literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Blog > Komentarze do wpisu

Chmurdalia. Tropami Odyski

Joanna Bator, Chmurdalia, Wydawnictwo W.A.B. 2010


Coś srebrnego dzieje się w chmur dali... [Leśmian, Szczęście]


Kraina wymyślona. Z inspiracji Leśmianem rodzi się jej nazwa - dawno temu, gdy Dominika i Małgosia, wałbrzyskie licealistki, marzyły o wyspie szczęśliwej.

Chmurdalia być może obecna jest w nas... Może, ale bardziej prawdopodobne, że w sobie odnajdziemy tylko obietnicę, zarys, zapowiedź miejsca (sytuacji?), do którego zmierzamy, za którym tęsknimy.


Chmurdalię nosi się w sercu, więc jest blisko. A zarazem ucieleśnia ona jakiś brak, który chcemy wypełnić, więc jest nieosiągalnie daleko. Kto o niej zamarzy, staje się Odysem lub Odyską i rusza w świat. A w świecie: wiadomo, można trafić między Scyllę i Charybdę, można nieopatrznie zjeść lotos (zapominając o celu wędrówki), wdać się w niepotrzebny konflikt z Cyklopem..., może schwytać nas w pułapkę Kirke lub omamić statycznym szczęściem Calipso.


Prawdziwa odyseja.


Powieść kontynuuje wątki rozpoczęte w "Piaskowej Górze" i dopisuje dalsze losy znanym już bohaterom. Jest równie dobra jak część pierwsza. Nie umiem zdecydować, którą wolę.


Duża frajda czytelnicza! Świetnie stworzone postaci!

I opowieści! Dziesiątki różnych historii, które przeplatają się w czasie i w przestrzeni. Jedne dzieją się współcześnie (lata 90. i przełom stuleci), inne sięgają czasów przedwojennych lub zagnieżdżają się w jakimś międzyczasie. Bohaterom przybywa lat: ktoś umiera, zmieniają się życiowe role, pokolenie dzieci dorasta - rówieśnicy Dominiki przekraczają trzydziestkę.


Wałbrzych z Piaskową Górą nadal jest znaczący, ale to już nie "pępek świata". W Babelu nadal pomieszkuje bojąca się wszelakich udziwnień (fiksum dyrdum i fiu bździu) Jadzia, a za sąsiadki ma równie drobnomieszczańskie jak ona - Krysię  Śledź i panią Lepką.

Alternatywnie ważny jest prowincjonalny Kamieńsk, miasteczko, które przed wojną było sztetlem, a choć późniejszy brak żydowskich mieszkańców miejsce to ogołocił, to i tak we wspomnieniach Icka Kaca czy Grażynki pozostanie ono wiecznie młode. Tu mieszkał fotograf (Ludek Borowic), który na zdjęciach rozpoznawał czyhającą śmierć i przeraził się, widząc u schyłku lat 30. niebezpieczną aurę nad głowami większości swych sąsiadów. Tu żyły Ciocie Herbatki, tajemnicze syreny z nocnikiem Napoleona.

Ważnym przystankiem okaże się niemieckie gospodarstwo pod Monachium, w którym Hans niepokoi się, że jego polska żona (tak! Grażynka Rozpuch, ta, która uwiodła chyba już cały męski świat) potrafi być szczęśliwa z nim i bez niego, jednakowo.


Ważny jest Nowy Jork, z którego wywodzi się Sara, potomkini hotentockiej Wenus (jaśniej: czarnoskóra, żółtowłosa, afrykańsko obfita dziewczyna, która podąża śladami swej ulubionej opowieści o XIX-wiecznej piękności [dziwolągu?], co to Napoleona zadziwiła i na kryształowym żyrandolu się huśtała). Miasto, w którym mieszka i Icek Kac, i żyjąca przeszłością i książkami Eulalia Barron.

Istotny jest Londyn, gdzie Dominika robi karierę fotografki i spotyka starą Greczynkę Apostoleę.

I cudnie niezwykła (a zarazem matriarchalnie dziwna) jest grecka wyspa Karpathos.


W porównaniu z "Piaskową Górą" świat się powiększył.

Silniej odsłania się przeszłość. Rozszerza się przestrzeń. Przybywa bohaterów, z których każdy niesie własną opowieść, a zarazem przynależy do opowieści głównej.


Niektóre sploty losów wydają się niezwykłe, ale są zdecydowanie z realistycznego porządku.

Można przecież w dalekim świecie wynająć pokój u kobiety, która zna naszego przyjaciela z dzieciństwa. Można wysłuchać opowieści, w której mignie na moment (nierozpoznana) postać z własnej biografii lub rodzinnego albumu.

Nie mogę oddać tego fenomenu w opisie, bo delikatnie przeplatane nitki zamieniłyby się w grube nici i wzbudziły podejrzenia. Tymczasem świat obu powieści Bator ma jakąś swoją podszewkę, która prześwituje przez ażurowy wzór. Z przyjemnością natrafiałam na takie przebłyski.


Realizm... a jeśli zdarza się fragment odrealniony, to od biedy można by rzec: realizm magiczny. Ale lepiej - idąc tropem autorki (wywiad): tekst nocny.

"[Ernest Sabato] wyróżnia 'tekst dzienny' i 'tekst nocny'. Tekst dzienny to wszystko to, co dzieje się na poziomie moich świadomych intencji, kiedy konstruuję bohaterów, zastanawiam się, co robią i dlaczego. Tekst nocny zaś to nieświadomość, to, co 'się pisze' i co może sprawić, że sama siebie zaskoczę - przyjemnie lub nie. Tekst nocny to ten, w którym można spotkać (...) Ciocie Herbatki przemienione w syreny".*


Co porządkuje świat "Chmurdalii"?


Po pierwsze: motyw podróży wzorowany na "Odysei" Homera (którą niektórzy z bohaterów czytają a wydarzenia parafrazują) i nierozłączny z nim problem inności. Bycia wśród innych i bycia odmieńcem.


Po drugie: motyw nocnika Napoleona, arcycennej pamiątki, która przechodzi z rąk do rąk niczym kłębek włóczki scalający tylko pozornie odrębne elementy.


Po trzecie: Dominika-Odyska (określenie autorki, użyte w wywiadzie). Tylko ona może łączyć ze sobą historie wałbrzyskie z nowojorskimi, londyńskimi, z historiami, które powierzają jej ludzie w opowieściach lub które utrwala swym wyczulonym okiem na fotografiach.


Czytałam wywiad z autorką, który odsłania rodowód niektórych postaci. Dominika jest ukształtowana z osobistych doświadczeń Joanny Bator. Rzecz jasna nie chodzi tu o wydarzenia fabularne. Raczej o sposób istnienia, nomadyczną osobowość, miejsca, które ją naznaczają. Bator z autopsji zna Piaskową Górę i Londyn, Nowy Jork, i Kamieńsk... miejsca przefiltrowane przez doświadczenia pisarki.

"Moim sposobem zamieszkiwania świata jest bycie w drodze". "Mam tożsamość podróżną - tak w ogóle widzę tożsamość współczesnego człowieka".


Po czwarte (jest i po piąte, szóste, siódme..., pominę, bo to już smaki indywidualne): postać Grażynki i Jadzi.

Z powodów fabularnych - obie pojawiają się często i funkcjonują albo jak katalizator wydarzeń (Grażynka) albo jak przekaźnik plotek i opowieści (Jadzia).


Obie są archetypiczne: Grażynka to kobiecość tajemnicza, uwodząca, wymykająca sie oswojeniu, zmienna..., szczodrze obdarzająca miłością; Jadzia to kobiecość matczyno-ofiarnicza, nadopiekuńcza, narzekająca, zagubiona, więc kurczowo trzymająca się kuchni i zimowych zapraw.


Są znaczące, bo przecież książki Joanny Bator to studium kobiecości, z centralnie umieszczonym motywem więzi między córką a matką. To, co pcha Dominikę do podróży jest po części ucieczką od matki (tylko tak można odnaleźć własną kobiecość), a po części powrotem (bo ucieczka bez zrozumienia i nowej więzi byłaby czymś wiecznie niedojrzałym).


A tak to się objawia w cytatach:


***
"Grażynka dawała dzieciom z siebie tyle, by cieszyły się na jej widok, ale nie tyle, by każdy dar musialy odwijać z ozdobnej bibułki matczynego poświęcenia. Co to znaczy, że ty się poświęcasz, Jadzia? dziwiła się. Nie możesz po prostu Dominiki kochać? (...) i cudem, którego zazdrościła Grażynce niejedna matka, [jej corki] wyrosły na kobiety przekonane, że są tam, gdzie być powinny, że ich ciała i myśli należą do nich".


"Grażynka uważała utratę za tak samo konieczną część życia jak przyjemne niespodzianki. Właściwie to, że szczęście mija, a nie trwa, że ludzie raczej odchodzą, niż zostają (...) i że życie po tym toczy się dalej, że dalej chce się tańczyć, kochać i oblizywać palce poklejone słodkim sokiem, było dla niej oczywiste."


***

"[Dominika] robi zdjęcia i wybiera najlepsze dla matki, ale Jadzię interesują tylko te nieliczne, na których jest Dominika; może wtedy ocenić z bijącym sercem, czy poprawiła się na buzi, czy znów schudła, czy ciepło się ubiera, czy w końcu zapuściła włoski. Bez czapki! martwi się na widok córki ze Statuą Wolności w tle i niespecjalnie interesuje ją symbol Ameryki, skoro właśnie przeczytała w 'Poradniku Domowym', że przez głowę ucieka trzydzieści procent ciepła."



"...robienie przetworów, kiszenie i konserwowanie było dla niej sposobem radzenia sobie z czasem. (...) Jadzia czas kisiła i konserwowała, przesmażała z cukrem, pasteryzowała; zamykała czas hermetycznie w słoikach z napisem ogórki 1991, czarna porzeczka 1992, papryka 1993, buraczki z papryką 1994, truskawki w miodzie 1995, kapusta z kminkiem 1996. (...) Jadzia Chmura w pokorze przyjmowała fakt, iż czas poddany konserwacji jednak ulega zmianie, tak jak truskawka z kompotu różni się od surowej, ale to cena, jaką trzeba zapłacić za możliwość zachowania przeszłości w słoikach. Lepsza taka niż żadna!"


Jadzia - choć nie chcę się z nią utożsamiać, przeraża mnie - jest genialna. Kwintesencja przeciętności, ograniczeń mentalnych, sprowadzania wszystkiego do płaskiego wymiaru rzeczy znanych i uporządkowanych według wzoru. Wydaje się niezmienna, a jednak i w niej trwa wędrówka, która ją otworzy, zmusi do kilku życiowych wolt i zbliży z córką.


Niezręczność pisania o tej książce polega na tym, że "Chmurdalia" jest nie tylko wielowątkowa (wystarczyłoby wskazać nici, które te wątki zszywają) i wielowarstwowa (trudniej, trzeba by warstwy zdiagnozować i ponazywać, uchwycić główne problemy). "Chmurdalia" jest ponadto wielokontekstowa, archetypiczna jakaś, otwarta... Wszystko jeszcze zdarzyć się może... Kto wie, jaki układ chmur się przytrafi i czy deszcz wielki z nich będzie, czy raczej przebije się słońce?


* "Gazeta Wyborcza", 7.06.2010 ("Odyska" - rozmowę z Joanną Bator przeprowadziła Agata Michalak)

niedziela, 21 listopada 2010, renbor1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
lirael
2010/11/21 16:47:28
Mam problem z Joanną Bator. Jej obraz, jaki utkałam sobie na podstawie przeczytanego "Japońskiego wachlarza" jest dość oschły i chłodny, aczkolwiek samą książkę bardzo, bardzo polecam. Mam opory przed sięgnięciem po jej powieści, ale Tamaryszkowa rekomendacja pomalutku burzy mur moich wątpliwości. :)
Fantastyczna recenzja, jak zwykle u Ciebie.
-
the_book
2010/11/21 17:59:20
Amen.
p.s. nie mogę wyobrazić sobie doskonalszej recenzji J. Bator. :)

Monia.
-
2010/11/21 19:18:00
Świat się powiększył i... zmniejszył równocześnie. Jakże łatwo nam się przemieszczać dzisiaj w porównaniu z czasami innej epoki historycznej.
A tak w innej sprawie. Coś ci okładka za bardzo wchodzi w tekst. Musisz nie tylko wybrać ustawienie z lewej strony, lecz i zaznaczyć haczyk właściwych proporcji i wprowadzić dane liczbowe. Ja mam 10, 12 i ramka 2. Inne trzeba wypróbować.
Pozdrawiam:)
-
renbor1
2010/11/22 01:05:28
~ Lirael,
oschła i chłodna? nie, nie, nie - nie w tym przypadku!
Te przymiotniki mnie zaskoczyły i dopiero gdy przypomniałam sobie spotkania autorskie jestem gotowa uwierzyć, że istnieją takie teksty Bator, które emanują zimnem. Ona sama wydaje się być dość zdystansowana, nie zapamiętałam uśmiechu.
Mnie obie powieści bardzo przypadły do gustu i wzbudziły dreszczyk zazdrosnego podziwu.
Gdyby koniecznie zgłosić jakieś zastrzeżenie 9ale nie ma takiej konieczności), to trzeba przyznać, że te opowieści są genderowe bardzo.
Perspektywa kobieca. Kobiety szukające swojej tożsamości poza kulturowo przypisaną rolą. Otwarcie drzwi dla odmieńców wszelakich (od hotentockiej Wenus po gejowskiego cukiernika). Nie ma spełnienia w związku damsko-męskim. Grzęzną w nim kobiety i kapcanieją mężczyźni. Ale, choć nie jest to prawda jedyna, jakaś prawda w tym jest.

Przełamuj lody. Warto.

~ Monia
Amen? O, to, to, to! Proszę mi przytakiwać. Dzięki za komplement, rzeczywiście niełatwo ogarnąć całość. Czasem to, co małe, epizodyczne, okazuje się szczególnie istotne, choć w ogólnej prezentacji się nie mieści. Trzeba więc odpuścić. I tak - każdy znajdzie tu inaczej oszlifowane perełki.

~ Nutta:)
Jak widzisz: już odseparowałam tekst od zdjęcia. Dzięki za natchnienie! Przeszkadzało mi to,a tu proszę: nie taki diabeł....

Pozdrawiam
ren
-
2010/11/23 23:21:36
Aaa, zapomniałam! Byłam w bibliotece i zapomniałam, że miałam pożyczyć pani Bator książkę którąś - napiszę sobie na czole, bo na rękę nie spojrzę, a tak będę zastanawiała, dlaczego wszyscy się na moje czoło dziwnie patrzą i może zapamiętam.
Nieszczęśliwa teraz jestem, że czytam krztynkę głupie panie z bagien, zamiast się cieszyć "Piaskową Górą".

Natomiast podejrzewam, że ta świetna Jadzia przerazi także mnie.
-
renbor1
2010/11/24 13:58:41
~Liritio :))
Jadzia wlezie za skórę, bo jest nie do wytrzymania. Ale i przyciąga jak magnes.
Gdybyś na przykład miała wysokie czoło, takie z zakolami, to opatrzenie każdego z nich intrygującą nazwą - to góra piaskowa, tam chmurna dalia - byłoby intrygujące. Jak każdy surrealistyczny gag. Polecam (książki).
pozdrawiam
ren
-
Gość: czara, 77.236.26.*
2010/11/29 17:27:52
Jak mam teraz zrobić, żeby nie pobiec do księgarni?
-
renbor1
2010/12/04 08:23:30
~Czaro,
biec! Przez łąki i pola (przez Planty czy Błonia, Pole Elizejskie lub inną rue).
Znaleźć, zimową zawieruchą do domu przytaszczyć, dorzucić do stosiku, najlepiej na wierzch... i czytać. Pamiętając o kolejności: najpierw "Piaskowa Góra, potem "Chmurdalia".
Pozdrawiam!
ren