literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Blog > Komentarze do wpisu

Mama-Smerfetka i Gangsterzy

Królestwo zwierząt (Animal Kingdom), reż. David Michôd


Gangsterski film widziałam. Dobry.

Nie ma co opowiadać, smak sensacji nie powinien być przetwarzany. Spojlery zakazane.

Krótko (?!) i zwięźle wytłumaczę sobie samej, dlaczego zapamiętuję tę historię z Melbourne.


Australijskie południe, miasto słynące z klimatu wiktoriańskiej architektury (tylko w Londynie tego typu budynków jest więcej), ale głośne też z powodu spektakularnych działań przestępczych.

Reżyser chciał co prawda uciec od powiązań z konkretnymi postaciami, ale tło i legendę miasta wykorzystał świadomie.


Przynajmniej jeden filmowy epizod ma swój rozpoznawalny pierwowzór.

Bracia Cody organizują samochodową pułapkę. Porzucone na środku drogi białe auto z powybijanymi szybami prowokuje reakcję straży policyjnej. Gangsterzy ostrzeliwują ich, zabijając dwóch policjantów. (Taka historia miała miejsce w Melbourn w 1988 roku). W filmie od tego epizodu zagęszcza się i przyspiesza trwająca od dawna wojna szarpana między rodziną Cody a policją.


Rodzina Cody to przede wszystkim matka, Janine 'Smurf' Cody, zwana Smerfetką. Kobieta w wieku babcinym (główny bohater, Josh, jest jej 17-letnim wnukiem), urocza, z seksapilem i ciepłem scalającym dom. Całuje swoich synów w usta, pieszczotliwie przywołuje do spokoju...aż nie do wiary, że synowie to mężczyźni tkwiący po uszy w przestępczym świecie, wcale nie groteskowi. Jeśli szukać w filmie odpowiednika dla tytułowego Królestwa zwierząt, to oni są "dzikimi zwierzętami".


Synów jest trzech: najstarszy, 40-letni Andrew, zwany Papieżem (zajmował się zbrojnymi napadami na bank, właśnie uświadamia sobie, że to specjalizacja odchodząca w przeszłość), średni - Craig (wytwórca rodzinnych pieniędzy, zajmuje się handlem narkotykami, z których sam często korzysta) i najmłodszy Darren (20-latek, ślepo idący rodzinnym traktem). Ich przeciwnikami są "stróże prawa" - policja, detektywi. Cudzysłów niezbędny, bo obie strony w jednakowym stopniu zdolne są do łamania zasad i bezpardonowego rozprawiania się z przeciwnikiem. Gdy policja zorganizuje nalot, zdarzyć się może wszystko - strzał w plecy, celowanie z bliskiej odległości, bez ostrzeżenia.


Uwaga: to nie jest krwawy film. To obraz stonowany, wyciszony, nie epatujący mordem.  Czasem sięga do zwolnionych scen. Nie ma tu widowiskowej akcji naszpikowanej gorączkowym tempem. Typowe atrybuty gangsterskiego kina są odłożone do lamusa, ewentualnie przebijają się na drugi plan. Jest niepokój, wytwarzany muzyką i samą historią, opowiadającą o dojrzewaniu, czyli szukaniu swego miejsca w świecie, który nie proponuje bezpiecznych rozwiązań. Ta opowieść prowadzona jest z perspektywy Josha, nastolatka, który wkracza w epicentrum konfliktu, w rodzinny układ, którego dotąd nie znał. Niczym tabula rasa zapisuje się ostrymi obserwacjami, lgnie do czegoś stabilnego, by odkryć, że azyl nie istnieje.


Zdradzę pierwszą scenę: Josh jest samotny, bo właśnie umarła mu matka (przedawkowanie) - i albo jest aż tak obojętny, albo tak paranoidalnie przestraszony (obstawiam to drugie), dość, że gdy przyjeżdża pogotowie, on nie może oderwać oczu od telewizyjnego teleturnieju. Matka była wyklętą córką Smerfetki, która w tym momencie przygarnia Josha do Rodziny.


To spojrzenie z zewnątrz - świetne i konsekwentne.


Drugi chwyt, który zrobił na mnie wrażenie, to przekazywanie poszczególnym postaciom roli lidera. Wspomniałam, że głównym bohaterem jest Josh - tak, ale on sam jeszcze nie wie, kim jest. Wydaje się być modeliną czekającą na ulepienie z niej figurki. Postać z tła. Tymczasem pozostali wyłaniają się niczym w kalejdoskopie. Pierwsze sekwencje przejmuje Baz, mężczyzna spoza rodziny, przyjaciel najstarszego z Codych. Męski, absorbujący uwagę, mądry... szukający nowych dróg (napady chce zamienić na inwestowanie na giełdzie). Już wydaje się, że to as obsady, ale...


Potem wkracza detektyw Leckie, wciągający Josha w grę z policją (rozsądny, prawy, łudzący - bo to jednak złudzenie - że prawo może ochronić przed zemstą...). Swoje pięć minut ma Craig, choć jest tak podszyty nerwowością, że przypomina wybuchowością sztuczne ognie. Dłużej bryluje Papież. Intrygujący - spokojny, lecz nieobliczalny. Nieustannie obecna jest Smerfetka, mimo kokieterii - wyrachowana, sterująca, zdolna do brutalnej gry i pociągająca za sznurki, bo przecież zna świat: "żyję na nim nie od dziś".


Trzeci atut: suspens, finałowe zaskoczenie. Jeśli ktoś jest mistrzem przewidywania, może wykalkulować taki obrót sprawy. Ale i tak, w moim odczuciu, końcowe sceny są pierwszorzędne. Pozwalają na przeinterpretowanie postaci Josha. Właściwie nadają opowieści nadrzędny sens.


Rolę Josha powierzono nowicjuszowi, to nastolatek James Frecheville. Na zdjęciu poniżej ze swoją filmową dziewczyną, Nicky (ważną, przełamującą istotne progi w jego psychice).

Debiutantem w długim metrażu jest również reżyser David Michôd.

Film został dostrzeżony na festiwalu Sundance. Zwyciężył w kategorii Najlepszy Dramat Zagraniczny. Przypomnę, że w równoległej kategorii, wśród dramatów amerykańskich, zwyciężył film Debry Granic Do szpiku kości.



A to Babcia-Smerfetka i Baz, w jednej z początkowych sekwencji.

niedziela, 19 grudnia 2010, renbor1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
jjolanta
2010/12/19 16:56:59
Nie jestem amatorką filmów gangsterskich, ale Twoja uwaga, że "to nie jest krwawy film. To obraz stonowany, wyciszony, nie epatujący mordem. Czasem sięga do zwolnionych scen. Nie ma tu widowiskowej akcji naszpikowanej gorączkowym tempem. Typowe atrybuty gangsterskiego kina są odłożone do lamusa..." raczej mnie przekonała, że może warto zaryzykować i kiedyś obejrzeć ten obraz. :-) A tak na marginesie: jeśli kiedyś będę miała wnuki, chciałabym jako babcia wyglądać tak jak Smerfetka z tego filmu. ;-) Pozdrawiam.
-
Gość: czara, 77.236.25.*
2010/12/19 21:24:51
Podoba mi się. Film a priori, tekst i "przełamywanie progów".
Pozdrawiam :)
-
renbor1
2010/12/20 01:02:16
~Jolu,
jest nietypowo. Dla mnie to wyjście poza kino gatunków wydaje się siłą filmu. Bo oczywiście można uzbierać dowody na to, że jest to kino gangsterskie. Choćby konflikt policji z przestępcami, którzy tworzą klan i podejmują regularną grę o wysoką cenę. Jest kilka czerwonych plam na ścianie itp. Ale to zarazem kino subtelne. Dziwne.

Smerfetka jest potworem o słodkim uśmiechu. Ale wygląd ma ponadczasowy, to fakt. Co tu gadać: jedyna kobieta wśród tylu facetów, widać to działa konserwująco. :)
ren

~Czaro,
fajnie. Czasem a priori lepsze i silniejsze niż a posteriori. Mam nadzieję, że nie w tym wypadku:)
Zaczęłam ciężko się zastanawiać, czy w "przełamywaniu progów" jest jakaś nielogiczność... Niektóre progi się przekracza, a inne przełamuje. Tak jakoś musi być, żeby się zgadzało;)
pozdrawiam
ren
-
2010/12/20 20:31:44
Plakat mi się podoba (misie, misie :)
I już wiem na co w najbliższym czasie wybiorę się do kina... Nie wiem czemu aż tak byłam zaskoczona, że "Królestwo zwierząt" faktycznie jest na ekranach, teraz, że nie muszę na to polować, przyczajać się i z wyskoku atakować, licząc na refleks.

Smerfetka, jakie to elegancko upiorne w przypadku tej babci, która trzyma w garści przestępczą rodzinę. W zwiastunie także robi niepokojące wrażenie. Zdecydowanie się wybiorę, dziękuję za recenzję :)
-
renbor1
2010/12/21 00:49:54
~Misiu (Liritio):))
miłego seansu.
Choć myślę, że to jednak specyficzne tak przed Bożym Narodzeniem przerazić się rodziną.
Czas nagli, ja już przed Świętami nic w kinie nie wyhaczę. Ostatni był Banksy ("Wyjście przed sklep z pamiątkami"), zabawne, inteligentne, no i Banksy, choć anonim, to jednak charyzma. Też polecam.

ren
-
2010/12/22 00:37:29
:)) misie są okej

a moja rodzina przeraża mnie wystarczająco sama w sobie, więc przyzwyczaiłam się do tego przedświątecznego zaniepokojenia także w rzeczywistości poza-kinowej; ale i tak przed Świętami mnie również nic się zobaczyć nie uda...
O "Wyjściu przez sklep z pamiątkami" też słyszałam dobre opinie, ale mniej mnie ciągnie, chociaż może to także kwestia doboru, nie ma czasu na obejrzenie wszystkiego.
Udanych, wesołych Świąt :)
-
renbor1
2010/12/23 22:42:24
~Liritio:)
Oczywiście, że misie ok. Tamaryszki lubią misie, misie lubią tamaryszki... czy jakoś tak... Śpiewał to taki jeden z klapniętym uszkiem.

Niech Ci będzie dobrze w te Święta. Spokojnie, jakby wszystko zmierzało ku jakiejś gwieździe, czyli ku czemuś jasnemu i dobremu. Radośnie, bo ostatecznie cicha radość możliwa jest absolutnie zawsze; czasem może trochę bardziej cicha. I jakaś fajna kolęda niech Ci się nuci. Wokalistę wybierz sama, a potem zanuć:))

pozdrawiam
ren
-
la_polaquita
2010/12/25 22:36:29
slyszałam juz o tym filmie, że to tylko pozornie film gangsterski a naprawdę opowieść o pokrzywionych, chorych relacjach w pewnej rodzinie. Myślę, ze by mi się spodobał, coś dla mnie. Mam nadieję, że dorwę na dvd bo do kina z małym bąblem nie mamy szans. Pozdrawiam!
-
renbor1
2010/12/26 18:54:37
~la_polaquita,
Bąbel ma u mnie dobre notowania za rozbrajający uśmiech:) Nawet jeśli utrudnia chodzenie do kina. Zresztą - wszystko kiedyś znika z ekranów i trafia na ekraniki domowe. Normalna kolej rzeczy.
Dla mnie frajdą i zaskoczeniem (bo nie czytałam wnikliwie recenzji i spodziewałam się gangsterki) było niespotykane wyciszenie. Ale Twój odbiór będzie inny, bo dużo już wiesz.
Tymczasem
ren