literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Blog > Komentarze do wpisu

Weekend w Ameryce

Wspomnienie minionego weekendu...

1.FFA we Wrocławiu, 20-24 października 2010


Organizacyjnie i koncepcyjnie Festiwal Filmów Amerykańskich jest repliką Festiwalu Era Nowe Horyzonty. Bogata oferta tytułów: każdego dnia 5 seansów w dziewięciu salach, czyli 45 projekcji.

Uporządkowana według sekcji.

Są rzeczy nowe: te najgłośniejsze bądź firmowane znanym nazwiskiem reżysera (HIGHLIGHTS), panorama współczesnego kina amerykańskiego (SPECTRUM), dokumenty sezonu (AMERICAN DOCS) i awangarda/ eksperyment (ON THE EDGE).


Były tez filmy o ugruntowanej renomie: sekcja DEKADA NIEZALEŻNYCH (tu: Jarmusch, Aronofsky, bracia Coen czy van Sant), a nawet evergreeny opatrzone hasłem wywoławczym: ZAGRAJ TO JESZCZE RAZ, SAM.


Spośród siedmiu filmów obejrzanych od piątkowej nocy po niedzielne popołudnie nadmienię o kilku, które zapamiętam szczególnie.


Gdzieś wśród lasów Missouri...

Do szpiku kości (Winter`s Bone), reż. Debra Granik (2010)


Prowincja - surowa, zapomniana, bez perspektyw. Każdy tu ma swoje miejsce, swoje granice nie do przekroczenia. Nie jest swojsko ani bezpiecznie.

Skromne (zabałaganione) domy to jedyny majątek, gwarancja zakorzenienia. Relacje z sąsiadami i rodziną (klany po trosze mafijne) są wróżbą przetrwania lub unicestwienia. Kodeks niepisanych praw i zależności domaga się cichego podporządkowania. Zadziorność przywołuje tragedię.


By się utrzymać, wielu przekracza prawo. Wśród nich: Jessup Dolly. O nim mówi się najczęściej, choć na ekranie pojawi się wyłącznie w roli rekwizytu (!). Szuka go policja - dawne sprawki, produkcja narkotyków - jeśli nie stawi się na rozprawę, rodzina straci dach nad głową.


Szuka go 17-letnia córka, Ree Dolly, która dźwiga ciężary ponad miarę. Wychowuje dwoje młodszego rodzeństwa, troszczy się o apatyczną, chorą psychicznie matkę, łata koniec z końcem. Znaleźć ojca (żywego lub martwego), by ocalić dom - oto cel i przewodnia nić fabuły.

Możliwe, że brzmi to mało porywająco. Ale film trzyma w napięciu niczym misterna mieszanka kina społecznego i thrillera. Jest mrocznie i bezwzględnie. Milczenie, pogróżki, zemsta... a zarazem braterstwo i więzy krwi, ochrona najsłabszych (dzieciaki, matka Ree).


Film o odwadze i determinacji, o potwierdzaniu swoich praw do istnienia i godności.

Rewelacyjna kreacja 20-latki, Jennifer Lawrence, w roli Ree. Śledzimy jej odyseję, kolejne nokauty i stawanie w podskoku do następnej rundy. Film jest chłodny, listopadowo ogołocony, przestrzenny, ale i klaustrofobiczny. Natomiast Ree jest rozbudzonym wulkanem -  krucha, lecz groźna, rzeczowa i żarliwa.


Widziałam siedem filmów, więc oceniać mi trudno, ale zwycięstwo Do szpiku kości w konkursie festiwalowym wydaje mi się strzałem w dziesiątkę.


W Teksasie, w miasteczku z dobrym szeryfem...

Morderca we mnie (The Killer Inside Me), reż. Michael Winterbottom (2010)


Och, czarujący i dobrze ułożony Lou, zastepca szeryfa...!


Amerykańskie miasteczko (lata 50., przynajmniej w literackim pierwowzorze), w którym życie wydaje się podlegać czytelnym regułom.


Jest szeryf - stary poczciwy Bob - znający ludzi i szanujący prawo.

Jest miejscowy potentat Conway (i jego mało bystry syn) - hmm... nieco poza kontrolą, bo pieniądze zapewniają pancerz ochronny.

Jest redaktor lokalnej gazety, który lubi prowokacje, ma alergię na bzdurne bajeczki, obrażające jego inteligencję i sceptyczne rozeznanie w ludzkiej naturze.

Jest piękna, zmysłowa prostytutka Joyce (Jessica Alba), dziewczęco niewinna, unforgettable, of course.

Amy (Kate Hudson), inteligentna panna zakochana w obiecującym strażniku prawa.


Nade wszystko zaś jest sam Lou, Lou Ford (Casey Affleck), zastępca szeryfa - z odznaką, kowbojskim kapeluszem, buzią grzecznego przystojniaczka.

Wyrastał wśród tutejszych i wypracował sobie szacunek.

- Małe miasteczko to takie miejsce, gdzie wszystkim się wydaje, że znają cie na wylot.

Tytuł jest wyraźnym mrugnięciem oka: tak, Lou to właśnie Dr Jekyll & Mr Hyde w jednej osobie.

Ma charme i siłę przekonywania. Sam zdaje sie wierzyć, że zło, które uruchamia, jest koniecznością, bólem nie do uniknięcia. Wali pięścią w delikatną twarz Joyce i szepcze: kochanie, jeszcze tylko trochę, zaraz będzie po wszystkim.

- Gdy pierwszy raz przyszło mi na myśl, by zabić [...], nie mogłem w to uwierzyć. A chwilę potem wiedziałem, że to musi się stać.

Historia Lou Forda okupiona jest nienaturalną śmiercią sześciu osób.


Joyce (Jessica Alba)                                                          Amy i Lou (Kate Hudson i Casey Affleck)

 

Sedno tkwi jednak nie tylko w fabularnej intrydze. Ważne jest wkroczenie w sferę podświadomości, ukrytych obsesji, agresywnych kompensacji, tego wszystkiego, co inspirację znajduje w analizach Zygmunta Freuda. Lou, mężczyzna kulturalny i oczytany, sięga na półkę wlaśnie po tom mistrza psychoanalizy, w którym znajduje zdjęcia posiniaczonej perwersyjnie pupy własnej matki. Źródła dewiacji tkwią w przeszłości, w erotycznych fantazjach i zakazanych upodobaniach.


Trzeci ważny aspekt to gra konwencjami: porcja kina noir w miksie z lekkością, niemal śpiewnym tonem, prawie tanecznym sposobem bycia...  Wrażenie potwierdza piosenka kończąca film: Ach, wstydź się, wstydź (Shame on you, shame).

Melodię zakłócają brutalne, obezwładniające ciosy, aż karykaturalnie zwielokrotnione.

A rytm wystukują wyznania zakochanych kobiet, którym nie przeszkadza zbita na kwaśne jabłko pupa. Zmasakrowane wyznają czule: kocham...

Jasne obok ciemnego. Konkluzja szeryfa Boba jest trafna: - Najjaśniej jest tuż przed zmrokiem.


"W wypatroszonej, spustoszonej, jałowej krainie..."

Droga (The Road), reż. John Hillcoat (2009)


Ekranizacja nagrodzonej Pulitzerem (2007) powieści Cromacka McCarthy`ego.

Fabularnie rzecz jest nieskomplikowana.

Świat był kiedyś zwykły, ludzki i dobry. Mężczyzna doglądał koni na łące, czule patrzyła na niego kobieta, oczekiwali dziecka. Miłość była w zasięgu.

Migawki ocalone z przeszłości wybudzają mężczyznę ze snu. Są w ciepłej tonacji, podczas gdy teraźniejszość ma posmak, barwę i rozmiary apokalipsy.


- Zegary stanęły o 1.17.

Świat po katastrofie nuklearnej. Jest spustoszony, zwyrodniały, barbarzyński.

Mężczyzna i jego syn usiłują przetrwać, kierują się na Południe. Walczą z głodem, słabością ciała i hordami Złych, którzy polują na pokarm (szerzy się kanibalizm).

Samotni wędrowcy mają tylko siebie. I ta wzajemna relacja staje się wyznacznikiem człowieczeństwa.

- Mój syn... Jeśli nie jest Słowem Bożym, to Bóg nigdy nie przemówił.

Męska odpowiedzialność, wrażliwość mimo szorstkości, upór, by dokądś zmierzać i przenosić wewnętrzny ogień... Mimo eksplozji zła, podłości, dzikiej walki o przetrwanie.

- Czy wciąż jesteśmy dobrzy? (...) Czy zawsze tacy będziemy?

Podróż jest próbą, która odbiera apokalipsie jej ostateczność. Nadzieja przygasa, lecz trwa.


To opowieść paraboliczna, moralitet, wojna o duszę.

Z tym wiążą się pewne jednoznaczności, od których film nie jest wolny. Źli i dobrzy, Badboys & Goodboys.

Uwodzi sceneria i muzyka (NickCave). Opuszczone domostwa, ruiny, wraki samochodów, śmieci. Nie ma zwierząt, drzewa padają martwe lub trwają jako kikuty. Krajobraz zarażony śmiercią. Najsilniejszą stroną tego filmu jest obraz.




***
Trzy obrazki z Ameryki, każdy w innej konwencji: dramat realistyczny (Do szpiku kości), trochę pastisz noir - trochę thriller (Morderca we mnie) i moralitet w apokaliptycznej odsłonie (Droga). Wszystkie traktują o złu. Przerażają i fascynują.

piątek, 29 października 2010, renbor1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
szukamzyjepragne
2010/10/29 21:06:31
Widziałam film Droga, rzeczywiście straszna wizja przyszłości. Najbardziej wstrząsnął mną dom, do którego skierowali się bohaterowie w poszukiwaniu żywności i ich reakcja na odkrycie w tym domu.
-
lirael
2010/10/30 08:00:30
"Drogę" czytałam. Wzdragam się przed obejrzeniem wersji filmowej, jako że wariant literacki był tak sugestywny, że miałam problemy ze spaniem.
Z perspektywy czasu książka wydaje mi się ciut przereklamowana, ale przyznać trzeba, że pożera uwagę czytelnika od pierwszych sekund.
45 filmów do wyboru - straszliwie zazdroszczę, ale ja przeżywałabym liczne frustracje dokonując wyboru! :)
Uściski.
-
renbor1
2010/10/30 15:28:25
~szukamzyjepragne:)

Tak, stężenie zła i prawdopodobieństwo porażki są tu wysokie. Epizod, który wspominasz, wstrząsający.
Jeszcze nie wiem, dlaczego ten film zapamiętam. Ale oglądałam go trochę w transie. Nie wytrącały mnie z niego kolejne spotkania czy odsłony barbarzyństwa. Sytuacja wydała mi się od niemal pierwszych kadrów czytelna. Spodziewałam się wyraźniejszej ewolucji głównych bohaterów - tego, że sami zwątpią we własne człowieczeństwo. Ale starali się do końca coś w sobie ocalić. Ze względu na tę drugą osobę (ojciec dla syna, syn - bo tak zrozumiał ojca...). Kataklizm pozostaje mimo wszystko wizją skrajną, ale potrzeba jakiejś sensownej reakcji na zło, ta nieprzemakalność - urzekają. Zwłaszcza, że nie wiadomo skąd ta siła? Pamięć przeszłości? Ona nieodwracalnie minęła, nawet sny o kobiecie, którą kochał nie są krzepiące. Ona wybrała śmierć... Zostaje tylko droga przed siepie i upór.
Sądzę, że warto zobaczyć... Ale nie jestem szczególnie zmotywowana, by bronić przesłania. Po prostu zostają w głowie te obrazy, prawda?
Pozdrawiam.

~Lirael!
A wiesz, że oferta była jeszcze liczniejsza? Nawet nie obliczam. 45 seansów dziennie, niektórzy mieli szczęście być we Wrocławiu dłużej. Ja wyruszyłam, gdy rozpoczął się weekend (i znosiłam bez słów opóźnienia PKP).

Myślę, że moralitety nie wstrząsają jednak bezdyskusyjnie. To, co nie podlega unieważnieniu, to sugestywność obrazów. Ta pustka, jałowość, brak zwierząt (bo umarły lub zostały zjedzone), bezsilne drzewa..., tonacja barw.

Nie czytałam, ale ponoć wcześniejsze książki McCarthy`ego miały jeszcze bardziej skąpe dawki nadziei. Uff... zanurzyć się i wyskoczyć co sił w nogach!

Pozdrawiam i czekam aż minie Twoje zapotrzebowanie na milczenie...:)
pa.

ren
-
the_book
2010/10/31 13:02:03
Kupiłam ostatnio dwie książki Cromacka McCarthy`ego: "Krwawy południk" i "Drogę". Bardzo jestem ciekawa jego prozy - tak powszechnie chwalonej i podziwianej. Nie skuszę się niestety na film, gdyż staram się postępować według schematu "najpierw książka - potem film". Swoja drogą podziwiam cię Ren, że tak "chłoniesz i czujesz" kino. Dla mnie zawsze męczarnia jest przesiadywanie w kinie, a już tym bardziej przed telewizorem. Z wielkim szacunkiem i oddaniem - Monia :)
-
renbor1
2010/11/01 17:04:00
~Monia:)
Jak to? "Się siedzi" i "się ogląda". Wcale nie jest męczące. Książki też na ogół pochłania się na siedząco. Jasne, że trzeba zadbać, by ździebełko się między seansami poruszać. Ale to już kwestia techniczna.
Telewizji nie oglądam (na ogół).

Monia, czytaj i zdaj relację.
A gdyby do kina na któryś z ww. filmów, to według kolejności prezentowania. Bezapelacyjnie dobry jest ten pierwszy tytuł (nie wiem co z dystrybucją).
pozdrawiam
ren
-
mandzuria23
2010/11/02 09:44:13
Bardzo chcę zobaczyć "Do szpiku kości", ten film będzie teraz emitowany na łódzkim festiwalu "Cinergia" i mam nadzieję, że uda mi się wybrać na jeden z kilku seansów. O "Drodze" też myślę, choć tu bardziej wolałabym najpierw przeczytać książkę, więc z filmem pewnie poczekam na wydanie DVD, kiedyś w przyszłości.
-
renbor1
2010/11/02 18:58:34
~Mandżuria,
czyli niebawem...
Nie wiadomo nic na temat dystrybucji, więc świetnie, że nadarza się taka okazja.
"Cinergia" trwa ponad tydzień, święto!
Nie podnoszę Twych oczekiwań, ale nie sądzę, by można było żałować na ten film czasu.
pozdrawiam:)
ren
-
chihiro2
2010/11/03 18:15:56
"Winter's Bone" wlasnie przestal leciec w kinach, ale ten film wolalabym obejrzec a dvd, wiec zdecydowalam sie poczekac. Ale interesuje mnie niezmiernie.
"Droga" puszczana byla u nas w kinach w zeszlym roku, czy w Polsce jeszcze nie miala premiery kinowej, czy pokazuja ja w ramach odswiezenia zeszlorocznyh hitow? Na mnie ksiazka zrobila wieksze wrazenie, w filmie razily mnie wspomnienia bohatera, ktorych w powiesci nie ma za duzo, a w filmie sa tanim wyciskaczem lez. Ale aktorstwo znakomite, krajobraz przedstawiony wiarygodnie, a niektore sceny mroza krew w zylach.
"The Killer inside me" zebral w u nas mieszane recenzje. Krytykowano mizoginizm, doceniano role Afflecka (ja juz po roli w "The Assasination of Jesse James..." stwierdzilam, ze Affleck ma przed soba swietlana przyszlosc - o ile sie ne zmarnuje). Filmu jeszcze nie widzialam, czekam na dvd.

U mnie w piatek zaczyna sie festiwal kina tureckiego, a w jego ramach kilkadziesiat filmow. Wybieram sie na kilka, kupie sobie karnet festiwalowy na wszystkie, oplaca sie bardziej niz osobno zaplacic za szesc, ktore koniecznie chce obejrzec. Oprocz tego kolejny festiwal kina koreanskiego, rosyjskiego i zydowskiego. Czasem naprawde mozna zwariowac od nadmiaru dobrego :)
-
renbor1
2010/11/03 23:32:21
~Chihiro:)
Festiwale, przeglądy...szaleństwo. Ja lubię, ale przesyt też jest mi znany. W efekcie nie mogę się zmobilizować, by uchwycić bieżący repertuar (na przykład Skolimowski wciąż jeszcze przede mną).
Wrocław oferował Amerykę najświeższą, trochę już mniej świeżą i wiecznie świeżą (w tej kategorii np. Bracia Coen. Ostrzyłam "pióro" (jak dotąd bez efektu), by podzielić się odbiorem "Człowieka, którego nie było"... stare, ale mistrzowskie...).

Kino tureckie! koniecznie:) nawet gdybyś chciała powybrzydzać - chętnie poczytam;)

Affleck u Winterbottoma jest fenomenalny. Dla mnie to przede wszystkim pastisz i gra konwencją. Psychologia to drugi plan. A przy takim odbiorze zarzuty mizoginizmu bledną.
Dlaczego na dvd? ("Do szpiku kości").
Pozdrawiam
ren
-
chihiro2
2010/11/04 09:56:24
Tamaryszku, staram sie chwytac i repertuar biezacy i festiwalowy, ale w Londynie to nielatwe zadanie. Na filmy biezace chodze do kina rzadko, z reguly w kinach sa krotko, zbyt krotko, i szkoda mi pieniedzy na bilety, gdy juz tyle wydaje na festiwale. A w przypadku biezacego repertuaru kinowego mam pewnosc, ze potem te filmy ukaza sie na dvd.
Dlaczego "Do szpiku kosci" na dvd? To dla mnie taki film na zimowy wieczor, z poduszka pod bokiem, kocem, ciepla herbata, a tego poki co zadne kino nie zapewnia. No i czesto w przypadku filmow amerykanskich z prowincji obawiam sie, ze moge chwilami nie zrozumiec akcentu - wowczas wlaczam napisy, by zupelnie nic mi nie umknelo (w kinie niemozliwe).
Kino tureckie najnowsze poznam w ciagu nasteonych kilku dni, szykuja sie tez spotkania z Kalpanoglu, Erdem i innymi po projekcjach, na co rowniez bardzo sie ciesze :)
Dla mnie generelanie zarzuty o mizoginizm wydaja sie wydumane. Tak sobie kwestie przedstawia rezyser i nic nikomu do tego, zreszta identyczny zarzut slyszalam w kontekscie trylogii filmowej na podstawie ksiazek Larssona. Brytyjczykom tak bardzo na sercu lezy kwestia rownosci miedzy kobietami a mezczyznami, ze wszedzie te nierownosc dojrza.
Pozdrowienia!
-
logosviator
2010/11/09 21:30:54
Tamaryszku, za te 7 filmów w jeden weekend... przybij piątkę! :)
Choć ja już takich kinomaniackich ekstremów w zasadzie nie praktykuję :)
Ale, ale... zbyt daleko od czegoś takiego to też nie odszedłem, bo tylko w ostatnim tygodniu obejrzałem już - i to na dużym ekranie!, co bagatelą też wcale nie jest - 6 polskich filmów (bo oto właśnie zaczął się u nas Festiwal Filmu Polskiego w Ameryce, na który wielce - jak zresztą każdego roku - się cieszę. Nawet jeśli na żadne kamienie milowe polskiego kina nie natrafię :)

A co do twoich filmów.
Ciekawy wybór!
Ukazuje wszak różnorodność amerykańskiej kinematografii, którą jednak pogardza się nieco (ciszej lub głośniej, wśród tzw. "prawdziwych" znawców kina). Głównie z powodu hollywoodzkich sztampowości, z którą (stereotypowo przecież) kojarzy się CAŁE kino amerykańskie.

Niestety, "Winter's Bone" mi umknęło wtedy, kiedy wyświetlano ten obraz w kinach, ale myślę, że na pewno w końcu gdzieś ten film obejrzę.
"The Road" zaś widziałem. Masz rację - siła "Drogi" opiera się głównie na obrazie, ale i na mroźnym, bezdusznym klimacie Armagedonu. Same postacie ojca i syna, jeśli chodzi o psychologiczne skomplikowanie, są dość kameralne, niemniej jednak wyraziste.
W sumie jest to moralitet. Niezły, zresztą. Ale, moim zdaniem, jeszcze ciekawiej byłoby, gdyby jednak nasi główni bohaterowie ewoluowali w stronę tzw. Zła (choć przecież Zło i Dobro po dokonaniu się Armagedonu, mają podobno przestać istnieć).
Lecz wydaje się, że bez morału i (swoistego w tym przypadku) happy-endu, kino amerykańskie (zwłaszcza to popularne) nie może (jeszcze?) istnieć.
Może to i dobrze? :)
-
renbor1
2010/11/10 12:18:12
~Chihiro,
bardzo mnie ciekawi Twoja reakcja na "Kosmos" Erdema. Bo ja jestem na tak. :)

~Logosie:)
Piąteczka!
Świat filmowy ostatnio festiwalami stoi, to chyba globalny trend.
Chicago, Londyn (vide: Chihiro)...
W Poznaniu - Festiwal Pięciu Smaków, ale mnie niesie w stronę Łodzi, tym razem filmoznawczo bardziej niż kinowo.

Będę śledzić Twoje rozpoznanie polskich kamieni (milowych lub przydrożnych).
I polskie kino nie jednakie, i Ameryka nie cała jest Hollywoodem.

Co do "Drogi", to właśnie tak, jak piszesz.
Może głupio wyznać, że oglądałam bez dreszczy (choć w transie). Nie było stopniowania. Groza się stała i oczekiwanie na przejawy normalności byłoby mrzonką.
Tylko niezłomność bohaterów "niosących ogień" była zaskakująca.
Zakończenie... ok, "może to i dobrze?"..., ale przypomniał mi się z głupia frant "Cast Away. Poza światem", gdy Tom Hanks przetrwał najgorsze i Robinson znów miał przed sobą rozstaje dróg i kuszące możliwości.

Pozdrawiam
ren
-
logosviator
2010/11/10 15:35:33
"Rozstaje dróg i kuszące możliwości" - bo czyż właśnie czegoś takiego nie powinniśmy sobie życzyć?
Zwłaszcza po doświadczeniu zniewolenia na bezludnej wyspie? ;)
-
chihiro2
2010/11/10 16:14:30
Ren, jestem zachwycona "Kosmosem"! Ukladam recenzje.
Festiwale w Londynie to nieprzemijajaca impreza. Turecki potrwa jeszcze jakies 10 dni, zaczyna sie koreanski i zydowski, w najblizszy weekend jest maly festiwal eksperymentalnych filmow greckich, wciaz trwa festiwal kina swatowego ze szczegolnym uwzglednieniem kina bulgarskiego, skonczyl sie festiwal kina dzieciecego, kina indyjskiego i Nollywood Now! (kina nigeryjskiego), gruzinskiego i hiszpanskiego, w weekend zaczyna sie festiwal najnowszego kina czeskiego. Ciagle sa przeglady, ostatnio Franka Capry, Takeshi Kitano i Hong Sangsoo.
Wkrotce tez rozpocznie sie festiwal kina hiszpanskiego pod okupacja Franco oraz Fashion in Film Festival. I taki ogrom imprez to u mnie rzecz caloroczna, nie ma oddechu dla kinomanow :)))
-
renbor1
2010/11/11 00:01:06
~Logosie:)
Życzmy sobie.
Armagedony niech straszą maniaków katastrof. A my szukajmy rozwidleń i zakrętów.
...
A co, jak naprawdę przyjdzie Szpieg z Krainy Dreszczowców, Carramba! ?

~Chihiro:)
i jak ten biedak-kinoman ma się sprężyć?
Nie ma kiedy być na głodzie (a stan to błogosławiony i twórczy).
Wieczna zadyszka.
I chyba trzeba będzie dorosnąć do poziomu konesera - nie obżerać się, lecz smakować najwyśmienitsze kąski.
Albo zaoglądać się na śmierć.
Cieszę się, że "Kosmos" oceniasz tak entuzjastycznie. Recenzja piękna. Zazdroszczę świeżych wrażeń i tego spotkania z Erdemem.

Pozdrawiam
ren