literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Blog > Komentarze do wpisu

Koty mają przechlapane

"Matka Teresa od kotów", reż. Paweł Sala, Polska 2010


W zasadzie: pisać, nie pisać - oto jest pytanie...

Pisać, bo obejrzałam film Pawła Sali i nie przechodzę mimo obojętnie.

Nie pisać, bo wokół widzę tyle różnych opinii, ocen, recenzji, że nie wiem, dlaczego miałabym dodawać kolejną..., następne..., jeszcze jeden... .

Zrobiłam researching... Tak zupełnie coś nowego powiedzieć będzie trudno, niemniej jednak, swoje trzy grosze dorzucam. Ot.


Pierwsza i ostatnia scena.

Policja aresztuje chłopców: 20-letniego Artura i 10-letniego Marcina. To bracia, którzy kilka dni wcześniej zamordowali własną matkę. Odcięli głowę, ciało wrzucili do szafy... uciekli i (pozornie?) beztrosko spędzali czas.

Aresztowanie stanowi klamrę.

Opowieść jest retrospekcją sięgającą 13 miesięcy wstecz. Napisy wyznaczają jej rytm: dzień wcześniej, 3 dni temu, tydzień, miesiąc, ... rok...


Kolejne sekwencje luźno ze sobą korespondują, tworzą rodzinny album, migawki z życia pięciorga ludzi, których łączą więzy krwi. Musi być tez coś, co ich antagonizuje, rani, kaleczy, doprowadza do granic, które przekroczone staną się nieodwracalnym złem.


Retrospektywa nie odsłoni wszystkiego. Sięgnie wystarczająco daleko, by utrwalić moment robienia rodzinnej fotografii - piknig, leśny plener, uśmiechy, przytulenia, głupie miny - jak to na fotografii... Rodzinka jakich wiele; ze swoim szczęściem i swoimi kantami. Coś musiało się czaić pod powierzchnią, jakieś podskórne emocje, tajemnice, przemoc?, lęk?, odrzucenie?

To mocny punkt filmu Sali, że nie wskazuje jednoznacznie przyczyn.


[Cytuję fragment wpisu na blogu Filmy Torne`a . Bardzo trafny!]

"Matka Teresa od kotów" to rzecz o potłuczonych ludziach. Bohaterowie filmu są jak porcelanowe filiżanki, pełne rys i pęknięć. Mimo to wypełnia się je gorącą herbatą. Niby wszystko jest w porządku, a jednak herbata wycieka. Problem jest jednak ignorowany, a kiedy w końcu się go zauważa, człowiek budzi się z lufą policyjnego pistoletu przy skroni.



Pęknięcia

Teresa (Ewa Skibińska)

Jak to jest bać się własnego dziecka? Być tak bezradną, zagubioną, sparaliżowaną siłą Artura? Nawet gdy w grę wchodzi dobro młodszego, ustępuje, pozwala by Artur nim zawładnął, nie znajduje sposobu, by skutecznie zaprotestować.


Wezwana na rozmowę do szkoły zatuszuje wagary, uzna sfałszowany podpis za swój.

Może dlatego, że nie liczy na pomoc szkoły. Na wsparcie ze strony męskiego autorytetu liczyć nie może (ani mąż, ani znajomy Jacek niewiele potrafią wskórać).

Z desperacji wyrusza na religijną pielgrzymkę, po czym zawraca. Zagubiona, bezsilna, bardzo samotna kobieta. I do tego kobieca właśnie - z umalowanymi ustami, w kostiumiku, z potrzebą przytulenia się do mężczyzny i przygarnięcia kota. Koty to jakaś obsesja. Zatrzyma się, by wyciągnąć miauczące stworzenie spod samochodu, dom zdominowany jest przez kocięta, kotki i kocury.


Uderzyło mnie, że ona do relacji z najbliższymi wprowadza swoją zawodową usłużność. Pracuje jako agentka ubezpieczeniowa. Składa oferty, po czym z uśmiechem i akceptacją przyjmuje odmowę zainteresowania. Nie może niczego wymusić, wynegocjować. Analogiczna jest jej życiowa apatia.


Hubert (Mariusz Bonaszewski)

Mąż i ojciec. Wrócił z misji w Afganistanie, wkrótce potem traci pracę w wojsku, niefortunnie topi pieniądze w funduszach. Cień człowieka. Czy Hubert z przeszłości był inny? Może naprawdę molestował chłopaków (o co oskarża go Artur, czemu zaprzecza Teresa)? Może szafował przemocą, którą teraz odnajduje w sobie Artur? Czy jego marazm można wytłumaczyć wojenną traumą czy po prostu wypaleniem, nieumiejętnością życia w cywilu?


Marcin (Filip Garbacz)

Młodszy brat Artura. Wpatrzony w niego jak w obrazek. Artur traktuje go z pewną dawką empatii (normą jest arogancja), ale są sytuacje, w których wymusza posłuch. Skąd wzięło się zaślepienie Marcina? Z błędów wychowawczych rodziców? z braku ojca? Z autentycznej charyzmy Artura, który potrafi mu wmówić swe paranormalne zdolności. Małemu wydaje się, że życie jest grą, można je mieć w garści, wymuszając ożywienia zmarłych lub ingerencję w cudze myśli.


Dlaczego siedmioletnia Jadzia dopiero od niedawna potrafi mówić? Dlaczego czuje się brudna po nocy, domaga się kąpieli, mimo przynagleń do wyjścia? Co skrywa?


Artur (Mateusz Kościukiewicz)

Zabić matkę a potem wypytywać o nią znajomych, zmyślać na jej temat przed przyjaciółką Teresy... Naprawdę nic nie czuje? Zło wcielone? Kwintesencja arogancji, bezinteresownej podłości, chamstwa... Albo raczej chłopak, który strach przed życiem chce zagłuszyć przekonaniem, że ma nad nim władzę... Nieufny, bojący się relacji z dziewczyną... Wypytujący - z dziwną ekscytacją - o wojenne mordy ojca...  "Praktykujący czarną magię". Skrzywdzony? Odepchnięty? Tak to wygląda, gdy podczas rodzinnego pikniku zjeżdża z trasy i wpada do jeziora.


Nie rozumiem, dlaczego reżyser uwiarygodnia magiczne moce Artura. Odrzucam te cudowne zdolności, więc czuję pewną konsternację, czy aby dobrze interpretuję niektóre sygnały.

Mimo wszystko kreacja Kościukiewicza jest sugestywna i pełnokrwista. To druga ważna rola tego aktora (po "Wszystko, co kocham"). Zbiera za nią kolejne nagrody. Szczególnie prestiżowa jest ta otrzymana w Karlowych Warach bądź ogłoszona wczoraj nominacja do Nagrody im.Zbyszka Cybulskiego.


Artur (na przemian z Marcinem) powtarza jak refren: "koty mają przejebane"!

Tylko dlaczego koty? One tu mają klawe życie. One jedyne.

sobota, 02 października 2010, renbor1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: czara, 77.236.26.*
2010/10/02 23:16:57
Dla mnie ostatnio czytania o tym filmie nigdy nie za wiele. Może właśnie dlatego, że zostawia duże pole do własnych dywagacji...
-
Gość: kasjeusz, *.chello.pl
2010/10/03 00:18:03
W pierwszym akapicie poruszyłaś zajmującą mnie ostatnio sprawę. Odkąd założyłam bloga, zdarzało mi się często - przypadkowo lub celowo - czytać książki, którym poświęcono już wcześniej mnóstwo wpisów. Popularność pozycji stanowi dla mnie pewien problem, nie tylko: pisać - nie pisać, ale też - może przede wszystkim - jak pisać. Odwoływać się do tych recenzji czy pisać w oderwaniu od nich? Jaką formę przyjąć, aby zaintrygować czytelnika, po raz kolejny skupić jego uwagę na tym samym tytule? Czasem również - jak wspominasz - pojawia się wątpliwość, czy jest się w stanie podzielić się nowymi, oryginalnymi obserwacjami. Bo świeżość może stać się (tak sądzę) jedną z zalet recenzji.

Świetnie piszesz o pęknięciach, stawiasz pytania. Zarówno w książkach, filmach etc., jak i w blogowych wpisach (na ogół; czasem jednak wątpliwości mnie męczą, chciałabym wtedy wrócić do stanu sprzed pięciu, sześciu lat, kiedy - na przykład - polityk mordujący w celu osiągnięcia większej władzy był zły, czarny, nic już nie mogło zmienić mojego zdania o nim) nie szukam jednoznacznych ocen postaw i zachowań, tylko pytań właśnie, nieśmiało prezentowanych propozycji.

Interesujące spostrzeżenie, ta analogia: agentka ubezpieczeniowa - matka i żona. Równie dobra puenta wpisu.

"Nie rozumiem, dlaczego reżyser uwiarygodnia magiczne moce Artura. Odrzucam te cudowne zdolności, więc czuję pewną konsternację, czy aby dobrze interpretuję niektóre sygnały." - Odczuwałam podobną, zdaje się, konsternację w trakcie lektury "Tutanchamona..." Jacqa. Bliski Wschód, lata pięćdziesiąte, rzetelnie przedstawione ówczesne przepychanki polityczne, wtem - bach! - na scenę wkracza demon Salawa. Autor nie usprawiedliwia jego obecności, pisze o niej jak o czymś naturalnym, prawdziwym, jak pisał wcześniej o rzeczywistym królu Faruku. Później dotarłam do artykułu, w którym Jacq wyjaśniał, że umieszcza w swoich książkach magię i opisuje ją oczami swoich bohaterów, którzy w nią wierzą. Że chce, by czytelnik poznawał świat z ich perspektywy. Dlatego nie wyśmiewa, nie ocenia, nie daje czytelnikowi do zrozumienia, że on sam to też właściwie nie wierzy w cudowne zdolności księdza Pachomiusza. Czy możliwym jest, aby cel reżysera był podobny? (Pytam, bo nie widziałam rzeczonego filmu, zresztą nie planuję seansu w najbliższej przyszłości, boję się takich filmów, takich Arturów; jest to zatem jedynie oderwana propozycja).

Pozdrawiam,
kasjeusz
-
renbor1
2010/10/03 17:47:40
~Czaro:)
"A więc" - jak ustaliłyśmy- mamy zharmonizowane odczytania.
Dodam jeszcze, że bardzo mi odpowiada nieprzyznawanie filmom not. Po pierwsze - nie oceniam, gdy absolutnie nie muszę tego robić. Drugie - w tym przypadku miałabym wątpliwości. Nie jest to film z kategorii objawień, poruszeń wywołujących dreszcze. Ale każdy element puzzli jest ok: aktorstwo, muzyka, narracja...

~Kasjeusz:)
Ja poruszyłam strunę, a Ty ją rozkołysałaś.
Nie wiem, jak to ma być - wszystko zależy od własnych oczekiwań od swego bloga. Zastanawiam się, jak to u mnie?
Gdyby wyprofilować się na recenzenta-odkrywcę, wówczas tematy wyeksploatowane można pomijać. Jeśli natomiast blog jest notesem elektronicznym, rejestrującym moje czytanie, oglądanie, wtedy sięganie po zgrany (stary) repertuar jest ok.
Pisanie "zdialogizowane" jest bardzo zamaszyste. Rzadko przywołuję głosy innych i pisząc, nie wspieram się nimi.
Czasami mam ochotę kroić: pisać ledwie o wycinku, bez kontekstu całego dzieła.

Dołączam inne pytania.
Jaki sens mają wszelakie wyzwania czytelnicze? Rozbudziło mnie Skandynawskie i Rosyjskie, tymczasem największą frajdą jest czytanie tego, co wpadnie w ręce (w oko). Nie dla mnie listy lektur, stosiki... chyba również wyzwania są lekko nie po drodze.
Wreszcie: w jaki sposób uwzględniać czytelników? Czy regularna dostawa wpisów ma się opierać na rytmie wewnętrznym, czy na dyscyplinie liczącej się z czytającym?
Nie stawiałam sobie takich pytań przed pierwszym wpisem, bo prawdopodobnie sparaliżowałoby to start;)

Zaskoczyłaś mnie swą diagnozą, że reżyser uwiarygodnił to, w co wierzy bohater. Proste, ale...możliwe.
Arturowi się zdaje, Marcin ślepo wierzy, Teresa boi się - nie rozumie, ale i nie przeczy, że Artur ma dziwną moc. Nikt tego nie racjonalizuje, więc i reżyser niczego nie rozsądza (a nawet potwierdza, bo inni tak to widzą).

Pozdrawiam
ren
-
2010/10/03 19:27:28
Po pierwsze, do filmu - którego nie widziałam i nie zamierzam, nie bo nie - Twoja recenzja i Thorne'a wystarczyła mi za cały seans. Nie wiem, jak to się dzieje, że czasem muszę sama zobaczyć, przyswoić, ocenić. A czasem ocena dwójki ludzi i to nie z rozmowy, ale z blogu, na którym przecież można napisać wszystko, staje się moim wyznacznikiem i oceną, której wierzę. Magiczna sprawa, szczególnie, że podatność na wpływy i oceny swoją własną oceniam na średnią.
Z Twojego wpisu ogromnie żal zrobiło mi się postaci tej przerażonej, apatycznej matki, coś okropnego, taka nieumiejętność stawania twarzą w twarz z życiem. Taka bezsilność, straszne uczucie.

I po drugie, do pytania w początku i dalszego komentarza - podzielam zdanie odnośnie stosików i wyzwań czytelniczych, na początku kariery bloga starałam się (sama nie wiem, na próbę? bo wypada?), ale nie dało rady. Znaczy, moja antystosikowowść jest stuprocentowa, a wyzwania to bardziej pobożne życzenia i płonne nadzieje, że tym razem mi się uda :)
Natomiast w pisaniu na wyświechtany już temat irytuje mnie niezmiennie własna powtarzalność miliona innych opinii, które już przecież wcześniej się pojawiły. I ciach, kolejna opinia do stosu innych idzie precz, bo rezygnuję w połowie, bardzo zła, że nie jestem ciut bardziej oryginalna.
-
renbor1
2010/10/04 00:14:29
~Liritio,
dzięki, że zawierzasz memu -subiektywnemu- osądowi. Nie zastąpi on filmu, ale skoro Cie do niego nie ciągnie, to i musu nie ma. Selekcja.

Oryginalność - tak, ale nie za wszelką cenę. Żebyśmy się za szybko "nie wypstrykały". Chodzi przecież o przyjemność poukładania sobie myśli. A myśli czasem są rogate i odrębne, a czasem są lustrem. Ważne, że nie plagiatujemy.
Pozdrawiam
Miłego tygodnia!
ren
-
Gość: sep, *.adsl.inetia.pl
2011/03/12 22:51:32
To film o wojnie której nie było ,której nie ma,o tym jaki wywiera wpływ na tysiące rodzin w Polsce,jak niszczy więzi między ojcami a dziećmi,mężami,a żonami.
-
Gość: dorota, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/09/21 01:02:40
"Nie rozumiem, dlaczego reżyser uwiarygodnia magiczne moce Artura" film oparty jest na wydarzeniach autentycznych, tutaj ciekawy artykuł o tym, który być może trochę tłumaczy reżysera z magicznych mocy Artura:
niniwa2.cba.pl/talko_nie_mam_czasu_byc_czlowiekiem.htm