się nie odnajdzie, jest we mnie tylko śmierć. Dando rzeczowo przywraca go do życia. I dopiero gdy nadchodzi informacja o znalezieniu ciała i konieczność identyfikacji, a następnie wewnętrzna potrzeba, by wpaść na trop winnych tej śmierci....Dando jest wulkanem emocji. Te obrazy mam przed oczyma, zostają w pamięci.


Przyprawą, która dodaje smaku niemal wszystkim filmowym konfrontacjom, jest izraelski "temperament polemiczny". To przekonywanie, czasem groźba, zbijanie argumentów, zaczepność, nieustępliwość, emocjonalność.


Świetnie jest rozegrana scena rozmowy żydowskiego sklepikarza z trzema arabskimi chłopakami. Rozpoczyna się od uścisku dłoni. Mała sąsiedzka sprzeczka na naszych oczach tężeje. Od zdawkowo rzuconych zdań i obruszonych odpowiedzi po apogeum napięcia i wrogość. Mężczyzna ginie zasztyletowany. A w głowie pozostaje rozpędzona karuzela ulicznej dyskusji.


Gdy narrator Nasri dochodzi do głosu, wraz z nim pojawia się uogólnienie i oddech tutejszej ziemi.

Oto nie zdrzemnie się

ani nie zaśnie

Ten, który czuwa nad Izraelem. (Psalm 121)

Policz do trzech... a obudzisz się gdzie indziej.



 


Kilka słów okołofilmowych.


Tandem reżyserski: Copti & Shani to duet arabsko-żydowski. To znaczące.

Projekt filmowy trwał 7 lat. Obejmował 10-miesięczne warsztaty, z których wyłoniono aktorów. To amatorzy, ale "ludzie stąd" - grają profesjonalnie.


Kino akcji, które zadowoli koneserów gatunku. Ale jest to jednak film chropawy, czasami przypominający dokument. Jakże inaczej, skoro sceneria, zdarzenia, postaci inspirowane były realnością, pochodzą z obserwacji.


W opiniach prasowych okrzyknięto ten film następcą Walca z Baszirem Ariego Folmana. Dla mnie - gdybym go jeszcze nie widziała - byłaby to rekomendacja piorunująca. Pojawiają się też zestawienia z Miastem Boga Fernando Meirellesa.


Wśród licznych nagród ważna jest nominacja do Oscara (2010).  W kategorii "Najlepszy film nieanglojęzyczny" rywalizowały ze sobą (oprócz Ajami): Gorzkie mleko, Prorok i Biała wstążka. Ostatecznie statuetkę otrzymał argentyński obraz: Sekret jej oczu.

 

Jaffa, dzielnica Tel Awiwu... to miasto interesująco "wykorzystane" kulturowo. Odsyłam do artykułu "Białe miasto. Od Jaffy do Tel Awiwu" Danuty Rojek w trzecim numerze "Archipelagu" - lub na blog niecodziennik literacki, gdzie sceneria izraelska pojawia się często i niezmiennie ciekawie.


***


Kontrapunkt. Ten chwyt kompozycyjny nie jest czymś nowym. To pomysł równie standardowy jak kompozycja linearna czy ramowa. Ma jednak pewną metafizyczną nadwyżkę, która - inteligentnie wprowadzona - dodaje do opowieści dreszcz dziwnej analogii, pozwala w niej współuczestniczyć, a przynajmniej dostrzegać przenikanie się losów, wzajemną zależność, grę przypadku i przeznaczenia.

 

Ostatnio do granic wytrzymałości wyeksponował tę konstrukcję (zwłaszcza efekt motyla) Jaco Van Dormael w Mr.Nobody.

Po obejrzeniu Ajami, myślałam o mistrzach tego chwytu. Przede wszystkim Kieślowski. Zaraz po nim Alejandro González Iñárritu (Amores Perros, Babel, 21 gramów). Majstersztykiem był film Miasto gniewu (Crash,2004) Paula Higgisa.

Lista bez końca, ale stawiam pytanie o realizacje najprzedniejsze z doskonałych. Co Wy na to?

 

Przez chwilę, przez chwilę gładzić zwięźle spleciony warkocz

kontrapunktu, rozważać cud współistnienia głosów,

z których każdy odbywa w czasie osobną podróż

a w każdym punkcie czasu związuje je inna harmonia.

(S.Barańczak, Kontrapunkt, z tomu "Widokówka z tego świata" 1988)

niedziela, 23 stycznia 2011, renbor1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
lirael
2011/01/25 06:24:41
Tamaryszku, "jesteś mi ogromny" za tę filmową recenzję! :)
Z uwagą obejrzałam trailer. To natężenie emocji, o którym piszesz, podkreśla wciąż dla nas egzotyczny język. Niepokojąco gardłowy, bardzo nasycony uczuciami.
Barańczakowy cytat dobrany idealnie!
"Duet arabsko-żydowski" brzmi tak utopijnie... To cudowne, że ten film powstał. Bez względu na jego wartość artystyczną, a jak piszesz, jest naprawdę duża.
-
renbor1
2011/01/25 19:00:38
~Lirael - :))
A zwróciłaś uwagę na istotną sprawę. Egzotyka języka. I do tego słyszalna - wręcz podkreślana! - dwujęzyczność. Kotłuje się arabski z hebrajskim. Są takie sceny, w których rozmowa toczy się w obu rejestrach: Binj ze swymi przyjaciółmi rozmawia po arabsku, z dziewczyną - po hebrajsku. Słyszy pretensje wobec swego zbliżania się do Żydów. Efekt ciekawy: mieszają się języki, ale bez harmonii, ze zgrzytem.
Tygiel - mieszanka, lada wstrząs grozi eksplozją.
Wszyscy mówią, że na styku kultur najciekawiej. Tu: przede wszystkim niebezpiecznie.
Ale jeszcze jedno jest ciekawe - to nie jest film o bliskowschodnim konflikcie, nie bezpośrednio. Ludzie usiłują po sąsiedzku żyć, naturalnie szukają normalności. Ograniczenia pojawiają się nie na wstępie, dopiero gdzieś znienacka wyskakują.

Tyle film. To będzie chyba najmniej komentowany wpis.
Droga Lirael, odegrałaś więc rolę mojego ulubionego Rozmówcy. :)
pozdrawiam
ren
-
lirael
2011/01/25 20:12:51
Kochany Tamaryszku, przepraszam Cię za totalny off topic ale nie mogłam się powstrzymać.
Sądzę, że Ciebie jako Literackiego I Filmowego Honorowego I Przesympatycznego Ambasadora Turcji ta wiadomość ucieszy:
www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka.php?ID=2104&PHPSESSID=196bd403c5a5da06c72cca45e86ed44f
Jeśli ten link okaże się za długi, to wersja mini powinna zadziałać:
tinyurl.com/6zuoru9
Niesamowicie podoba mi się tytuł!
-
renbor1
2011/01/25 23:53:57
~Lirael,
ja, miłośnik-amator kultury tureckiej (szumnie zwany -wielu imion- ambasadorem!) nie omieszkam po tę powieść sięgnąć.
Dzięki!
Wykryłam ją w planach wydawniczych, ale nie kojarzyłam, że to już w lutym!
"Lustra miasta"... ale zapowiedź jest zaskakująca: to nie o Stambule, w ogóle jakby nie o Turcji, lecz Hiszpanii. I to z czasów Inkwizycji. Na pewno ktoś ma jednak jakiegoś wujka-Turka lub babkę-Turczynkę. W końcu to Elif Şafak!

Swoją drogą: ona dużo pisze. Tempo niemalże blogowe.
Z przetłumaczonych na polszczyznę: "Pchli pałac", "Bękart ze Stambułu", wspomniane "Lustra miasta"... a niebawem: "Sufi", "Czarne mleko", "Czterdzieści zasad miłości".

Wydawcy sięgają po dotąd niewydane tytuły. Może stąd to wrażenie płodności literackiej. Ostatecznie 12 powieści w 16 lat to miarowe, równe tempo.

:)
-
2011/01/26 00:23:01
Zbierałam się do komentarza długo, ale sukces, oto jest komentarz :)
Film, o którym piszesz, jest mi nieznany, aczkolwiek jak na końcu przyrównałaś "Ajami" do "Walca z Bashirem", który jest... Hm, który jest dla mnie filmem na pewno wyjątkowym, nagle i "Ajami" zaczęło nęcić. O "Walcu z Bashirem" napisałam u siebie dawno temu, ale nie tak, jak bym chciała. Trudno, rozlane mleko.
A "Ajami" nęci nawet podwójnie, z jednej strony kontrapunkt, filmy genialne powstają z wykorzystaniem tego "chwytu". Wymieniłaś już najlepsze, "21 gramów" i "Miasto gniewu". Sporo takich filmów jest, chętnie bym Ci poleciła co lepsze, ale jednak chwilowo pusto w głowie, baza tytułów się zawiesiła. Przypomnę sobie na pewno i wrócę.

Drugą przynętą jest Izrael, dla mnie uosobienie niemożliwej i smutnej w sumie zaszłości sprzed kilku lat, która nie miała się zdarzyć, ale jednak. I w tamtym okresie Izraelem interesowałam się mocno, do dzisiaj mi trochę zostało, stare emocje się odzywają, kiedy wszystko, co związane ze specyficznym nastrojem tego kraju rzuca mi się w oczy. I ściska żołądek wspomnienie, jak bardzo starałam się to wszystko pojąć, wniknąć w ten kraj choć trochę.
Ale to na marginesie wylew słów, w sumie wina to zmęczenia, godziny i rozedrgania ogólnego ostatnich dni, za ową wylewność przepraszam.
A za recenzję jak zwykle wdzięczna jestem, "Ajami" trzeba będzie upolować.

Pięknej nocy i równie zacnego dnia :))
-
renbor1
2011/01/26 16:10:32
~Liritio:)
Tu mam kłopot: rekomendowanie jednego filmu tytułem innego. Może się w tym czaić nadużycie. Ostatecznie - gdyby szukać śladów "Walca z Baszirem" w innym filmie, to tylko ze szkodą dla obu. Ari Folman jest mi bliższy, re-we-la-cyj-ny. "Ajami" to nie ta półka, ale naprawdę można obejrzeć.
To, co Cię przyciąga, to prawdziwe filary: Izrael i kontrapunkt.
Tajemniczo i intrygująco piszesz o swojej izraelskiej inklinacji. Nie wiem, co się za tym kryje. Ale pomyślałam, że nawet coś niedokończonego czy niezasadniczego, co nam się przydarza , otwiera raz na zawsze pewne furtki. Czasem je pajęczyna oplecie lub rdza zbrązowi, ale furtka jest. I każdy sygnał stamtąd zrasta się z emocjami, które towarzyszyły pierwotnym rozpoznaniom. Jak by nie było: pozazdrościć. :)

Brawo i dzięki za pokonanie zmęczenia i zostawienie śladu wizyty.
Noc była piękna, dzień ... żeby go nazwać zacnym, muszę go czymś dopełnić. Spróbuję.
pozdrawiam
ren

-
lirael
2011/01/26 21:11:41
Faktycznie, "Lustra miasta" szczególnie nie pogłębią naszej wiedzy o Turcji. :) Mimo wszystko zapowiadają się zachęcająco.
-
logosviator
2011/01/28 19:55:00
Bardzo lubię gładzić zwięźle spleciony warkocz kontrapunktu. Ja nawet lubię, kiedy się ten warkocz rozplata, a rozpuszczone wątki pozwalają ogarnąć (jakby we mgle), niedookreśloną jednoznacznie całość obrazu.
Mistrzem tego w ostatnich lat - jeśli chodzi o kino - jest wg mnie wspomniany przez Ciebie Alejandro González Iárritu; wspaniale robił to też Robert Altman, sporo takich kontrapunktów jest w innym arcydziele kina - w "Ojcu Chrzestnym" Coppoli (klasyka, klasyka ;) ) Natomiast Kieślowskiego kojarzę z tym jakby mniej.

Kto czuwa nad Izraelem?
Kto czuwa nad Palestyną?
Kiedy wreszcie będzie można spokojnie zasnąć?
-
renbor1
2011/01/28 21:58:41
~Lirael:)
Czegoś tam się dowiemy... Nie o Stambule, to może choć o temperamencie pisarskim tureckiej damy pióra. Przewiduję zysk. :)

~Logosie (Panie Poeto):)
Ale pięknie...!
Ja też naprawdę lubię kontrapunkty. Nawet jeśli nie każdy jest stworzony mistrzowską ręką, zdarzają się nieloty...To i tak korzyść taka, że można przeskoczyć z jednej opowieści do kolejnej, wybrać sobie coś bliskiego z nadmiarowej oferty. Swą ulubioną postać, wątek...

!!! "Ojciec chrzestny" to właśnie klasyka, do której się przymierzam. Podarowano mi box z trylogią, a nigdy dotąd nie widziałam wszystkich części tak jedna po drugiej. Zdam relację, jak obejrzę. :)

Altman! No jasne.
A z Kieślowskim rzeczywiście jest inaczej.
Pomyślałam o "Przypadku", gdzie rozdzielone sceną na dworcu pasma splatają się w finałowej scenie na lotnisku.
Także "Podwójne życie Weroniki" ...losy obu dziewczyn toczą się pozornie osobno, ale sploty są oczywiste (a raz nawet-na krakowskim rynku- dosłowne). Poza tym pomysł na Dekalog jako opowieść o mieszkańcach jednego bloku/osiedla, którzy mijają się, lecz wciąż kto inny staje się nitką główną. Trylogia "Trzy kolory" - to samo: katastrofa kończąca opowieść trzecią ("Czerwony") jest supłem, który związuje losy bohaterów: modelka i młody prawnik, wdowa po znanym muzyku i jego przyjaciel, polski barman (?) .... każdy, kto ocalał,miał swoją opowieść.

Boję się pomyśleć, że mógłby nikt nie czuwać.

Pozdrawiam
ren
-
logosviator
2011/01/29 16:21:32
Kieślowski... tak, masz rację, on stosował kontrapunkt, tyle że nie przedstawiał tego w tak kontrastowy sposób, jak to robili inni, wymienieni przeze mnie reżyserzy (dlatego pewnie go sobie z kontrapunktem nie skojarzyłem). U niego różne wątki bardziej się ze sobą uzupełniały, niż sobie przeciwstawiały (stąd ta dość jednolita tonacja filmów Kieślowskiego). U Altmana, Inárritu jest trochę inaczej... bardziej dynamicznie.

Boję się pomyśleć, że mógłby nikt nie czuwać.

Może właśnie dlatego myślimy, że czuwa :)
-
renbor1
2011/01/29 21:36:52
~Logosie,
bo u Kieślowskiego kontrapunkt służy przede wszystkim ukazaniu wariantywności losu...Albo jest takim przeniesieniem na fabułę chwytu z kina dokumentalnego lat 70.
W kropli wody przegląda się świat: urząd, szpital (u Zygadły - szkoła) - w nich odbijały się wszystkie niepisane prawa systemu.
Oto luneta, którą kierujemy - np. na ocalonych w Kanale La Manche albo na osiedle. I włączamy zoom. Tak mniej więcej.

Ty to masz dobrze! Jestem ciekawa nowego filmu Inarritu i Uxbala-Bardema. W Polsce dopiero w czerwcu.

Skoro takie zaklinanie jest potrzebne... Czasem omamia, czasem daje siły. :)