literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Blog > Komentarze do wpisu

Kobieta i mężczyzna. Perfumy & muzyka

 

Chris Greenhalgh, Coco i Igor, Wydawnictwo Amber 2002

Biografia nie-biografia, choć główne role obsadzone są przez ikony XX wieku.

On: Igor Strawiński, wybitny kompozytor, rosyjski emigrant - obywatel świata. Zaproponował nawykłym do melodii uszom muzykę dysonansu, ostrych brzmień i rytmu.

Ona: Coco Chanel, kreatorka mody (mała czarna, perły, zapach: Chanel N°5), kobieta niezależna i niekonwencjonalna.


Kalendarium dołączone do książki odsłania, że oboje nieraz trafiali na życiowe zakręty, doświadczali odrzucenia i uwielbienia.

Dwoje artystów pracujących w skrajnie różnej materii. Ich drogi splatają się wielokrotnie: w przedsięwzięciach artystycznych (muzyka i kostiumy dla teatru), na salonowych imprezach, w życiu towarzyskim (kręgi przyjaciół).


W roku 1920 Strawiński spędził lato w podparyskim domu Chanel. Gest bogatej kobiety dla człowieka sztuki. Siła i pragmatyzm wspomagają rozedrgany geniusz, który w zamian oddarza je brokatem szlachectwa.

Strawiński (38-latek) ma żonę Katarzynę i czworo dzieci, które kocha. Chanel skończyła 37 lat, wygląda młodo i energicznie. Żałoba po zmarłym w wypadku samochodowym kochanku dobiegła końca. Igora i Coco łączy namiętny, kilkumiesięczny romans - oboje sądzą, że to miłość. Jeśli nawet, to z gatunku tych, które trzeba utracić.


Chris Greenhalgh robi rzecz następującą. Ostatni dzień życia Coco (10.01.1971) wybiera na klamrę opowieści. W środku umieszcza jeden wieczór z 1913 roku i kilka letnich miesięcy z 1920. Premiera "Święta wiosny" (źle przyjęta, skandalizująca) jest scenerią, w której rodzi się zainteresowanie Chanel Strawińskim. Siedem lat później rozegra się ich wspólna historia. Trochę tu prawdy, sporo zmyślenia. Klucz biograficzny może zwodzić. Sedno sprawy to odsłona tego, co dzieje się między mężczyzną i kobietą. Fascynacja, ból, tęsknota, odrzucenie, bliskość i obcość.



Sięgnęłam po książkę zainspirowana jednym zdaniem rekomendacji.

T. stwierdził, że autor ma talent do przenikania dusz obojga płci... "Wiele razy łapałem się na tym, że mówiłem sobie: o tak, tak właśnie postępują kobiety (albo: no tak, tacy są właśnie mężczyźni ;)".


Postanowiłam sprawdzić. I może wreszcie coś zrozumieć...?




Gra dotyczy kilkorga osób, zgromadzonych dla wygody obserwacji w rezydencji Bel Respiro (właściciel: Coco Chanel). Piekielny trójkąt: mężczyzna (Igor), jego żona (Katarzyna) i kochanka (Coco). W końcowym akcie dołączy książę Dymitr (wnuk rosyjskiego cara). W zasięgu wzroku - dzieci.


Zawieszam oceny moralne (wymuszałyby czerwoną lampkę i dźwięk dzwonu), spróbuję coś zrozumieć.


Fascynacja
(...wszystko dzieje się samo...)


Spotkanie w parku. Bukiet żonkili. Proszę pani..., czy mógłby pan... Dreszcz, prąd, żadne z nich niczego nie planuje, nie układa kadrów przyszłości. Ale wrażenie jest silne.


"...jakie są szanse, żeby dwoje ludzi zbliżających się z różnych kierunków do rogu ulicy nuciło tę samą melodię? Jakie jest prawdopodobieństwo, by w chwili spotkania nucili tę samą jej frazę? Co by to znaczyło, gdyby się tak stało? Nie umie tego wytłumaczyć, ale czuje, że on i Coco poruszają się w jakimś wspólnym rytmie, i czuje się potajemnie zaproszony, by zanucić z nią wspólną melodię". (s.37)


Mężczyzna przywiązuje do tych ożywiających go impulsów dużą wagę. Bo szuka - wiecznie szuka - dotknięcia, które uruchomi jego potencjał, odwróci złą kartę, znów uczyni go królem życia. Coco waha się, czy wolno jej zrobić kolejny krok. Igor trwa w zdziwieniu, że mu "się przydarza" taki cud. Wątpliwości zamraża, bo przecież fascynacja zjawiskową kobietą nie unieważnia jego bezpiecznego rodzinnego portu. Znaczące jak rozłożone są akcenty. Ona wie, że zaangażowanie to decyzja. On - chwyta się irracjonalnych "prądów".


Po pewnym czasie... Strawińscy mieszkają już pod dachem Chanel.

Greenhalgh wprowadza scenę potajemnego przenikania w sferę tej drugiej osoby. Coco myszkuje w gabinecie Igora pod jego nieobecność. Dotyka klawiszy, nut, bierze do rąk zdjęcia... Igor zakrada się do pokoju Coco, do jej łazienki... Każdy szczegół uruchamia wyobraźnię.

Niby nic, lecz aura grzechu czy choćby niestosowności działa jak przyprawa (lub perfumy). Oboje są namagnesowani.


Jest ktoś oprócz ciebie
(...to jest trudne...)


Przedtem, równolegle, czy wtedy gdy w tobie żar wcale nie chce wygasnąć...

Tu najciekawsze rozgrywa się w psychice kobiet.


Katarzynę dręczy zależność od pieniędzy Coco. Gardzi nią (bezwstydna sklepikarka!) i boi się jej siły witalnej, urody, pewności siebie. Obserwuje, jak Coco odbiera jej męża. Nie dowierza, że Igor rozmienia na drobne wszystko, co ich łączyło. Najdotkliwszy jest czas odchodzenia. Mąż jeszcze dzieli z nią sypialnię i podtrzymuje pozory, ale duszą (marzeniami) lgnie do tamtej. Gdy domysły zastąpi pewność, dotychczasowa pokora, oddanie i słabość eksplodują nienawistnymi oskarżeniami (wszystkie świętości są po jej stronie), wygarnie mu całe swoje poświęcenie, przygniecie swą miłością (której nie był godzien). Strzeżcie się zdradzonej bezsilnej kobiety.



Coco z satysfakcją odnotowuje, że inteligentna, oczytana i wykształcona muzycznie żona Igora jest brzydka, mało kobieca. Choroba, której się poddaje, świadczy o jej marazmie, apatii życiowej. Nie ceni tego. Ale jest świadoma praw Katarzyny. Godzi się na skryte spotkania z Igorem, ukradkowe kroki we własnym domu, na udawanie. Czeka aż Igor dojrzeje do decyzji, by zostawić, co wypalone i wspólnie budować nowe. Czy zdarzają się jej chwile zapomnienia, gdy sądzi, że to naprawdę jest możliwe? Tylko chwile. Musi wiedzieć, że Katarzyna zawsze będzie tą, która rodziła Igorowi dzieci i zna każdy dzień ich wspólnej młodości.


Jest taka scena: Coco odwiedza Katarzynę (osłabioną, leżącą w łóżku). Otwiera szafę i zaczyna przeglądać jej ubrania. "...tak bardzo narusza to jej prywatność, że czuje się niemal zgwałcona". I choć Coco taktownie przegląda jej bluzki i spódnice, chce doradzić, chwali niektóre ciuszki, to mimo wszystko góruje nad Katarzyną. Do momentu, gdy z szafy wypada biała ślubna suknia. Coco "czuje, jak cała przewaga, którą udało się jej zdobyć, ulatnia się w jednej chwili (...) niezamężna i bezdzietna musi się wydawać kimś, kto poniósł klęskę". Pojedynek trwa dalej: zażenowanie (paradoksalnie) dodaje Coco sił. Katarzyna, po chwili triumfu, pojmie "jak niepewna jest wierność, jak słaba jest pozycja żony". (s.58)


Gdy po kilku miesiącach zmieni się konstelacja (Katarzyna opuści męża, przyjedzie książę Dymitr), ból dzielenia się ukochaną z kimś trzecim dosięgnie również Igora. Może dlatego, że wydaje mi się to sprawiedliwe, a może dlatego, że mężczyźni skomplikowane sytuacje przeżywają bardziej jednotorowo...dość, że emocje Strawińskiego mniej mnie zainteresowały. Zazdrość, wściekła bezradność, poczucie, że jest się cieniem, zapijanie smutku alkoholem... i wymioty. No, doprawdy... Wiem, że boli, ale ileż można unikać decyzji?

I jakie to dziwnie prawdziwe, że niedostępność, ryzyko utraty bądź wygasające oddanie - dopiero to uświadamia czyjąś ważność.


Proszę, wybierz mnie
(...to nie jest łatwe...)


Biedny Igor... Z nutą ironii - jest jak przedszkolak, który chce mieć i klocki, i samochodzik. Łapczywość wytłumaczalna, gdy rzecz nie dotyczy ludzi - w życiu trzeba wybierać. Ta oczywista prawda jest dla Igora niepojęta.


Z Katarzyną wiążą go dzieci, przysięga, lata przyjaźni i udanego związku. Żona jest chora, więc potrzebuje wsparcia. Za nic w świecie nie chce, by o jego romansie dowiedziala się matka lub dzieci. W ogóle: nikt nie powinien nic wiedzieć, nikt nie powinien czuć się zraniony i nikt nie powinien go oceniać... (męskie?)


Z Coco łączy go namiętność, braterstwo dusz, podobny stosunek do życia, do sztuki. Potrzebuje jej, jest nią zafascynowany, ryzykuje całą swoją stabilizację emocjonalną i rodzinną. Z nią rozmawia o Katarzynie, odsłania sekrety małżeńskie. Ale na domniemaną ciążę Coco reaguje paniką. Związek ma szansę stać się jawnym dopiero wtedy, gdy zdecyduje o tym Katarzyna, odchodząc wraz z dziećmi. Odchodzi również Coco.



Warto prosić o miłość? Brzmi absurdalnie, ale bywa, że w desperacji, tuż przed spakowaniem walizki,takie błagalne oczekiwanie domaga się wypowiedzenia.

Katarzyna prosi, a gdy nie otrzymuje, grozi i ocenia.

Coco zna swoją siłę, nie potrzebuje zapewnień. Sama gotowa jest wiele poświęcić, dopóki nie zrozumie, że mężczyzna, który nie umie jej wybrać, nie jest tego wart. Niezależność i nowoczesność to jedno, potrzeba wyłączności - drugie. Tu Coco i Katarzyna są wyjątkowo zbieżne.


***


 

 

Powieściowa fikcja dopisuje do kilku gorących miesięcy czułe i bolesne zakończenie.

Po latach Strawiński dyryguje ""Świętem wiosny", doskonalonym pamiętnego lata w willi Chanel. I to, co utracone, nagle ożywa w muzyce. Czytelne tylko dla niego, ale w jakiś sposób ocalone. Gdy Coco umiera (pół wieku później!), przypadkowe zdarzenie uruchamia ciąg wspomnień. Zaprzepaszczona miłość powraca silną falą. Przetrwała w postaci pustki, która się nie zabliźnia.

 

 

 



Coco Chanel & Igor Stravinsky, reż. Jan Kounen, Francja 2009

Film nie ma jeszcze polskiego dystrybutora, ale trailer zapowiada się interesująco. Recenzje szacują ten obraz wyżej od filmu Coco avant Chanel z Audrey Tautou w roli tytułowej. Scenarzystą jest Chris Greenhalgh.


sobota, 16 października 2010, renbor1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/10/16 23:49:59
Przyglądasz się przez lupę, sprawdzasz łączące nici jak... Amos Oz analizujący początek paru utworów.
-
renbor1
2010/10/17 09:01:47
~Nutto:)
Czytałaś szkice Oza! Pyszne. Ale najbardziej przekonujący był wstęp. Gdy żartuje i próbuje rozpoczynać tę samą opowieść z różnych stron. I zaskakuje pomysłem łączenia wszystkich próbek w całość. Niech żyje Oz! Wkrótce (albo już?) na polskiej ziemi. Spotkasz się?

Nutto, z odrobinką ironii (gdzie mi do mistrza), ale już cień analogii jest komplementem.
Pozdrawiam!
ren

ps
W BSO nie mogę wpisywać komentarzy, bo nie masz opcji "adres URL"; ewentualnie Konto Google, ale utworzyłam już kilka, a ponieważ nie korzystam, więc zapominam i login, i hasło.
-
2010/10/17 09:58:54
Niestety na spotkanie nie mogę się wybrać - praca. Bardzo liczyłam na Kraków, ale na 16.00 nie da rady dojechać. Pozostaje kupienie gazet, w których obszernie napiszą o spotkaniach, a może ktoś napisze relację na blogu. Liczę na Bobe, Anię lub Zosię.
Wyobraź sobie, co to była za uczta słuchać tych wykładów.

Pozdrawiam w niedzielny poranek:)
-
2010/10/17 09:59:20
Acha, BSO poprawiłam:)
-
Gość: czara, *.122.71-86.rev.gaoland.net
2010/10/17 17:17:30
To dobrze, jeśli plasują go wyżej niż "Coco avant Chanel" ale powiedzmy sobie szczerze - to nie jest duży wyczyn ;) Tamten film z Tatou był po prostu kiepski. A ta historia... cóż, wydaje mi się po prostu banalnym trójkątem miłosnym...
-
renbor1
2010/10/17 23:51:38
~Nutto,
Otóż to! Blogowe łącza ogarniają świat. Wszędzie mamy korespondentów. :)

~Czaro:)
I tak, i nie. Jeśli chodzi o banał.
Mówisz, że trójkąt to banał? W ogóle - to, co przydarza się ludziom (ze względu na swą analogiczność) jest banalne. I miłość, i zdrada, i choroba (która zaskakuje, jak zwykle), i starość (która przychodzi, a człowiek się nie spodziewał).
Więcej zależy od tego, jak dana historia jest podana, niż od nasycenia wyjątkowością. Sama to wiesz.
U Greenhalgha jest banalnie i w tym tkwi siła tej książki;)
Jeśli ktoś szuka wnikliwej biografii, nie zaspokoi głodu. Mistrzowskiej analizy psychiki ludzi wyjątkowych (artystów)? - tu też pudło.
A ja tropiłam "kobiecość" i "męskość" - i do tego celu "Coco i Igor nadaje się całkiem dobrze. Skomplikowany i mistrzowsko wykreowany bohater literacki wymyka się takim kryteriom. Podobnie w życiu: mężczyzna, w którym rozszyfrowałabym podręcznikowe "męskie klisze", nie zaciekawiłby mnie. Sto procent "kobiecości" w kobiecie to też trochę nadto.
Dlatego powieści w rodzaju wyżej omówionej są bardzo poręczne, wypełniają lukę.
Ważnym tropem jest to, że pisarz jest jednocześnie scenarzystą. Książka jest arcyfilmowa. Co może znaczyć, że nie jest arcyliteracka.

ps
Mam już wielką ochotę nadrobić zaległości! Jak tylko przegonię zmęczenie, przeczytam Pomarańcze. :)

Pozdrawiam
ren
-
Gość: czara, *.122.71-86.rev.gaoland.net
2010/10/18 11:22:25
Tamaryszku, czytam Twoją odpowiedź i próbuję zrozumieć... Podsumowując (używam tylko cytatów) - książka jest "banalna", nie można jej uznać za "wnikliwą biografię", nie znajdziemy też "mistrzowskiej analizy psychiki wyjątkowych ludzi". Nie jest też "arcyliteracka". Czy to nie jest antyprzepis na prawdziwego gniota? ;) Czy zatem, dobrze zrozumiałam, że jedyną zaletą tej powieści jest przedstawienie niezgodnych ze stereotypami typów męskich i kobiecych? I może jeszcze łatwość ekranizacji?
PS Rozcinanie pomarańczy trwa więc nie przejmuj się, masz czas ;) Byłabym wdzięczna natomiast za Twój przyczynek do "dlaczego czytamy" - ciekawa jestem, jak brzmiałaby polska lista odpowiedzi...
-
mandzuria23
2010/10/18 13:35:51
Mam wrażenie, że książka nie spodobałaby mi sie tak, jak Twoja recenzja. Przeczytałam całego już Twojego bloga i nie mogę się nazachwycać :) Będę odwiedzać Cię regularnie. Pozdrawiam ciepło!
-
2010/10/18 17:54:58
Film jest niestety kiepski, kiedyś tam o nim pisałam. Lepszy, niż "Coco avant Chanel", ale jak pisała Czara, zrobienie filmu lepszego, niż ten z Tautou w roli głównej nie było trudne.
W związku z tym, że film nie jest najlepszy, osłabła też moja wola przeczytania książki, chociaż raz już ją w rękach trzymałam. Otworzyłam i zamknęłam, tłumacząc sobie, że nie lubię w twardej okładce.

Jednak cytat z Twojej recenzji, ten pierwszy o nuceniu jednej melodii jakoś wyjątkowo trafił mi do przekonania. Pomyślałam, że tak właśnie mogłabym określić ogromne podobieństwo do drugiej osoby, które zdarza się przecież raz na ruski rok.
I Twoja recenzja jest znacznie ciekawsza, niż ekranizacja - w filmie brak silnej ręki, tego właśnie brak.
-
renbor1
2010/10/18 19:49:54
~Czaro:)
To nie jest arcydzieło. Ale i nie gniot. Właśnie stereotypy mnie zainteresowały, bo chciałam sprawdzić, czy ja również powiem, że "tak właśnie postępują kobiety,...tacy właśnie są mężczyźni...". Częściowo potwierdzam.
Polecam, choć tamaryszkowym znakiem jakości bym tej powieści nie opatrzyła.

~Mandżurio:)
A ja smakuję Herbatniki:)
Miło mi Cię gościć.
Te stare notki też? Miło bardzo.

~Liritio:)
Uuuuuuu..Kiepski film? No szkoda. Wszystko z powodu tej twardej okładki.
A propos cytatu: to takie romantyczne..., intuicyjnie przypisałabym to myślenie kobiecie. Tymczasem - i o dziwo, potwierdza to obserwacja w realu - myślenie magiczne (niezwykłość, przeczucie) bliższe jest facetom. Kobiety są bardziej pragmatyczne.
Ale...chyba udzieliło mi się myślenie stereotypami. Muszę przeczytać coś porządnego i wyostrzyć sobie zmysł względności.

pozdrawiam
ren
-
2010/10/19 10:51:56
Zagalopowałam się, film jest średni. Mógłby być znacznie lepszy. Właściwie, miejscami jest nudny i gdyby nie Mikkelsen, nie wiem czy w ogóle wpadłabym na pomysł, żeby go zobaczyć.
Co do myślenia kobiecego i męskiego, nie mam pojęcia, jak to działa. Ale np. ja często łapię się na znacznie większym zrozumieniu meandrów męskiego umysłu, niż otaczających mnie kobiet.
A myślenie stereotypami ma to do siebie, że jest zwykle dobrą bazą do wyciągania wniosków, jeżeli tylko pamiętać o naginaniu stereotypu do rzeczywistości - skądś się biorą i stereotypy w końcu.
-
renbor1
2010/10/19 19:54:22
~Liritio
Właśnie: Mads Mikkelsen! Nie wszystko, w czym grał, obejrzałam,ale "Jabłka Adama" i "Tuż po weselu" to wystarczająca rekomendacja.
Póki co i tak nie mam dostępu, ale nie skreślam filmu z listy.
I bardzo mi się podoba, że mnie nie tępisz za stereotypy. Uznaję ich istnienie. A żeby się przesadnie nimi kierować, to przecież wiadomo, że nie. Tylko z "nagięciem na rzeczywistość". :)
ren
-
logosviator
2010/10/22 00:47:35
Ciekawie było przeczytać Twoją recenzję (jak zwykle wnikliwie nicujesz bohaterów - i to "od podszewki" ;) )
I równie ciekawie dyskusję Pań w komentarzach. (Natężałem zwłaszcza uwagę w momentach, kiedy schodziło na "męską" naturę i "bliższe facetom" myślenie magiczne :) )

A co do banalności?
Nasze uczucia nigdy nie wydają się nam banalne, nawet gdyby cały świat je za banalne uznał.
Prawdziwe uczucie nie jest banałem, zwłaszcza jeśli jest to uczucie silne, głębokie... Banalnie robi się wtedy, jeśli ktoś uczucie udaje.
Autentyzm nigdy nie jest banalny.
Tak mi się przynajmniej wydaje ;)
-
renbor1
2010/10/22 08:32:18
~Logosie:)
Bardzo brakowało tego męskiego tonu w komentarzach. i proszę, od razu argument armatni: autentyczność rozgrzesza banał. Racja.
Mówiąc, że wszystko jest banalne, chciałam to właśnie powiedzieć, że nic nie jest banalne :))
A zasadnicza rozbieżność ma swe źródło w lekkim zezie: kiczowata sytuacja w realnym życiu - jest wiarygodna, w literaturze - wygląda krzywo.

I prawda, że mężczyźni myślą magicznie, prawda?
Zwłaszcza tak zwani racjonaliści;)

Pozdrawiam
Metafora maratonu wciąż aktualna. We Wrocławiu trwa festiwal kina amerykańskiego - dziś dołączam.
ren
-
logosviator
2010/10/23 00:25:43
Ja tam się za reprezentatywnego mężczyznę nie uważam ;)
I nie jestem pewien, czy też wszystkie moje poglądy są takie "męskie" w tonie.
Tudzież niezbyt mi się podoba, jeśli król jako swojego ostatniego argumentu używa armaty :) (To jakiś król gbur być musi, chyba...a na dodatek brutal.)
Ale...

"We Wrocławiu trwa festiwal kina amerykańskiego"

Jakże jestem ciekaw co też Wam tam pokazują z tej Ameryki.
(można wiedzieć?... choćby tylko tytuły, please ;) )
-
logosviator
2010/10/23 00:28:11
Mówiąc, że wszystko jest banalne, chciałam to właśnie powiedzieć, że nic nie jest banalne

Ach, te kobiety! ;)
-
renbor1
2010/10/24 17:51:19
~Logosie,
dopiero co wróciłam. Opiszę wrażenia niebawem.
Program jest na festiwalowej stronie. Oferta szeroka - podzielona na sekcje (dokument, fabuła, klasyka, nowe, nowohoryzontowe/awangardowe, retrospektywa...)
www.americanfilmfestival.pl/
Miałam ograniczony czas i do dyspozycji kalendarium na te dni, w które tam byłam - od piątkowej nocy do niedzielnego południa.
Widziałam 7 filmów, 5 naprawdę warto było, a dwa ...no też, choć z zastrzeżeniami.
Lista: Morderca we mnie; Droga; Człowiek, którego nie było; Synekdocha, Nowy Jork; Ty i ja, i wszyscy, których znamy; Greenberg; Do szpiku kości.
Największe wrażenie zrobił na mnie ten ostatni tytuł: Winter`s Bone - zwycięzca z Sundance (2010). Bracia Coen - perełka (widziałam po raz drugi i możliwe, że nie ostatni).
Pozdrawiam
ren
-
logosviator
2010/10/26 03:33:43
Przejrzałem ten festiwalowy program. I pomyślałem sobie: dobrze się dzieje, bo może wreszcie złamany zostanie pokutujący w naszym kraju stereotyp, że kino amerykańskie to tylko i wyłącznie Hollywood :)
-
2014/08/19 11:29:39
Ciekawy wpis ;) Z chęcią poczytam więcej :D Z wrażenia idę kupić swojemu chłopakowi jakieś kosmetyki męskie :P Natchnęło mnie :P