literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Blog > Komentarze do wpisu

Zabójca z miasta moreli

Witold Szabłowski, Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji, Wydawnictwo Czarne 2010.

Siłą reportażu jest temat.

Siłą reportażu jest sposób opowiadania o faktach.

W książce Szabłowskiego obie siły współbrzmią, więc efekt jest piorunujący. Re-we-la-cyj-nie dobre teksty!


Rzadko się zdarza, by opinie z obwoluty były wiarygodną zapowiedzią wnętrza. Tym razem wszystko się zgadza. Jacek Hugo-Bader poleca "Zabójcę...", bo "to książka o tym, jak niewygodnie jest stać w rozkroku". Akcent pada na sakramentalne rozdwojenie (przywoływane niemal w każdym tekście o Turcji) - między przeszłością a teraźniejszością, prowincją a miastem, Azją a Europą, islamem i aregijnością. Tym razem nie stambulski Most Bosforski jest figurą znaczącą, ale ludzie, w których jedno z drugim się miesza. "Każdy Turek jest takim mostem" - mentalność rozpina się między z pozoru wykluczającymi się skrajnościami.


Rekomendacja Krzysztofa Krauze dotyczy analogii między polską a turecką megalomanią. Gdy zajrzy się głębiej, widać jej poszczególne warstwy: antysemityzm, nieracjonalne pojmowanie honoru, kompleksy, ksenofobia i kompensacyjne poczucie wyższości. Tylko spojrzenie na Wiktorię Wiedeńską mamy różne. Turek uważa, że Sobieski przegrał pod Wiedniem. :)


Paweł Goźliński wskazuje na ukrytego bohatera tych reportaży, na autora. "Specjalista od nietypowych zadań". Jego obecność jest nienachalna, wycofana, ale wyrazista. Czujemy, że zna ten świat od podszewki, że nie opisuje Turcji turystycznej, że nie boi się kłopotliwych tematów, dociera do niesamowitych rozmówców, pisze o bolączkach, ale nie mamy wątpliwości, że dystans jest zaślubiony z fascynacją.


Mariusz Szczygieł dodaje: "Witold Szabłowski pisze o Turcji tak, jak ja bym chciał pisać, gdybym znał się na Turcji."

Właśnie to przyszło mi na myśl, gdy doczytałam do ostatniej strony: majstersztyk, też bym tak chciała! Nie dość, że warto sięgnąć po "Zabójcę...", by zrozumieć Turków, to reportaże Szabłowskiego są jak zapisy szalonej przygody, przeplatane aluzjami, kontekstami, nietanią sensacją i niesłodkim sentymentem - są pierwszorzędną przygodą czytelniczą.

Mam nadzieję, że uwzględnią to jurorzy przyszłorocznej Nike.


Turcja wzdłuż i wszerz

Reportaże poprzedza mapka Turcji, na której zaznaczono miasta będące tłem poszczególnych historii. W legendzie - dwuzdaniowy skrót: tu sąsiedzi ukamieniowali dziewczynę, a stąd wywodzi się żydowski mesjasz, który przeszedł na islam (!), tu mieszkał Ali Ağca, który strzelał do papieża. Świetny pomysł redakcyjny. Punkty rozrzucone są po całym terytorium i znaczą trasę podróży Szabłowskiego.


Autor - 30-letni dziennikarz Gazety Wyborczej - ma za sobą studia politologiczne w Stambule i staż w telewizji CNN Türk. Zjeździł kraj autostopem, rozmawiał (po turecku) z napotkanymi Turkami, szukał dróg do postaci niezwykłych. Miał niesamowite szczęście dotrzeć do osób otoczonych kordonem nieufności lub obaw.


Myślę tu o rodzinie "zabójcy" papieża, o zapomnianej żonie Atatürka - kto wie, czy nie sprężynie nadającej rozmach jego reformom, o eks-prostytutkach kandydujących do parlamentu czy dziewczynie, którą chcieli zabić najbliżsi (w imię urojonego honoru).

Reportaży jest trzynaście.


Uprzedzenia

Jeden z rozmówców stwierdza z goryczą: "Mój kraj za wszelką cenę chce być zachodni i nowoczesny. Zrobilibyśmy wszystko, żeby się wam przypodobać. (...) A wy ciągle przyjeżdżacie i kręcicie nosami." "Mówicie, że islam jest zacofany, że nasza demokracja jest słaba, a tradycje głupie. Każecie się zmieniać, bo wy wiecie, jak się powinno żyć w XXI wieku. A jak próbujemy się zmieniać, bo przecież od czasów Atatürka nie robimy nic innego, śmiejecie się z nas."


Wytwarza się jedyna w swoim rodzaju mieszanka tęsknoty za akceptacją i namaszczeniem przez Zachód i urażonej dumy, która każe unieważnić nowoczesność i przylgnąć do rodzimych mitów.

Mustafa, z którym Szabłowski rozmawia w herbaciarni, jest kierowcą. Zakompleksionym i zaczepnym. "Wszyscy nas nienawidzą. (...) I Wschód, i Zachód. Wiesz, dlaczego tak jest?" I daje genialną odpowiedź: - Bo się nas boją. Bo my jesteśmy najlepsi.

Arcypolskie!


Przywołam tu dwa prezydenckie epizody: bajbajbusza i morelę.

Podczas wizyty George`a Busha w Iraku dochodzi do incydentu: dziennikarz rzuca w prezydenta butem i impertynenckim okrzykiem. Bush uchyla się, ale sytuacja ma reperkusje. But wyprodukowano w Turcji i odtąd fabryka z przedmieść Stambułu zbija kokosy. Wszyscy kupują buty, które na podeszwie mają wygrawerowany napis "Bye bye Bush". Można zarobić na nienawiści do zdemoralizowanego pogańskiego Zachodu.


Trzy miesiące później Stambuł gości Obamę. Telewizja pokazuje, jak prezydent skubnął ze straganu morelę. Mieszkańcy Malaytai (tytułowe miasto moreli) widzą w tym szansę na pomnożenie kapitału. Europejskie zagłębie moreli rozgłasza, że to była ICH morela, a Obama wie, co dobre. Można zarobić na radości, że świat lubi Turcję, lubi tureckie morele.


Kochamy Atatürka

Znacie? To posłuchajcie.


"Gwiazda B-16 była widziana raz tylko, w 1909 roku, przez tureckiego astronoma, który swoje odkrycie ogłosił na Międzynarodowym Kongresie Astronomów. Nikt jednak nie chciał mu uwierzyć, ponieważ miał bardzo dziwne ubranie.

Na szczęście turecki dyktator kazał zmienić swojemu ludowi ubiór na europejski. Astronom ogłosił po raz wtóry swoje odkrycie w roku 1920 - i tym razem był ubrany w elegancki frak.

Cały świat mu uwierzył."

(A. de Saint Exupéry, Mały Książę; motto Zabójcy z miasta moreli)


Dyktator wydawał mi się zawsze postacią baśniową. A wcale nie! Atatürk naprawdę istniał, rządził Turcją 15 lat (1923-1938) i zmienił ją nie do poznania. "Stworzył kraj na nowo", by pchnąć go na drogę postępu. Cena była wysoka, do maruderów strzelano. Jednak mit wodza, który kochał naród z wzajemnością, trwa do dziś. Podobno nie ma lepszego testu na obcokrajowca niż zapytać go: - A co sądzisz o Atatürku? Szabłowski podpowiada jedyną słuszną odpowiedź: - Sądzę, że był wybitnym mężem stanu. To wielkie szczęście dla Turcji, że miała kogoś takiego.


Wewnętrzne oceny mogą oscylować od uwielbienia po krytycyzm, ale świat niech lepiej niczego nie osądza.


Konkrety: Atatürk dążył do laicyzacji Turcji. Zniósł sułtanat, rozwiązał bractwa religijne, wprowadził prawo cywilne zamiast szariatu. Dał prawo wyborcze kobietom. Zmienił kalendarz islamski na obowiązujący w Europie i pismo arabskie zastąpił europejskim.

Z dnia na dzień miliony Turków musiały wydobyć się z analfabetyzmu, na nowo uczyć się liter. To tylko wycinek reform Atatürka, wystarczający, by pokazać ich rozmach.

Od kwestii konstytucyjnych po obyczajowe. Ustawa kapeluszowa nasuwa analogie z carem Rosji, Piotrem I, który bojarom zgolił brody w XVIII wieku.


Oto cytowany przez Szabłowskiego fagment zarządzenia:

"Cywilizowany, międzynarodowy ubiór jest godny i właściwy dla naszego narodu i będziemy go nosić. Obuwie na nogach, spodnie, koszule i krawaty, marynarki i kamizelki oraz - naturalnie do kompletu - nakrycie głowy z rondem. Chciałbym, żeby to było jasne. To nakrycie głowy nazywa się kapelusz."

Kto nosił fez, tracił go razem z głową.


Czas płynie, Atatürk od ponad 60 lat nie żyje, ale jego portrety spotkać można wszędzie: w urzędach, szkołach, na ulicach, w kawiarniach, u babci klozetowej.

"- Jeśli się kiedyś zorientujesz, że od piętnastu minut nie widziałeś ani jednego Atatürka, biegnij! To znaczy, że już nie jesteś w Turcji. Musiałeś przejść granicę i nie zauważyć."

Nowoczesne kobiety, z tytułem naukowym i postępowym spojrzeniem na życie, nie chcą słuchać niczego, co burzy pozytywny wizerunek wodza. To dzięki niemu mają swoje prawa, swoją szansę. Podobno w nadmiarze sięgał po alkohol... Cóż, na trzeźwo nie dałby rady, wątpliwości mogłyby go zatrzymać.

Skandalem na całą Turcję była wypowiedź nagrana dla telewizji, w której dwie nastolatki bezczelnie wyznają, że nie kochają Atatürka.

Wszczęto śledztwo z urzędu. Dziewczyny uniewinniono, co znaczy, że Turcja się zmienia.


Być kobietą...

W ostatnim tekście Szabłowski wraca do tematu tureckich sprzeczności.

Pisze o kobietach wyzwolonych, niezależnych, śmiałych. Pisze o kobietach spętanych nierozumnym patriarchatem, dodatkach do mężczyzn, otulonych w chusty i luźne stroje.

Są obok siebie. Kto wie - może obie wersje są w każdej Turczynce?

Autor wspomina o zdjęciu opublikowanym w tureckiej prasie z podpisem "To jest właśnie Turcja". Dwie kobiety stojące w morzu. Jedna w muzułmańskim stroju kąpielowym (zakryte ramiona i nogi, na głowie kapturek, na plecach pelerynka, by osłonić obcisłe miejsca), druga - topless.


Porażające są artykuły o kobietach, które stały się ofiarami tradycji.

Nieprawda, że cała tradycja jest zła, ani że spojrzenie z zewnątrz ma prawo osądzać pozycję społeczną kobiet tureckich bez wniknięcia w mentalne sensy tradycji.

Ale opowieści o kobietach osaczonych, sprzedanych do burdelu, poniżanych i bitych (bez możliwości schronienia się pod płaszcz prawa), zamordowanych przez najbliższych, którzy uznali, że splamiły ich honor (tytuł reportażu o honorowych zabójstwach brzmi: "To z miłości, siostro") są wstrząsające.


Honor mężczyzny. Definiowany jest przez postawę podległej mu kobiety. Kilkadziesiąt kobiet rocznie oddaje życie dla zadośćuczynienia tym urojonym uniesieniom urażonej godności. Są regiony, które z tego słyną.


Mąż zabija żonę, bo wydaje mu się, że nie jest dość oddana. Nie musi mieć prawdziwego powodu, wystarczy plotka.

Brat nie może znieść hańby, za jaką uważa spotykanie się siostry z chłopakiem - przynosi mu to ujmę, z której oczyści tylko śmierć.

Ojciec uśmierca córkę, ktora wysłała do radia SMS-a z życzeniami dla chłopaka - splamiła dziewictwo.

Społeczność na to zezwala. Decyzje zapadają nie w efekcie, lecz z rozmysłem. Mężczyzna, który honoru nie pomści, jest jak śmieć.


Oczywiście, Turcja ma świadomość, że to jest problem społeczny, prowadzone są kampanie medialne szerzące sprzeciw wobec tych praktyk.

Turcy bywają bardzo europejscy albo szarmancko wschodni. Ale myślenie kodem tradycji sprawia, że bywają nie do pojęcia dla kogoś z zewnątrz. Oczywiście,  "Zabójca z miasta moreli" jest przyczynkiem, by rozumieć ich lepiej.

Oto rozmowa autora z tureckim studentem, Muratem (s.197):


"- Zachód? Mam z nim kontakt prawie codziennie. Moje miasto Alanya leży nad morzem. Są tam tysiące turystów. Jak widzę, jak traktujecie kobiety, krew mnie zalewa - opowiada. - Wasza kobieta z każdym mężczyzną porozmawia. Ktoś ją zaczepia, a ona się uśmiecha!

- Są w obcym kraju. Chcą być miłe.

- Tylko prostytutki wdzięczą się do każdego. Ale co z was za mężowie! (...) Skąd jesteś, z Polski? Spałem kiedyś z jedną Polką... No, dlaczego nic nie mówisz?

- A co mam powiedzieć? Szczęściarz z ciebie...

- Chłopie, przecież ja cię właśnie obraziłem!

- Tak?

- No właśnie, wy nic nie rozumiecie. Za taki tekst Turek dałby od razu w twarz. To tak, jakbym ci obraził rodzinę - mówi Murat i oddala się."

 

poniedziałek, 20 września 2010, renbor1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: czara, 77.236.0.*
2010/09/20 08:15:10
Po takiej recenzji chętnie weszłabym w głębszy kontakt z mordercą... ;) Swoją drogą, czy ostatnio jest jakiś boom na Turcję, czy tylko mi się wydaje?
-
2010/09/20 10:27:45
Mam w planach zapoznanie się z kolejną książką o tureckim rozdarciu między Wschodem a Zachodem. Na razie zawiesiłam czytanie, nawet Pamuka, bo być może w czasie wakacji...
Pozdrawiam:)
-
Gość: the_book, *.st.poznan.pl
2010/09/20 15:31:11
Jestem po wrażeniem rzeczy, które wydaję ostatnio Wyd. Czarne! Czytałam już wcześniej recenzje ksiązki o której piszesz i jestem przekonana, że muszę po nią sięgnąć. Bez dwóch zdań. Reportaż jest gatunkiem, który wielbię, więc wpisuję tę książkę na listę lektur obowiązkowych. Zgadzam się z Tobą co do "dwóch twarzy" współczesnej Turcji. Świetnie uchwycił ten problem Pomuk w "Śniegu". Chciałabym przeczytać z Czarnego jeszcze "Uśmiech Pol Pota" podobno także bardzo dobra rzecz - o czym przekonywała mnie dziś koleżanka z pracy :) Pozdrawiam :)
-
renbor1
2010/09/20 21:36:45
~Czaro:)
Turcja jest w modzie, prawda. Poza tym u mnie te klimaty nakładają się warstwa na warstwę. Od dłuższego już czasu. Ale nie planuję monotematyczności.
Reportaże świetne, nie tylko ze względu na egzotykę. Warto po nie sięgnąć.

Namiar na zabójcę? Proszę bardzo. Ali Aca, urodzony w morelowym zagłębiu. Miły, oczytany, wrażliwy. Nikogo by nie skrzywdził. Do papieża strzelał, bo głos mu mówił, że tak trzeba. Nieśmiały. Tak przynajmniej twierdzi rodzina. Obawiam się, że niełatwo będzie sprawdzić.
Pozdrawiam!

~Nutto,
Gdy już zaczniesz pakować walizki i czynić rekonesans wśród turystycznych ofert, daj znak. Ja też bym chciała choć namiastkę Turcji niewyobrażonej, lecz realnej.

Reportaże to dobry drogowskaz, pod pewnymi względami lepszy to wytrych niż Pamukowa melancholia. U Szabłowskiego są świetne strzępy rozmów.
Pominęłam w swojej notce reportaż, który sprawił mi największą radość: o tureckim poecie, który miał polskiego dziadka (Borzęcki) Nazimie Hikmecie. Co się o nim naczytałam w powieściach (zwłaszcza w Młodych Turkach Farihiego)! Charyzmatyczny, zakazany, uwielbiany, więziony. Wreszcie Szabłowski odsłania karty i zaspokaja moja ciekawosc. Kobieciarz z Hikmeta był nie byle jaki, Casanowa! Oj, Turcy!
:)

~Monia:)
Czarne to jest wydawnicze złoto!

Zastanawiam się właśnie z jednej strony Turcja wydaje mi się wielowarstwowa, wciąż nieodkryta. Egzotyczna, choć paradoksalnie swojska. Z drugiej wciąż ten dualizm, te mosty i tożsamościowe schizofrenie. Pozostaję nieznudzona. Niby wiem, że Wschód-Zachód, Azja-Europa itp., a jednak najbardziej przyciąga mnie to, co uniwersalne.

Tak, seria rewelacyjna. Znam kilka pozycji, a z półki łypie na mnie wściekle zielonym, okiem okładki Strategia antylop (laureatka pierwszej edycji nagrody im.Kapuścińskiego).
Pozdrawiam

ren
-
Gość: kasjeusz, *.chello.pl
2010/09/20 23:30:32
Wstałam około szóstej, zajrzałam tutaj i przeczytałam recenzję. Potem wyszłam po morele (zanim ktoś zarzuci mi, że niecnie wykorzystuję słowa do swoich celów, napiszę, że stosuję dietę wegańską) i wróciłam z "Zabójcą z miasta moreli". To chyba najlepszy dowód na to, jak wnikliwe oraz zachęcające są twoje wpisy.

Ale po kolei.

"Siłą reportażu jest temat.
Siłą reportażu jest sposób opowiadania o faktach."
Dodałabym: siłą reportażu jest osobowość reportażysty. To charyzma (w połączeniu ze szczęściem, wytrwałością) doprowadza go do ciekawych postaci, miejsc. Oczywiście, wszystkie te siły są ze sobą powiązane. Niemniej jednak - w przypadku reportażu zawsze najbardziej przyciąga mnie osoba, która za nim stoi.

Z rekomendacji najbardziej podoba mi się ta Jacka Hugo-Badera. Bardzo zręcznie podsumował tureckie rozdwojenie.

Skończyłam czytać "Zabójcę..." kilkanaście minut temu. Najbardziej, ze względu na niedawne pamukowe spotkanie, zainteresowały mnie fragmenty poświęcone rewolucji seksualnej, pozycji kobiet.

Po lekturze mam wrażenie, że Turcja nie tyle stoi w rozkroku, co podskakuje, przerzucając balans z jednej nogi na drugą. Owszem, pewne tradycje są dobre, pewne unowocześnienia również, ale oni postępują tak, jakby nie potrafili (nie mogli?) wybrać, zdecydować się. Nie mam tu na myśli jednego wyboru, ale tysiące drobnych decyzji, podejmowanych każdego dnia w życiu codziennym.

W ostatnim podanym przez ciebie cytacie zwraca moją uwagę sam fakt, że Murat mówi i oddala się. Spotyka się Turek z Europejczykiem, mówią sobie: u mnie jest tak a tak, dostrzegają odmienność, obecność nieporozumień na najbardziej podstawowym (bo emocjonalnym) poziomie i odchodzą. Z jednej strony - świadomość problemu stanowi dobry znak. Ale współistnienie na tym samym obszarze wciąż jest dla wielu osób niemożliwe.

(Wybacz mi tyle słów bez większej wartości; dzieciak ze mnie, co tu kryć, i nieraz staję przed problemem, jak przekuć myśli w zdania, a efektem moich zmagań najczęściej zostają jedynie wirtualne rumieńce).

Pozdrawiam ciepło,
kasjeusz
-
renbor1
2010/09/21 17:10:51
~Kasjeusz! Chapeaux bas! i wielkie dziękuję za dopełnienie moich spostrzeżeń :)
Myślę o tym, co napisałaś (czytałam już rano, ale dopiero teraz mogę odpisać).

Szybki Bil Z Ciebie! No tak... bo to morele ostatniego dzwonu. Za moment będą tylko gruszki i jabłuszka...

Ten rozkrok rzeczywiście jest czymś w rodzaju przekleństwa. Na poziomie decyzji codziennych są tysiące sytuacji, w których pojawia się albo-albo. Trudno o łagodną, zbilansowaną turecką harmonię. Przeskoki z nogi na nogę? Trafne! Stanięcie twardo na obu nogach wydaje się mało realne. Co pozostaje?
Gorzkie są słowa Halila Yusufa (s.189), które cytuję - że Europa oczekuje od Turcji przeobrażeń wg własnej matrycy. I wiecznie marudzi, że nogi Turka są kulawe.
Próbę cięć radykalnych podjął Ataturk - i dokonał z tuzin posunięć niemal niewyobrażalnych. Można dalej w tym kierunku?

Przypominają mi się smutne wydziedziczone postaci utrwalone w tureckim kinie. Yusuf z trylogii Kaplanoglu ("Jajko", "Mleko", "Miód"), Mahmut z "Uzaka" Ceylana...
Są europejscy, ale wydrążeni.
Ich tradycją jest islam, a islam to również klisze w stylu tych, którymi żongluje "oddalający się" Murat. (Świetne spostrzeżenie, Kasjeusz!)

Arcyciekawa i skomplikowana jest turecka dusza, oj tak, oj tak.

Szabłowski to odkrycie, prawda? Rozumiem, że jesteśmy namagnesowane;)

Jedyny mankament książki: kilka stron przeobraziło mi się w ruchomą kartotekę. A przecież to dopiero początek, zaraz puszczę te kartki w obieg. Będą fruwać jak dzikie ptactwo, ani chybi.

Jeśli dzieciak, to cholernie bystry i wygadany :)))

Pozdrawiam,ciepło, a jakże!
ren