literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Blog > Komentarze do wpisu

Zimowe pejzaże

"Jest mi znajoma noc i jestem jej znajomy..." [1]


Zimowy spacer - długi, leśnym duktem.

Po wigilijnych roztopach nasypało, nawiało śniegu na świeżo. Można w nim grzęznąć po kolana, gdzieniegdzie.

Las jest mieszany, z przewagą drzew iglastych. Nieuczęszczany nadmiernie. Bo to nie są drogi spacerowe, choć wiodą do leśniczówki. Są czapy śniegu, są koronkowe ozdoby na gałęziach i sople na igliwiu. Cisza, bo mówiło się zupełnie niedużo. Mróz szczypał w policzek.





 

 

Stanąłem na skraju lasu:

Drozd śpiewał. Za tym progiem
Zmrok zewnętrzny się stawał
Wewnętrznym mrokiem.


(...) Nie, ja chciałem wpatrywać się w gwiazdy,
Ku ciemności obrócony tyłem.
Nie wszedłbym nawet naprawdę
Proszony, a nie byłem.


[Robert Frost, Wejdź]

 

 

 



Na skraju dnia i nocy, światła i fascynującej ciemności. W taką drogę gdy się wyrusza, dobrze mieć gdzieś przy sobie słowa farmera z New Hampshire, drwala-poety, mistrza amerykańskiej poezji. Wiersze Roberta Frosta. Proste i silne, jasne, ale mrokiem podszyte. Raz omijają ciemność lasu i każą wpatrywać się w gwiazdy, to znów jak magnes ciągną w leśne knieje.


Stoimy więc na brzegu ciemności, jeszcze nie wiedząc, czy w nas jej więcej czy w lesie.


Wiem, czyj to las: znam właścicieli.
Ich dom jest we wsi; gdzieżby mieli
Dojrzeć mnie, gdy spoglądam w mroku
W ich las, po brzegi pełen bieli.


Koń nie wie, czemu go w pół kroku
Wstrzymałem: żadnych zagród wokół;
Las, lód jeziora - tylko tyle
W ten najciemniejszy wieczór roku.


Dzwonkiem uprzęży koń co chwilę
Pyta, czy aby się nie mylę.
Tylko ten brzęk - i świst zawiei
W sypiącym gęsto białym pyle.


Ciągnie mnie w mroczną głąb tej kniei,
Lecz woła trzeźwy świat nadziei
I wiele mil od snu mnie dzieli,
I wiele mil od snu mnie dzieli.


[Robert Frost, Przystając pod lasem w śnieżny wieczór]




Śnieg pada, noc zapada, śpiesznie, och, jak śpiesznie,
Nad polem, które minę, gdy całkiem się zmierzchnie,
I prawie całą ziemię gładko śnieg okrywa,
Tylko badyle sterczą nad biała powierzchnię.


Bory dokoła mają na własność to rżysko.
Leśny zwierz śpi, zaszyty w ciepłe legowisko.
Zbyt nieobecny duchem, prawie się nie liczę;
Lecz samotność mnie włącza w swój krąg - mimo wszystko.


Jeśli w tej samotności cokolwiek się zmienia,
To tylko tyle, że więcej w niej osamotnienia:
Narasta pusta białość bezwiednego śniegu,
Co nic nie mówi - nie ma nic do powiedzenia.


Nie straszcie mnie kosmosem, gdzie próżnia jałowa
Międzygwiezdnych przestrzeni - bez życia, bez słowa.
O wiele bliżej - w sobie - mam tego dość wiele,
By mnie straszyły własne, prywatne pustkowia.


[Robert Frost, Pustkowia]


Śnieg ma konsystencję zmienną. Raz skrzypi, to znów przypomina gąbkę lub biały sypki proszek. To Eskimosi, podobno, mają litanię słów synonimicznych do jedynego w polszczyźnie określenia: śnieg. I nie są to zbędne słowa, skoro desygnatów jest wiele.

Śnieg i cisza. Pustkowia i echo wewnętrznych dialogów.



 

 

Chciałem poskarżyć się Bogu
Na świat złowrogi i niecny;
Jakby nie dość było problemów,
Bóg okazał się nieobecny.


Bóg chciał pomówić ze mną
(Śmiejcie się, śmiejcie, nieszczęśni)
I też mnie niestety nie zastał,
W każdym razie - mojej większej części.


[Robert Frost, Nie całkiem obecny]




Zakręt i droga powrotna. Tym razem po własnych śladach, gdzieniegdzie już nierozpoznawalnych. Ale gdy idzie się raz wtóry, jest inaczej, swojsko, choć przecież są zakręty a raz nawet zmieniła się (tak się zdawało) konstelacja drzew. I nie było wiadomo, którędy.


Niech się wokół noc mrokiem oprzędzie,
Niech się stanie dość ciemna, by mrok zasnuł wszędzie
To, co ma być. To, co ma być, będzie: niech będzie.


[Robert Frost, Akceptacja, fragm.]




Powrót do domu. Na świąteczną kawę i ciasto. Do ciepła i światełek różnych, też nie wiadomo, które zewnętrzne, a które są w środku.


Dom to jest takie miejsce, w które, kiedy musisz przyjść,
To muszą cię tam wpuścić.

- Ja bym powiedziała:
Coś, na co jakoś wcale nie trzeba zasłużyć.


[Robert Frost, Śmierć najmity]

 

 

[1] Wszystkie cytowane wiersze pochodzą z 3.tomu Biblioteczki Poetów Języka Angielskiego pod redakcją Stanisława Barańczaka.

Robert Frost, 55 wierszy, Wydawnictwo Arka,Kraków 1992, tłumaczenie S.Barańczak.

niedziela, 26 grudnia 2010, renbor1

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/12/26 20:32:00
Jakąż męczącą wyprawę z panem Frostem nam zafundowałaś. Tajemniczy las, połacie śniegu, gdzieniegdzie nie dotkniętego ludzką stopą, i te dźwięki ciszy, śniegu i... dzwonków, sapania konia, który upewnia się, czy dobrze jadą - ileż życia w tej bieli. A na końcu musi być dom i ciepło.

Pozdrawiam jeszcze w świątecznym nastoju:)
-
2010/12/26 21:55:39
Tamaryszku, nie znałam tego poety. Bardzo już chcę do tego lasu. I chyba już jutro się tam wybiorę. Myśląc o Tobie i Froście ;)
-
2010/12/26 22:27:05
Frostem czarował mnie kiedyś mój Gucio, mile wspominam frostowe wiersze, które wtedy poznałam. Bardzo klimatyczny tekst i zdjęcia, pięknie zestawiłaś je razem.
-
2010/12/27 10:45:09
~Nutto,
no tak, dom na horyzoncie.
Z ciepłem, ale nieprzesłodzony (przynajmniej nie z woli Frosta).
Spacer nie był aż tak męczący, choć kilkugodzinny.
Ciemność lasu... o tym świetnie pisze Barańczak... to mrok, który dostrzegam (Frost, ale ja czuję podobnie), lecz rozglądam się za gwiazdami raczej, stoję na skraju wciągającej czerni. Nie dlatego, by strach było się w nią zapuszczać, ale być może takie niekontrolowane zanurzenie jest zbyt łatwe, zbyt naiwne.
Trzymam się więc zaleceń z innego wiersza:
Wpatrzyć się w coś na kształt gwiazdy,
Iść w ślad za blaskiem i nie zbaczać.


Pozdrawiam w aurze przednoworocznej:)

~Czaro:)
Miłego spaceru.
Jeśli nie znałaś dotąd, to ja się jednak skuszę i zacytuję mój ulubiony wiersz. Pominęłam w notce, bo primo: zdawało mi się, że bardzo znany, secundo: las jest tu jesienny, a ja się uczepiłam zimy. Otóż:

Dwie drogi w żółtym lesie szły w dwie różne strony:
Żałując, że się nie da jechać dwiema naraz
I być jednym podróżnym, stałem, zapatrzony
W głąb pierwszej z dróg, aż po jej zakręt oddalony,
Gdzie widok niknął w gęstych krzakach i konarach.

Potem ruszyłem drugą z nich, nie mniej ciekawą,
Może wartą wyboru z tej jednej przyczyny,
Że, rzadziej używana, zarastała trawą;
A jednak mogłem skręcić tak w lewo, jak w prawo:
Tu i tam takie same były koleiny.

Pełne liści, na których w tej porannej porze
Nie znaczyły się jeszcze śladów czarne smugi.
Och, wiedziałem: choć pierwszą na później odłożę,
Drogi nas w inne drogi prowadzą - i może
Nie zjawię się w tym samym miejscu po raz drugi.

Po wielu latach, z twarzą przez zmarszczki zoraną,
Opowiem to, z westchnieniem i mglistym morałem:
Zdarzyło mi się niegdyś ujrzeć w lesie rano
Dwie drogi; pojechałem tą mniej uczęszczaną -
Reszta wzięła się z tego, że to ją wybrałem.


~Chihiro:)
Gucio miał świetny repertuar czarów, taki raczej nie do odrzucenia....:)
Powyżej cytowany znasz na pewno.
Las zimowy magiczny . Chodzę tą trasą rzadko, ale o każdej porze roku przynajmniej raz. Zmienia się świat, oj zmienia.

Pozdrawiam!

ren
-
2010/12/27 10:57:44
...
Śnieg dawno pokrył ślady. Wracamy zdyszani
I wicher nas lodowym oddechem nasyca
Z głębi wrzącej, skłębionej, drgającej otchłani
Zagnała nas do domu hucząca śnieżyca...

Leopold Lewin

"Wieczorny spacer" z tomu Wiersze z półwiecza, 1981

:))
Piękny post. Po prostu...
Pozdrawiam.
-
2010/12/27 14:33:26
Tamaryszku, aż się uśmiechnęłam szeroko :) Właśnie ten wiersz jest TYM, który mnie urzekł najbardziej :)))
-
2010/12/27 19:37:45
~Jolu:)
Wiersz z wierszem gada. Liryczna rozmowa:)
Zimowe wiersze zdają się być metafizyką podszyte. I u Lewina jest otchłań, mroźny oddech... to, co ciemne i mroczne, przed czym chronimy się (na moment) w szałasach i przystaniach (!)
Cieszę się, że tu wpadasz.
ren

~Chihiro,
mój najulubieńszy:)

-
2010/12/29 09:57:39
Poeta o nazwisku Frost po prostu m u s i pisać piękne wiersze o zimie! :) Innego wyjścia nie ma. Nazwisko zobowiązuje.
Ogromnie cenię jego twórczość, a przekłady Barańczaka to uczta duchowa.
Cudne zdjęcia, które wspaniale uzupełniają tekst!
Zazdroszczę Ci leśnych spacerów. na pocieszenie mamy obok bloku niewielkie pole, po którym można wędrować z psią częścią rodzinnego stadka. Jamniczka w pikowanym paltku z kołnierzem wygląda jak Dracula :D
Uściski!
-
2010/12/29 22:43:31
:) Mr Mróz! Prawdziwe naznaczenie:)
Dziwnie tak przetłumaczyć sobie jakieś anglojęzyczne nazwisko. Nagle coś abstrakcyjnego (jak każde nazwisko, bo polski właściciel tego ww. nie kojarzyłby mi się z mrozem) staje się etykietką, bardzo silnym skojarzeniem.

Jamnik w stroju wyjściowym zadaje szyku. Przy takim to w byle kurteczce nie wyjdziesz, przynajmniej jakiś bajerancki szal, by dorównań kołnierzowi Draculi.
Lasy z moich rodzinnych stron, w Poznaniu też nie mam ich w najbliższym zasięgu. Za to blisko nad Maltę (jezioro) i Wartę.
Barańczak mistrzem jest. Absolutnym. To wydanie jest dwujęzyczne, mogę porównać brzmienie obu wersji.
Pozdrawiam:)
ren