literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Blog > Komentarze do wpisu

Różyczka. Pieśń na trzy głosy z historią w tle

"Różyczka", reż. Jan Kidawa-Błoński, Polska 2010.

 

(à propos)

Fanatyzm niejedno ma imię. I trzeba przyznać: najlepiej widoczny jest z pewnego oddalenia, obojętnie czy dystansuje nas przestrzeń czy czas. Ostrzej widać absurdy.

Gdy Amos Oz - analizując konflikt palestynsko-izraelski - wspomina o zbrojnych eskalacjach fanatycznych urojeń, dociera do źródeł, które promieniują.
Przypomina to kręgi na wodzie, rozchodzące się od miejsca, w które wrzucono kamień. Kamyków było sporo, a fale tworzą dość zawiły wzór.

Zbliżam się do wycinka tej mozaiki.


Jest rok 1967, w czerwcu (5-10) sytuacja na Bliskim Wschodzie nabrzmiała prowokacjami, doprowadzając do wybuchu wojny sześciodniowej. Izrael kontra kraje arabskie.

Stany Zjednoczone poparły Izrael, ZSRR - stronę arabską. Polskie władze wybrały "lojalność" wobec Kraju Rad. Wbrew społecznym nastrojom, za to z dużą determinacją, by te nastroje kształtować.

Zaczęła się antysemicka nagonka: tropienie osób o żydowskim rodowodzie, napiętnowanie ich jako obcych, wręcz wrogich temu, co polskie. Inwigilacja, donosy, praca agentów, język propagandy (wichrzyciele, syjoniści, wrogie mniejszości narodowe...). Czystki przeprowadzano w środowiskach, które PRL traktował nieufnie (studenci, inteligencja), ale i w szeregach partyjnych, wśród najgorliwszych wyznawców systemu.

Symboliczny finał to Dworzec Gdański, z którego odjeżdżają tysiące Polaków z "biletem podróży" zamiast paszportu.

"Różyczka" Kidawy-Błońskiego rozgrywa się na takim właśnie tle.


Epizod

Warszawski taksówkarz wiezie posądzanego o żydowskie pochodzenie pisarza. Zagaduje bezceremonialnie o niedokończonym zamiarze Hitlera. "No, może nie od razu, żeby do gazu, ale tak ogólnie miał rację."

W esejach Amosa Oza jest rewers tej sytuacji: izraelski taksówkarz przekonuje, że trzeba wymordować Arabów, w imię sprawiedliwości.



Fikcyjna opowieść okraszona jest archiwalnymi materiałami (przede wszystkim z marca 68`, scena "pacyfikacji" studenckiego wiecu za pomocą zomowskich pałek).


Dodatkowym uwiarygodnieniem fabuły są aluzje do konkretnych nazwisk i inspiracje biografią autentycznych postaci. Najwięcej zamieszania wywołało dopatrzenie się w postaci granej przez Seweryna biograficznych tropów do Pawła Jasienicy. Małżeństwo z kobietą współpracującą z SB, piszącą donosy na męża. Reżyser mówi, że to zaledwie inspiracja, sugeruje sięganie do wielu inteligenckich życiorysów. W tekście recenzenckim zamieszczonym w marcowym "Kinie" ks.Andrzej Luter wylicza postaci, które można dostrzec w filmowym bohaterze: Jerzy Zawiejski, Stefan Kisielewski, Andrzej Kijowski, nawet Władysław Bartoszewski. Co ciekawe: Jasienicę pomija, choć wspomniany dramat związku opozycjonisty z donosicielką jest w tym przypadku niekwestionowany. Twórcy sugerują powinowactwo problematyki z głośnym filmem "Życie na podsłuchu" Floriana Henckela von Donnersmarcka (2006).


Dramat rozgrywa się między trojgiem bohaterów. Motyw melodramatyczny jest główną kanwą fabuły, ale spod romansowych gier przebija najprawdziwsza tragedia.

Bohaterowie - szlachetny pisarz, naiwna, o giętkim kręgosłupie (etycznym) młoda kobieta, prostacki funkcjonariusz SB - wcale nie są tak jednoznaczni, jak powyższe etykietki.

Zasługę można przypisać i reżyserowi, i scenarzyście, ale pominąć aktorów nie sposób.



ADAM WARCZEWSKI (Andrzej Seweryn)


Pisarz i uniwersytecki wykładowca w wieku średnim zaawansowanym (ok. 60-tki). Kwintesencja dawnej inteligencji w sposobie bycia, mówienia, w estetycznym smaku i etycznej postawie.

Wdowiec, na ogół otoczony kobietami i doceniający ich piękno.

Niechołubiony przez władze, które chętnie ujrzałyby materiały, mogące go skompromitować lub udowodnić wichrzycielską działalność i żydowskich przodków. Jego prawdziwe nazwisko brzmi Janusz Weiner (trop okaże się mylący, prowadzi do austriackich korzeni).
Urząd Bezpieczeństwa przydziela rozpracowanie Warczewskiego Romanowi Rożkowi, sugerując dotarcie do "figuranta" przez kobietę.


Inteligenckość Warczewskiego ma krój Herbertowski - odporny na manipulację prawdą, niezależny w osądach, "wyprostowany". Nostalgicznie pomyślałam, że nawet poczucie humoru ma niedzisiejsze, showmeni naszych czasów nie stosują zawoalowanej aluzji...
Nie dość, że zna literaturę emigracyjną (m.in. "Zniewolony umysł" Miłosza), to sam pisuje felietony "Widziane z Warszawy" do Rozgłośni Wolna Europa. A jak romantycznie przemyca je za żelazną kurtynę! Nie dziwi, że spontanicznie oklaskuje przedstawienie Dejmkowskich "Dziadów", z godnością znosi zakaz druku i inne wymierzone w niego szykany.


Romans z Kamilą przeradza się w miłość, prowadzi do małżeństwa. I tu zaczyna się najciekawsza odsłona aktorskiej kreacji. Andrzej Seweryn interesująco balansuje między pewnym patosem szlachetnego inteligenta, szarmanckością i charmem mężczyzny zabiegającego o miłość dużo młodszej kobiety, a bólem zdradzonego, któremu kazano posmakować o kilka kropel goryczy za dużo.

Balansuje na granicy między powagą a śmiesznością, naiwnością a ufnością.

Nie zdradzając perypetii, wspomnę, że ostateczne decyzje Warczewskiego sceptyk przyjmie jako nieprawdopodobne. Jeśli jednak uznamy, że cynizm i chłodne wyrachowanie jest po stronie tych, którzy niszczą, to może wiara w człowieka jest nie naiwnością, lecz ostatnią deską ratunku?


KAMILA SAKOWICZ (Magdalena Boczarska)


Gdyby pójść śladem aluzji do związku Jasienicy z Zofią O`Bretenny (pseudonim: Ewa), wówczas Kamila Sakowicz (pseudonim: Różyczka) powinna być świadomą rozgrywanej intrygi 40-letnią kobietą. Bohaterka jest co prawda - jak domniemany pierwowzór - pracownicą uniwersyteckiego sekretariatu, lecz dramat jej uwikłań ma wymiar fikcji i kreacji.


Kamila jest dwudziestokilkuletnią dziewczyną: piękną, kolorową, seksowną. Aspekt nie do przeoczenia, bo rola Magdaleny Boczarskiej zbudowana jest zmysłowością. Najpierw zachłanną i nieokrzesaną (związek Kamili z Romanem), później stonowaną, lecz nie mniej intensywną (bliskość z Adamem).

Głupio i niewybaczalnie jest współpracować z SB.

Trzeba przyznać - z zaburzoną świadomością.

Jeśli młodość nie jest usprawiedliwieniem, to zaślepiający stan zakochania, niewiedza o skutkach, o manipulacji, jakiej służą donosy, wiele tłumaczy.

Różyczka jest zaskoczona, że Roman pracuje dla bezpieki; cieszy się jak dziecko z perfumów (choć rozczarowuje ją konieczność potwierdzenia odbioru); sądzi, że materiały, które gromadzi, służą sprawiedliwym wyjaśnieniom (pisze bardzo naiwnie, raczej broniąc niż atakując "figuranta").


Z czasem wiele się zmienia... Więcej rozumie, dojrzewa, stać ją na odważne decyzje - tyle, że jest to odwaga splamiona, bez szans na oczyszczenie.

Kocha obu: Romana i Adama, wybiera jednego z nich i nie jest to wybór interesowny.

Związek z Romanem był instynktowny, oślepiający, postawiony na pierwszym miejscu, dlatego tak bezrefleksyjnie godziła się wypełniać zlecenia.

Związek z Adamem był wchodzeniem w "inny świat".

Różyczka to dziewczę naiwne, ale z gruntu dobre i chłonne wiedzy. Adam stwarza ją niczym Pigmalion Galateę. Gdy Kamila dojrzewa, przeobraża się w uważną kobietę, na wszystko okazuje się być za późno. Najważniejsze decyzje podjęła w stanie nieprzebudzenia. Konsekwencje są nie do uniknięcia.


Z trojga bohaterów to Różyczka ma najbardziej otwartą przyszłość, ale poczucie winy może być nieporównywalnym z niczym obciążeniem.


ROMAN ROŻEK (Robert Więckiewicz)


Młody i energiczny. Człowiek, który czuje wiatr historii - wie, że światem rządzą układy, nikt nie jest bez winy, każdemu można udowodnić wszystko.

Niegdyś bokser, teraz tajniak.

Egzaltowany prostak, poświęcający kochaną kobietę dla zleconej sprawy.

Robert Więckiewicz potrafi jednak wyposażyć łotra w serce, a nawet w pewne racje.
Po pierwsze: Roman naprawdę kocha Kamilę i jest tym uczuciem zaślepiony nie mniej niż ona.

Po drugie: ta rola budowana jest na pęknięciu. Twardziel podszyty jest lękiem.


[Zdradzam ważne ogniwo fabuły, ale ono jest przewidywalne od pierwszych scen - a już z pewnością od sceny zebrania partyjnego, na którym zdemaskowano pewnego kryptożyda.]

Rożek naprawdę nazywa się Rozen. Żydowskie pochodzenie to najtrefniejsza karta, jaką można wyciągnąć od losu w tamtym miejscu i czasie. Strach przed zdemaskowaniem podsyca żarliwość demaskowania innych. Rożek nie szuka prawdy - to oczywiste. Ale buduje zaporę ochronną przed uderzeniem w niego samego.


Jeśli mówię o tragizmie postaci, to bohater grany przez Więckiewicza - choć pełniący rolę jednoznacznie negatywną - z pewnością nie jest jednowymiarowy. Ostatnia scena filmu i kilka wcześniejszych, w których jesteśmy świadkami odmiany losu Rożka, pozwalają zobaczyć w nim kogoś, kto przegrał. A Więckiewicz gra tak, że można zapomnieć, po której "linii frontu" stał, gdy rozpoczynał się seans.


Kreacje aktorskie to mocna strona "Różyczki". Pozwalają zapomnieć o kilku uproszczeniach (relacja Kamili z córką Warczewskiego) czy niewiarygodnościach. Ostatecznie: w tworzeniu nieprawdopodobnych scenariuszy nikt nie przerośnie  życia.


 

 

 

środa, 14 lipca 2010, renbor1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/07/14 17:02:58
Ren, czytając Twoją recenzję "Różyczki" (i będąc nadal zazdrosna o spotkanie z J. Bator :) ) doszłam do wniosku, że jednak chciałabym zobaczyć ten film, mimo, że byłam dość sceptycznie do niego nastawiona (bałam się tendencyjności przekazu). Wracając do Twojego poprzedniego wpisu - dotyczącego fanatyzmu - zawsze boję się osób, które w swoim wypowiedziach, działaniach nie przyjmują tzw. "marginesu błędu". Tylko bezgranicznie trzymają się jednej - własnej racji. Bardziej zawierzam osobą, które potrafią spojrzeć na pewne rzeczy z dystansem, jeśli trzeba - zrozumieć swój błąd. Kiedy byłam młodsza uważałam, że istnieje świat tylko w kolorach czerni i bieli, teraz - nauczona (niewielkim) doświadczeniem - wiem, że świat składa się z wielu odmian szarości. O dostrzeżenie różnorodności jest możliwe dzięki poczuciu humoru. Dystans do otaczającej nas rzeczywistości może ułatwić nam egzystencje i nie pozwoli byśmy stali się "fanatycznymi gburami" Pozdrawiam :)
-
2010/07/14 21:52:18
Połączyły Ci się oba wpisy tematycznie. Jak łatwo można manipulować nastrojami, emocjami i ... wychować sobie fanatyka. Ludzie jednak lubią być tam, gdzie większość, bo to wygodne, nie ma się wątpliwości, gdy jakiś element układanki nie pasuje. Fanatyk, kolaborant, donosiciel potrzebuje łatwego wyjaśnienia dla swoich czynów. Jeżeli będzie miał wyrzuty sumienia - to po latach, gdy znajdzie się w napiętnowanej mniejszości (???).
W "Twoim Stylu" zapowiadają dołączenie do przyszłego numeru "Rewersu", więc może i ten film również stanie się dodatkiem do prasy.
Pozdrawiam:)
-
renbor1
2010/07/14 23:55:21
~the_book :)
Monia, otóż myślę, że warto.
Ja się wybrałam do kina ostatniego dnia czerwca, sporo po premierze, bo nie przyciągał mnie ten tytuł. otrzymał co prawda Złote Lwy Gdańskie, ale aury rewelacji wokół niego nie było. Naprawdę nie boli oglądanie.
Zaskoczyła mnie Boczarska. Świetna rola na początek kariery - i trudna, i odważna. Ona jest w typie Bardotki, i święta, i... krzykliwa, by nie użyć mocniejszych słów.
Więckiewicz jest wciąż jednakowo dobry.
....
To, co piszesz o ludziach pewnych swego, zawsze bezbłędnych.... słuszne. Nigdy nie wiem, jak rozmawiać. Mają szybszy refleks i łatwo dominują. Sekret w tym, że nie potrzebują czasu, by rozważyć w sobie punkt widzenia rozmówcy. Gdyby grać na czas, trzeba by opancerzyć się w porównywalną apodyktyczność. męczące.
Bator stoi wciąż na półce, nie księguję, kiedy zacznę, ale bardzo chcę:).
ren

~nutto:)
Pewnie dodadzą. To miły aspekt tego nieco natrętnego gadżeciarstwa.
Ciekawa rzecz... bo jest fanatyzm taki "wsobny", gdy człowiek sam sobie zawęzi horyzonty, ale jest i ten sterowany. Masz rację, chyba dość łatwo go wywołać. Szczypta myślenia spiskowego, trochę aureoli ofiary, jakiś wyraźny podział na "my" i "oni"... Oby się nie znaleźć w środku takiej zawieruchy. Myślisz, że erozja empatii jest aż tak upośledzająca, że trzeba samemu znaleźć się po drugiej stronie, by zacząć myśleć? No nic, trzeba się szczypać, by nie złapać bakcyla.
Pozdrawiam:)
ren
-
chihiro2
2010/07/15 16:09:25
Obil mi sie o uszy tytul tego filmu, ale Twoja recenzja jest pierwsza, jaka czytalam. Teraz wiem, ze chcialabym ten film obejrzec, w pamieci mam jeszcze "Ryse", choc to przeciez zupelnie co innego, ale SB w tle jest... Dziekuje za Twoj ciekawy tekst!
-
renbor1
2010/07/15 23:44:42
~Chihiro,
"Rysa" w zestawieniu z "Różyczką" jest bardziej poruszająca, wstrząsająca. Właśnie sobie uświadamiam, że tragizmy Różyczki, Warczewskiego czy Rozena są podane nie tak rozdzierająco. Choć jest kilka niezwykle zapadających w pamięć scen. Nie wyliczę, by nie odsłaniać. Sporo PRL-owskich realiów w najnowszych polskich filmach. Bo to i "Rewers", i "Dom zły"... Wcale mi ten trend nie przeszkadza.
Pozdrawiam:)
ren
-
Gość: blog sygrydy dumnej, 93.159.141.*
2010/08/03 20:57:50
hej tamaryszku, jestem wlasnie w PL i dzieki temu nareszcie moglam obejrzec polecane przez ciebie odcinku dokumentu o jasienicy (w SE niestety sie nie dalo, stad moja zwloka w odpowiedzi). najwiecej sie chyba dowiedzialam o drugiej zonie, natomiast jasienice nadal owiewa nimb tajemnicy
w kazdym razie b wdzieczna ci jestem za wskazanie linku,
serdecznosci z mojego rodzinnego krakowa / m
-
renbor1
2010/08/09 22:26:17
~ Sygrydo:)
Serdeczności wielkopolskie. Czas zawęzić amplitudę przemieszczeń i zagnieździć się u siebie, czyli w Poznaniu. Ale są ptaki powrotne i wędrowne (w różnych fazach wędrówki), więc dobrze, że Ty jesteś w drodze, w Krakowie, skąd i do odcinków o Jasienicy i do śladów po nim samym jest bliziutko.
Pozdrawiam.
ren
-
logosviator
2010/11/21 18:33:36
Wróciłem do Twojej recenzji "Różyczki", bo niedawno i mnie udało się ją obejrzeć.
Dobry, solidny film, z niezłymi kreacjami aktorskimi, z rozbudowaną psychologią postaci, (którą jak zwykle jakże trafnie i wyczerpująco zanalizowałaś ;) )
Ja w swojej recenzji siłą rzeczy nawiązałem do Pawła Jasienicy i jego żony, podkreślając właśnie ten trop jakim szli jednak twórcy scenariusza filmu. Na spotkaniu z publicznością po prezentacji "Różyczki" w Chicago, Jan Kidawa Błoński podkreślił, że wszystkie fakty ukazane w filmie (z wyjątkiem tragicznej śmierci Warczewskiego) miały swoje odpowiedniki w biografii Jasienicy - co stanowi jednak informację niebagatelną.
A jednak - jak słusznie to zauważyłaś - "Różyczka" ma przede wszystkim wymiar fikcji i kreacji (zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę wystąpienia i interpretacje aktorskie Boczarskiej i Więckiewicza).

PS. Do nazwisk kojarzących się z postacią Warczewskiego dorzucić jeszcze można Jerzego Andrzejewskiego.

PS. Nie wiem, czy trafiłaś na mój tekst o tym filmie:

wizjalokalna.wordpress.com/2010/10/19/milosc-w-czasach-donosow-rozyczka/

Pozdrawiam
-
renbor1
2010/11/22 20:04:11
~Logosie,
przeczytałam uważnie. Odpowiem na swoim blogu (bo zatrzymałam się na tekście głównym, na razie omijając komentarze).
Myślę, że masz rację demaskując to reżyserskie krygowanie się na prawdę/rozrywkę. Jest w tym jakaś gra. Odżegnują się od Jasienicy i sugerują uniwersalne tropy po trosze dla asekuracji. Ja czytałam wywiad, w którym reżyser nie powiedział wprost, że o Jasienicę chodzi. A przecież chodzi (co potwierdzasz także świeższą wersją reżyserskich odsłon), tyle że w filmie udało się połączyć oba wymiary: historyczny i fikcyjny. Opowieść się broni.

Z zainteresowaniem przeczytałam to, co piszesz o Warczewskim, Kamili ("To prawda, że Kamila na pierwszy rzut oka nie sprawia wrażenia wybitnie sprawnej intelektualistki..." - Oj, pierwszy rzut oka pada zdecydowanie gdzie indziej:)) i Rożku - tak! Więckiewicz znów ukradł film.

I coś nowego znalazłam w Twojej odsłonie Zofii Beynar-O`Breteny.
Straszna ta nadgorliwość.

Pozdrawiam
ren
-
logosviator
2010/11/23 00:54:06
Błoński mówi, że o Jasienicę nie chodzi i jest w tym szczery. A z drugiej strony są te fakty pokrywające się niemal dokładnie z filmową fabułą. Ja jednak nie widzę w tej (pozornej) niekonsekwencji reżysera (raz mówi, że tak, tak - Jasienica, innym razem, że nie - nie Jasienica) krygowania się, a raczej zmianę perspektywy, z jakiej można na ten film popatrzeć: bo z jednej strony jest to opowieść zainspirowana rzeczywistą postacią (postaciami), a z drugiej - powiedzmy trochę górnolotnie - dzieło artystyczne, które domaga się jednak swojej autonomii (aby traktować go jako kreację mającą wartość samą w sobie, bez podpierania się ścisłymi faktami).
W sumie więc, jeżeli ja nawiązałem do postaci Jasienicy i jego żony pisząc o filmowej "Różyczce", to było to mój wybór - a ktoś inny wcale nie musi tego robić. I chyba ta ostatnia opcja, (którą notabene wybrałaś Ty) jest wobec filmu czymś bardziej "sprawiedliwym".

Pozdrawiam
-
leczymysie
2013/11/30 10:55:56
Tekst ciekawy i interesujący. Polecę z pewnością innym.