literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Blog > Komentarze do wpisu

Fanatyk to chodzący wykrzyknik

Amos Oz, Jak uleczyć fanatyka, Wydawnictwo Prószyński i S-ka 2010

 

Trzy krótkie eseje o naturze fanatyzmu, wygłoszone w Tybindze (Niemcy) w 2002 roku dla środowiska uniwersyteckiego. Izraelski pisarz zaprasza na wspólny myślowy spacer w poszukiwaniu sposobów na ograniczenie zjawiska fanatyzmu, zrozumienie jego źródeł, ewentualnie: zdiagnozowanie go w sobie.

Uwzględniając czas (w tle niedawny zamach na WTC) i pochodzenie Oza, można by się spodziewać rozważań o fundamentalistach islamskich bądź konflikcie izraelsko-palestyńskim. Drugi temat rzeczywiście się pojawia, ale myśli Oza nie skupiają się na rozwiązaniu problemów mieszkańców Ziemi Świętej. Sięgają głębiej, ujmują rzecz szerzej i w ogóle wzbijają się ponad konkretne sytuacje (często z nich wyrastając).


Anegdoty, dykteryjki, wspomnienia i przykłady w sosie rozważań nad dość fundamentalną kwestią. To dla mnie nowa odsłona Amosa Oza. Pamiętam melancholię "Opowieści o miłości i mroku". Tu natomiast ton nadaje autoironia, błyskotliwość, duża dawka humoru. I królowa eseistycznego warsztatu: dygresja.


"Moją przywarą jest skłonność do dygresji, więc w tym wykładzie będzie się od nich roiło." (s.8)


Tytuły esejów: 1) "Sekretne przyjemności"; 2) "Fanatyk jest chodzącym wykrzyknikiem"; 3) "Izrael i Palestyna: między dwiema skrajnościami".

 

 

 

 

Antidotum na fanatyzm

 

"Uganiać się za bandą fanatyków w górach Afganistanu to jedno. Walczyć z fanatyzmem to co innego. " (s. 27)

Oz - co oczywiste - nie sugeruje lekarstwa na uleczenie całego świata. A nawet zakłada, że ten, kto chciałby zreformować ludzkość według prostego przepisu, sam musiałby być fanatykiem.

Czy można z finezyjnych wywodów wyprowadzić konkretne zalecenia?

Parafrazując styl Oza: "Jeśli przyjmiecie moje słowa z przymrużeniem oka, to wam powiem, że..." tak, można.


Najpierw diagnoza, czym jest fanatyzm.

"Fanatyzm, panie i panowie, jest starszy niż islam, niż chrześcijaństwo, judaizm, starszy niż (...) jakakolwiek ideologia czy wiara. Fanatyzm jest, niestety, wszechobecnym elementem natury ludzkiej; genem zła, jeśli sobie życzycie." (s.28)

 

Fanatyzm to niezgoda na to, że ludzka kondycja ma naturę półwyspu. Nie jesteśmy ani samotną wyspą, ani drobiną kontynentu otoczoną zewsząd lądem. Ludzie to półwyspy - "w połowie złączone ze stałym lądem i w połowie zwrócone ku oceanowi". Półwyspy łączą się, lecz pozostają odrębne.

Zalążki fanatyzmu są tam, gdzie chcemy zapanować nad czyjąś niezależnością, zaoferować (bez możliwości odrzucenia) naszą wizję szczęścia lub zabronić zmian. To dość powszechna reakcja, gdy ktoś bliski zaczyna wybierać inne drogi na rozstajach niż my jesteśmy gotowi wybrać.

Poszanowanie dla "kondycji półwyspu" bliskie jest dewizie: live and let live. Zilustruję to dykteryjką z opowieści o babci Autora.


"Widzisz - powiedziała - chrześcijanie wierzą, że Mesjasz już raz tu był i na pewno wróci pewnego dnia. Żydzi zaś utrzymują, że Mesjasz dopiero ma przyjść. Z tego powodu - rzekła moja babka - z tego powodu było tak wiele złości, prześladowań, rozlewu krwi, nienawiści. Dlaczego? - mówiła. - Dlaczego wszyscy nie mogą po prostu poczekać i się przekonać? Jeżeli Mesjasz przyjdzie i powie: Witajcie, miło was znowu widzieć, żydzi będą musieli dać za wygraną. Jeżeli zaś Mesjasz przyjdzie i powie: Witajcie, miło was poznać, to cały chrześcijański świat będzie musiał przeprosić żydów. A tymczasem - rzekła moja mądra babka - żyjmy i dajmy żyć innym.

Ona z pewnością była uodporniona na fanatyzm. Znała sekret życia w płynnych warunkach, w sytuacji nierozstrzygniętych konfliktów, wiedziała, jak żyć z innością innych ludzi." (s.43)

 

Fanatyzm to reakcja na rozpacz i beznadzieję. Ta definicja ogarnia wiele socjologicznych i politycznych kontekstów. By temu zaradzić, trzeba dotrzeć do sił umiarkowanych, do tych, którzy w przyszłości mogą przechylić się ku skrajności lub budować porozumienie.


"Umiarkowany islam jest jedyną siłą, która może przekonać fanatyczny islam. Umiarkowany nacjonalizm jest jedyną siłą, która może wziąć w cugle fanatyczny nacjonalizm. (...) Żeby jednak umiarkowani wyszli z ukrycia i wzięli górę nad fanatykami, trzeba wzbudzić nadzieję na polepszenie warunków i rozwiązanie problemów." (s.30)

 

Fanatyzm to nonszalanckie odrzucenie kompromisu.

Bezkompromisowy człowiek - to brzmi szlachetnie, prawda? Ale i zgubnie. "Kompromis uważa się za brak integralności, zasad moralnych, brak konsekwencji i uczciwości. (...) Nie w moim słowniku. W moim świecie słowo "kompromis" jest synonimem słowa "życie". A gdzie jest życie, tam są kompromisy. Przeciwieństwem kompromisu nie jest prawość ani idealizm, nie jest determinacja ani poświęcenie. Przeciwieństwem kompromisu jest fanatyzm i śmierć." (s.21)


Amos Oz wie, o czym mówi, gdy proponuje szukanie miejsc wspólnych w mrowisku pojedynczych racji. Żyje w cieniu izraelsko-palestyńskiego konfliktu i wywodzi się z narodu, którego naturą (jak sam autoironicznie wyznaje) jest spór i dyskusja. Eseje Oza warto przeczytać również dla tych żydowskich smaczków, anegdot o samorodnych reformatorach świata, o tym, że nie sposób znaleźć dwóch Żydów, którzy myślą tak samo, bo "trudno znaleźć jednego, który zgadza się sam ze sobą" (s.17)

Pyszna jest opowieść  sięgająca do przeżyć Autora z czasów wojny sześciodniowej (1967).


"W noc poprzedzającą rozpoczęcie walk siedzieliśmy przy ognisku i próbowaliśmy zgadywać, co przyniesie przyszłość. W pewnej chwili objawił się pośród nas generał. (...) Wszyscy ucichli i generał zaczął nam prezentować swoje koncepcje na temat zbliżającej się bitwy. Po kilku zdaniach przerwał mu pulchny, podstarzały kapral w okularach, który bardzo grzecznie zapytał: "Proszę wybaczyć, generale, ale czy czytał pan kiedyś Wojnę i pokój Tołstoja?" Generał odparł: "Oczywiście, co za pytanie, czytałem wiele razy". "Czy zdaje pan sobie sprawę, generale, że zamierza pan powtórzyć taki sam błąd, jaki zdaniem Tołstoja popełnili Rosjanie w bitwie pod Borodino?". W mgnieniu oka cały pluton pogrążył się w zawziętej, hałaśliwej kłótni o Tołstoja, o strategię, literaturę, tłumaczenie, o wszystko. Wszyscy krzyczeli najgłośniej, jak mogli, wyzywali się od idiotów, nie oszczędzając generała, ani kaprala. W końcu się okazało, że kapral jest profesorem literatury rosyjskiej na Uniwersytecie Telawiwskim, a generał ma dyplom filozofii Uniwersytetu Jerozolimskiego na najwyższym poziomie." (s.19)

 

Fanatyzm to taka przypadłość, której towarzyszy brak wyobraźni i poczucia humoru.

Wyobraźnia umożliwia przewidywanie skutków naszych decyzji i postaw. To jedno. Pozwala też na empatię: Jak bym się czuł, gdybym bym nią? Co bym zrobiła, będąc nim? Ćwiczenie wyobraźni rozwija poczucie relatywizmu. Jednym ze sposobów takiego treningu jest czytanie. Literatura budzi wyobraźnię! Tu, niestety, konieczny jest nawias, w który należy ująć literaturę z tezą. Ale już zupełnie bez cenzury - mówi Oz - można czytać Szekspira, Gogola, Kafkę czy Faulknera.


Rozbudzanie wyobraźni działa skuteczniej niż adresowane wprost apele.
Oto jeszcze jedna - ulubiona, więc nie mogę pominąć - anegdota o tym, jaką siłę perswazyjną kryje w sobie metoda zadawania pytań. ;) Jej bohaterem jest przyjaciel Amosa Oza - Sammy - który wybrał się w podróż z szoferem.


"Szofer palnął zwyczajową mówkę o tym, że zabicie wszystkich Arabów jest dla nas Żydów sprawą niecierpiącą zwłoki. Sammy go wysłuchał i zamiast zawołać: "Panie, co z pana za straszny człowiek! Czyś pan jest nazistą, czy faszystą?", zagrał inaczej. "A kto pana zdaniem powinien pozabijać tych wszystkich Arabów?", zapytał. Na to szofer: "Jak to kto? My! Izraelscy Żydzi! Musimy! Nie mamy wyboru, pomyśl pan, co oni nam wyrządzają każdego dnia!". "Ale jak pan myśli, kto powinien się do tego zabrać? Policja? A może wojsko? Straż pożarna? Ekipy medyczne? Kto ma to zrobić?" Tamten podrapał się w głowę i rzekł: "Chyba powinniśmy się sprawiedliwie podzielić, każdy z nas musi zabić kilku".

Sammy Michael, zachowując kamienną twarz, rzekł: "No dobrze, przypuśćmy, że przydzielono panu blok mieszkalny w pańskim mieście, Hajfie, puka więc pan albo dzwoni do wszystkich drzwi i pyta: Przepraszam, czy przypadkiem nie jest pan Arabem? Czy pani jest Arabką? I jeżeli odpowiadają, że tak, strzela pan do nich. Potem, gdy kończy pan obchód tego bloku i wybiera się pan do domu, gdzieś z czwartego piętra dobiega do pańskich uszu płacz niemowlęcia. Czy wróciłby pan i zabił to dziecko? Tak czy nie?". Przez chwilę panowała cisza, po czym szofer powiedział: "Wie pan co, pan jest bardzo okrutnym człowiekiem". (s.34-35)


Na koniec: lek o największej sile regeneracji i środek zapobiegawczy, który nie ma sobie równych: poczucie humoru.

"Ani razu w życiu nie widziałem fanatyka z poczuciem humoru, nie spotkałem również człowieka z poczuciem humoru, który zostałby fanatykiem, jeśli owego poczucia humoru nie stracił. (...) Humor to relatywizm, to zdolność widzenia siebie tak, jak inni cię widzą, umiejętność uświadomienia sobie, że choćbyś był przekonany o swej słuszności i choćbyś został okrutnie skrzywdzony, to zawsze jest w tym coś odrobinę śmiesznego." (s.41)


Tak... i dodam, że jest to antidotum na niejedną chorobę. Panaceum na prawie każde zło.

 

niedziela, 04 lipca 2010, renbor1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/07/04 20:48:39
Widać, że książka sprawiła Ci przyjemność obcowania z poglądami autora, doskonale rozłożyłaś ją na czynniki pierwsze.
Fanatyk to ten, kto wie jak zbawić świat. Brak mu dystansu do siebie i swoich poglądów, poczucia humoru, bo tylko on ma rację, więc nie podejmuje dyskusji.
-
2010/07/05 00:34:03
na pewno przeczytam, jestem pod wielkim wrażeniem Amosa Oz i będę czytać wszystko, co napisze
-
chihiro2
2010/07/05 13:23:03
Oz daje do myslenia. Moze nie jest specjalnie odkrywczy, ale czasem o niektorych prawdach trzeba przypominac wciaz i wciaz, jak chocby o niebagatelnej roli poczucia humoru i dystansu.
Interesujaco pisze o fanatyzmie, podajac jego rozne definicje. Ja bym jeszcze dodala, ze fanatyzm to namietne pielegnowanie zlosci i frustracji, podlewanie swoich zlych emocji. Jaki jest tego sens? Zapewne niektorzy powiedzieliby, ze to kwestia honoru, inni, ze liczy sie, kto ma racje. Tyle ze honor myla z godnoscia, a racji jest tak wiele, jak wiele jest ludzi.
-
logosviator
2010/07/05 20:56:30
Lepiej jednak być chodzącym pytajnikiem :)

PS. Twój tekst wymaga jednak nieco obszerniejszego komentarza, dlatego pozwolę sobie wrócić jeszcze do Twojego (kolejnego zresztą) interesującego wpisu i raz jeszcze to i owo (na temat fanatyzmu) przemyśleć.
-
renbor1
2010/07/05 22:10:31
~Nutto:)
Bardzo się rozsmakowałam! Ciekawy facet, a ja uwielbiam dygresje! Niekoniecznie w potocznej rozmowie, ale w wykładzie, w dłuższych wywodach...ach! Dzięki temu Oz nie przynudza. Choć zdarzyło mu się jedną czy drugą myśl powtórzyć. ;)
Oz to poniekąd Twoja specjalność. Mam nadzieję, że nie rozdrobniłam go za bardzo, a jeśli - to niechcący.
Jak mówi Oz -"ekspert od fanatyzmu porównawczego" - fanatyzmy mają różny stopień szkodliwości, mimo podobnej natury. A fanatyk, choć słowo sugeruje ekstremalność, wyrasta człowiekowi na drodze zupełnie z głupia frant, niespodziewanie.
To z pewnością nie jest ostatnie przeczytane słowo Oza.
ren

~kasia.eire :)
Kasiu, witaj.
To dopiero Czytelnik Doskonały! Panie Amosie Ozie, pisz pan!
Moje doświadczenie jest skromne: poza ww. znam "Opowieść o miłości i mroku" (autobiografia) - i to jest rzecz cudowna. Polecam z serca (i wiem, że Nutta też by ją poleciła w pierwszej kolejności). A może Twój zachwyt z tej lektury właśnie wypływa? Nie dziwiłoby.
Gdy przeczytasz inne teksty, to opisz. Będzie mi łatwiej wybierać.
pozdrawiam
ren

~Chihiro!
A to mi dałaś do myślenia. Że niespecjalnie odkrywczy! Hmm... No poniekąd. Ale gdy się człowiek zabiera za wykład (!) na tak fundamentalny temat - co to niejedna tęga głowa go omawiała, a każda z pomniejszych głów ma w tym zakresie swoje rozeznanie - to trudno przedstawić coś na miarę "E=mc2".
Oryginalności szukałabym zwłaszcza w wykładzie trzecim, gdzie najwięcej jest propozycji dotyczących "palestyńsko-izraelskiego rozwodu". Stanowisko Oza (nazywanego przez "swoich" zdrajcą, a przez Palestyńczyków kimś wciąż za mało odcinającym się od Izraela) jest wyraziste i w paru punktach zaskakujące.
Za to duże lody (na ochłodę) dla pana Oza za wyczucie konwencji eseju. Jest błyskotliwie, tak jak powinno. (i dużo literackich smaczków;))

ren
-
chihiro2
2010/07/05 22:20:01
Czemu uwazam, ze niespecjalnie odkrywczy? W sumie moze byl odkrywczy, bo spojrzalam jeszcze raz na date, kiedy te eseje zostaly wygloszone. Moze malo odkrywczy sa ci, ktorzy za nim powtarzali jego spostrzezenia i pomysly, jak zlagodzic konflikt. Bo stanowisko zajmowane przez Oza jest w Wielkiej Brytanii bardzo powszechne, jak rowniez poglady, ktore glosi. Moze jednak to on byl pierwszy, kajam sie.
Niewazne zreszta zupelnie, czy odkrywczy czy nie, Oz jest swietny, madry i nalezy go czytac i glosno o nim mowic :)
-
renbor1
2010/07/05 23:20:40
~Logosie:)
Pytajnik to król-filozof wśród znaków interpunkcyjnych.
Miły jest także wielokropek...

ren
-
Gość: czara, 77.236.0.*
2010/07/06 19:50:57
No dobrze, to już wiemy jaki jest lek na fanatyzm - wyobraźnia i poczucie humoru. Wyobraźnię rozbudza literatura. A co z poczuciem humoru?
-
renbor1
2010/07/06 20:39:12
~Czaro :)
Oj, spryciulo!
Sprawdziłam u Oza: twierdzi, że kto szuka pigułki na powszechne poczucie humoru, może zbłądzić. Fanatyzm jest zdradliwy. "Można się go nabawić nawet wtedy, kiedy próbuje się go zwalczyć." Widać nie trzeba chcieć leczyć fanatyzmu na siłę, bo impas pewny.

A po mojemu jest tak.
Jeśli odkryjemy, że nieszczęśnikiem o upośledzonym zmyśle humoru jesteśmy my sami, to ciężka sprawa. Ale - jako się rzekło - jeśli odkryjemy. Uświadomienie sobie braku już jest szczeliną, przez którą może zacząć się sączyć coś życiodajnego. Pod warunkiem, że kompleksy nie rozpoczną gangreny.
Dystans do siebie, mrugnięcie okiem... to już prawie to, o co nam chodzi.
Teraz przydaliby się inni, którzy zmysł humoru posiadają. Bo z poczuciem humoru jest jak ze szczęściem. (Za Tatarkiewiczem:) Szczęście jest jak brzoza, trudno przyjmują się sadzonki, lecz sieje się sama tam, gdzie rosną inne brzozy.
Wariant drugi: mamy poczucie humoru, ale fanatyk nadal go nie posiada.
No cóż, no cóż... dajmy spokój mesjanizmom: omijać! a jak się nie da, to rozmiękczać. I tak łatwiej rozśmieszyć niż nawrócić.

ren
-
abiela
2010/07/06 20:45:24
Zapraszam do łańcuszka, szczegóły na moim blogu:)