literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Blog > Komentarze do wpisu

Książki mon amour! Eseje Anne Fadiman

Anne Fadiman, Ex libris. Wyznania czytelnika, Wydawnictwo Znak 2010, tłumaczenie: Helena Pustuła, Paweł Piasecki, opracowanie i noty: Jan Gondowicz.

Anne Fadiman, W ogóle i w szczególe. Eseje poufałe, Wydawnictwo Znak 2010, tłumaczenie: Magda Heydel.

 

Insrukcja obsługi

Wydawnictwo Znak wznowiło edycję zbioru esejów Anne Fadiman "Ex libris" * i wydało po raz pierwszy tom "W ogóle i w szczególe".

Obie książki mają bliźniaczą szatę graficzną. Różnią się tłumaczeniem i szczegółami redakcyjnych rozwiązań ("Ex libris" wyposażony jest w świetne noty Gondowicza). To eseistyczny duet. Rzecz, którą czytać można w dowolnej kolejności - co dotyczy zarówno obu tytułów, jak i wyboru tekstów z ich wnętrza.


Można też czytać wielokrotnie. Zalecane! Bo Anne Fadiman jest dobra (niemal) na wszystko: na erudycyjną lukę, na udrożnienie myśli, na lekkość i swingowy napęd (jeśli czytamy o poranku), na głód nastrojowych refleksji wieczornych, na potrzebę odsłony arkanów bibliofilskich lub tajemnic ze świata literackich snobów, maniaków, książkożerców - różnych czasów i szerokości geograficznych.


Moje ulubione: "Psoty wieloczłonowców", "Być tam", "Moja specjalna półka", "Słowa na szmucpaginie" (z "Ex librisa" 1.) oraz: "W owczej skórze" i "Coleridge uciekinier" (z "... Esejów poufałych" 2.).

 

ESEJE POUFAŁE (familiar essay)


Skoro esej, to wiadomo: dygresyjność, erudycja, hybrydyczność i swoboda skojarzeń.

Esej poufały aspiruje do bycia rozmową przy stole, bliskim spotkaniem, w którym to, co obserwować można przez lunetę bądź mikroskop (sprawy uniwersalne i studia analityczne) ogląda się przymrużonym okiem przez okulary (filtr) współrozmówcy. Autor nie skąpi swej prywatności, odsłania anegdoty, w których sam występuje, dzieli się tym, czym się pasjonuje, co go uwodzi lub wzrusza. Szlachetny esej poufały zachowuje jednak harmonię między głównym tematem a tym, co choć osobiste, nie powinno się stać megalomańskie.

Teksty Anne Fadiman są krojone na miarę.

"Najlepsze eseje nie rozwijają oryginalnych tematow. Rozwijają oryginalnych ludzi, ich twórców." (1. s.89)


Gdy ojcec autorki, Clifton Fadiman, pisał melancholijne pożegnanie gatunku, oznajmił, że zanika on bezpowrotnie jak wszystko to, co najlepsze: dobre maniery, znajomość greki i łaciny czy sztuka rozmowy.


Pesymiści mogą zatrzymać się nad tym z zadumą, optymiści sięgną po eseje Anne F., a realiści zaczną rozglądać się z uwagą po literackich zasobach, śledzić i tropić. Albo chwycą za pióro i potraktują tę formę jak wyzwanie.


Eseje poufałe czyta się lekko i szybko. Podejrzewam (mając przed oczyma obraz autorki ślęczącej nad dwudziestoma książkami rozłożonymi na jej biurku), że pisze się je z przyjemnością, lecz nie bez mozołu.

 

SILVA RERUM


Eseje karmią się biografią. W tekstach Anne Fadiman roi się od mini portetów i anegdot o sławnych ludziach. Dickens odsłania się jako ekspresyjny amator głośnej lektury własnych dzieł, Melville - choć napisał szlachetnego "Moby Dicka" - to typ nonszalancki, zdolny do wrednych, niemoralnych zachowań; Balzak - kofeinista, Nabokov (wiadomo, ale warto odkryć na nowo) - lepidopterolog.


Ja zapamiętam szczególnie opowieści o angielskich literatach z początku XIX stulecia: Charlesie Lambie i Samuelu Coleridge`u.

"Musze tu wyznać od razu: jestem do szaleństwa zadurzona w Charlesie Lambie" (2.s.36)- wyznaje Fadiman i pisze o nim tak, że jestem gotowa (w ciemno) podzielać tę słabość.

To on ze swoimi "Esejami Elii" patronuje tekstom autorki. Spokojny, ale znał najdziksze demony duszy (brzmi - mam nadzieję - odpowiednio romantycznie;)). Czas pożerała mu praca księgowego, ale nie pozwolił, by stłamsiła jego pasję twórczą. Co więcej - może właśnie dzięki tej niechcianej codzienności - uparcie szukał pokarmu dla duszy wśród słów. Żył naznaczony mrocznym piętnem, w przedziwnej bliskości z siostrą Mary, która w przypływie szaleństwa zamordowała ich matkę. Dwoje zbratanych samotników, "podwójna pojedynczość'.

 

Coleridge - oryginał jakich mało! A zarazem ktoś, z kim łatwo się wdać w komitywę. Prawdziwe imię i pseudonim określają tę jego niedostępność i bliskość zarazem.


"Nikt z nas nie zna nikogo, kto choć odrobinę przypominałby Samuela Taylora Coleridge`a. Każdy z nas jednak zna kogoś podobnego do Silasa Tomkyna Comberbache`a, faceta co rusz składającego przysięgi, których nie ma szans dotrzymać, uchylającego się od odpowiedzialności, niepłacącego rachunków, wędrującego przez życie w cyklonie dezorganizacji, a jednak - jako że jest szczodry, jako że ma masę uroku i że sam dla siebie jest najsroższym krytykiem - niepowstrzymanie budzi w nas uczucie miłości." (2. s.112)

 

"... mając sześć koszul, trzy zgubił w pralni, odkrył, iż w czwartej sypia, a piątą bezwiednie posługiwał się jako dywanikiem przy kąpieli. Niemniej włożywszy na grzbiet koszulę szóstą, wygłaszał serię improwizowanych wykładów, a ich sekret zasadzał się właśnie na kompletnym braku przygotowania."


Anne Fadiman, posiadaczka Swojej Specjalnej Półki (ma ją ponoć każdy bibliofil), oderwanych od księgozbioru ogólnego książek "tematycznych" (tu: wszystko o Antarktydzie i Arktyce), zadziwia swoją orientacją w wyprawach polarniczych.


Mnie ujęły jej komentarze o dżentelmeńskich (więc romantycznie nieporadnych!) wyprawach na biegun z początków XX stulecia. Kto by pomyślał, że zdobywający Biegun Północny ludzie Sir Johna Franklina (30 osób) zginęli z głodu, bo nie wzięli ze sobą strzelb, które w drodze powrotnej umożliwiłyby im polowanie... Wzięli natomiast srebrne sztućce, pastę do polerowania guzików i książki.

Ekspedycja Scotta (Biegun Południowy) dorównuje im kroku. Jeden z uczestników zabrał ze sobą 5-tomową historię wojen napoleońskich. Zginęli w drodze powrotnej, choć mogli tego uniknąć. Ograniczyli drastycznie swe racje żywnościowe, by nie obciążać sani,... ale ciągnęli za sobą zdobyczne 35 funtów skamielin.

 

KSIĄŻKI, MON AMOUR!


Książki zajmują miejsce. Zagnieżdżają się na półkach, stolikach, na parapecie. Wędrują z pokoju do kuchni, na klatkę schodową, na strych. Rozpełzają się ... czyniąc przestrzeń  gotową do tego, by w niej żyć. Nowe muszą zawalczyć o swą pozycję w księgozbiorze (w jak najbardziej materialnym sensie).

Opowieść o zaślubinach księgozbiorów (czyli połączeniu swych bibliotek po 5 latach małżeństwa!) jest szkicem uroczym i zabawnym. Choć rzecz rozgrywa się na serio i wojna (a wraz z nią rozwód) wisi w powietrzu. Trzeba przecież ustalić, czy wolno dziełom Szekspira stać w przypadkowej czy też koniecznie chronologicznej kolejności.


I jak wariata zrozumie tylko drugi wariat, tak bibliofila bibliofil.


Anne Fadiman ma szczęście, bo poślubiła książkowego mola. Tylko ktoś z tego gatunku mógłby z okazji jej 42. urodzin zaproponować wyprawę w nieznane... na której horyzoncie przyczaiła się zasobna księgarenka z używanymi książkami. Wyniesione z niej zdobycze ważyły 19 funtów!


Jeden z esejów traktuje o książkowych plagiatach. I mając go na uwadze, nie przytoczę błyskotliwych książkowych, bibliofilskich odkryć autorki, bo musiałabym przepisać tu całe stronice.


Bardzo mnie zaintrygowała idea czytania książek w miejscu, ktore one opisują.

Nie przypominam sobie, bym doświadczyła (i dotąd nie szukałam) podobnych doświadczeń.

 

 

KLAN FADIMANÓW


Anne Fadiman i jej mąż George Colt parają się literaturą zawodowo. (Anne jest redaktorką prestiżowego "American Scholar").

Ich rodzinne perypetie, życie wśród książek i wspólnych pasji to materia, którą Fadiman obiera za punkt wyjścia lub ilustrację dla swych esejów o czytaniu.

Zgrany duet, złączony niczym awers i rewers tej samej monety. Ona - sowa, nabierająca impetu po północy, on - skowronek, łowiący pierwsze blaski dnia.

Ona wybiera estetykę północy, on południa. Pejzaż arktyczny z niedźwiedziem polarnym na horyzoncie kontra gorąco-wilgotny las tropikalny. George preferuje spontaniczny chaos, Anne - systematyczność i porządkowanie.


Pojawiają się dzieci: Susanah i Henry, wdrażane w świat literatury drogą dość niekonwencjonalną acz skuteczną. (Henry zjada słowa, pałaszując porcje zadrukowanego papieru).


Ale sercem rodu (i dobrym duchem eseistyki Anne Fadiman) jest ojciec autorki, Clifton Fadiman (historyk literatury, redaktor, pisarz). To jemu i matce - Annalee Jacoby Fadiman -  dedykowane są oba tomy.


Podskórnym, lecz silnym i porywającym nurtem tych książek jest opowieść o rodzinie.

O spoiwach, dziwactwach, pasjach i nałogach. Więzi są silne, ludzie nietuzinkowi, ich obecność na kartach książki jest wyraźna i delikatna zarazem. Eseje powstawały w pewnym przedziale czasowym. Był to czas choroby i odchodzenia ojca. Anne Fadiman pisze o tym delikatnie, bez dramatyzmu, a jednak w taki sposób, że słowa, szkicując pejzaż, niepostrzeżenie obrysowują kontury jakiejś szalenie interesującej postaci. Silnej, lecz znikającej na horyzoncie.




* "Ex libris" ukazał się po raz pierwszy w 2004 roku, nakladem wydawnictwa Świat Literacki.

wtorek, 11 maja 2010, renbor1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: moni-libri, 89.238.42.*
2010/05/12 08:06:22
strasznie na nie poluję .... niestety moje polowania kończą się na przywdzianiu barw wojennych i uzbrojeniu w sprzęt .... tylko zwierzyna mi ucieka:/ Teraz kiedy przeczytałam Twoją recenzję ogarnął mnie histeryczny płacz (taki dziecięcy kwękany ryk) JA CHCĘ!!!
-
montgomerry
2010/05/12 13:55:42
Można upolować na allegro:)
-
agnes_plus
2010/05/12 14:07:58
Jedną już mam, teraz będę szukać drugiej :)
-
renbor1
2010/05/12 20:20:01
~ Moni, Montgomery, Agnes :)
Witam!
Polowanie kontynuować! Trafione zawłaszczać i konsumować.
Książki Fadiman polecane są i cenione, ja tylko dołączam do głównej linii melodycznej.
Dodam, że nie wszystko podobało mi się jednakowo, ale nie czuję żadnej potrzeby, by narzekać, bo całość warta była przeczytania.

Ale! Jakie mi się dzisiaj trafiło bingo!
Wczoraj pisałam notkę i jeszcze odrobinę siedziała mi w głowie Anne Fadiman. Obrazek wyrazisty, bo sprawdziłam sobie, jak wygląda. A tu w najnowszym Tygodniku Powszechnym dodatek literacki, a w nim wywiad z Autorką. Sądziłam, że mam jakieś przeniesienie, tymczasem: to "fakt faktyczny".

Rozmawia z nią Magda Heydel, tłumaczka drugiego tomu. Rzecz skoncentrowana głównie na naturze eseju. Ciekawa.
Można znaleźć na stronie Tygodnika (na razie fragment):
tygodnik.onet.pl/43,0,46352,poufaly_czytelnik,artykul.html

Oto próbki.

"- Do jakiego stopnia można eseje czytać jako pisarstwo autobiograficzne? (...)
- To całkowicie zależne od autora! Moje eseje są ściśle niefikcjonalne. Niemniej podkreślam niektóre cechy charakteru, żeby stworzyć rozpoznawalną sylwetkę podmiotu mówiącego. W życiu jestem umiarkowaną maniaczką; w esejach - skrajną."

Tak sądziłam! To dobrze, bo mnie bardziej przekonuje to, co nie jest skrajne.
I jeszcze:

"Blogi często mają formę esejów osobistych. Większość z nich nie jest wprawdzie szczególnie dobra, nie znaczy to jednak wcale, że blog nie ma przyszłości jako gatunek. Przecież dopiero raczkuje, a z wiekiem może się pięknie rozwinąć."

I tym przekonaniem trafiła w moje własne spostrzeżenia. Czyli: mogę za A.F. powiedzieć, że popełniłam (w myślach) "plagiat wyprzedzający" ;)

Pozdrawiam:)
ren
-
2010/05/12 22:38:43
Ja mam na półce wydanie Świata Literackiego, a dzięki Tobie odświeżyłam sobie jej zawartość.
"Kłopot z książkami polega na braku równowagi."
-
renbor1
2010/05/13 17:52:04
~ Nutta,
to brzmi wieloznacznie...:)
Pewnie odnalezienie kontekstu wyprostowałoby mi myśli, ale ciekawiej sobie pogdybać bez cugli. Brak równowagi... między światem fikcji a światem realnym; między ogromem potencjalności a ograniczoną percepcją; między (tu indywidualnie trzeba wypełnić - czego tam komu brak lub czego za dużo) literaturą ambitną (bądź aspirującą) a literaturą lekką, miłą i przyjemną... A może ten brak równowagi dotyczy czytelnika i rozdygotania, które czuje, gdy ujrzy obiekt swego pożądania (brak równowagi między szlachetnością pasji a obsesyjnością karmienia jej coraz większymi dawkami)...
No widzisz, niektórzy Fadiman znają już od sześciu lat, inni dopiero odkrywają.
Pozdrawiam :)
ren
-
2010/05/13 17:58:52
Bardzo cenię sobie twoje teksty. Są napisane dobrym językiem, erudycyjne i błyskotliwe. Cięszę się, że mogę je czytać.
Fadiman, czytałam "Ex libris. Wyznania czytelnika" i książka zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie.Polecam najnowszy "Tygodnik Powszechny" tam artykuł o autorce i o czytelnictwie w ogóle.Pozdrawiam serdecznie. :)
-
renbor1
2010/05/13 22:22:13
~ the_book,
przyjemność po mojej stronie :) Dziękuję.
-
pemberley
2010/05/18 09:49:43
Zamówiłam obie książki bez problemu w merlinie, więc może coś ruszyło w dziurach dostawczych. Dotrą do mnie na ten zachód bez zmian dopiero w czerwcu, więc zapewne bedzie za późno na ewentualne składanie reklamacji na tym blogu ;)
Pozdrawiam
-
joanna_czytelnik
2010/05/18 21:31:06
Tak zachwalacie, że nie mam wyjścia i tylko też rozpocząć polowania z dwururką na ramieniu.
-
zosik
2010/05/19 15:54:53
Obie na mojej liście do-koniecznego-przeczytania
-
renbor1
2010/05/20 00:18:54
~ Pemberley, Joanno, Zosik :)

Zabawne, ile myśliwskich komentarzy pod notką o książeczkach zgoła nie dzikich i chyba (?) nawet nie aż tak egzotycznych, by tylko w zoo do ujrzenia.
Jedni wyruszają z dwururką, inni doglądają transportu upolowanej już zwierzyny, Zosik po prostu potwierdza, że los obiektu przesądzony... A Nutta dogląda, czy Fadiman stoi na półce i za bardzo kurzem nie porosła (to jak odkurzanie poroży).

Pemberley, oby to nie było potrzebne, ale: proszę bardzo, ewentualne zażalenia na merlin możesz tu wpisać, miejsce będzie czekało.

A ja chętnie przypomnę sobie eseje Anne Fadiman, gdy napiszecie o nich na blogach. Świetna sprawa - taki krwioobieg blogosfery :))

Pozdrawiam :)
ren
-
jolantachrostowskasufa
2010/05/21 22:45:36
Urzekający wpis. Cytaty, które zamieściłaś, nie pozwalają wręcz usiedzieć w miejscu, zmuszają do poszukiwania na półce choć skrawka jakiegoś eseju Anne Fadiman. A tu posucha. I że też ja nie miałam pojęcia o istnieniu takiej perełki... Najbliższa wyprawa do biblioteki -- cel: Anne Fadiman. :-) Pozdrawiam.
-
pemberley
2010/06/04 09:41:10
Zażalenia chciałam składać tylko w wypadku, kiedy po tak pochwalnej recenzji książki nie dosięgnęły by poprzeczki położonej tak wysoko;) Ale jak na razie to faktycznie mogę się tylko skarżyć na merlina :( Pozdrowienia
-
renbor1
2010/06/07 07:49:19
Wciąż czekasz? Nie do wiary! Hmm...dobremu czas nie szkodzi; nie ma pustki w kulturze - skorzysta na tym inny rarytas; kto wie: może najwłaściwsza pora na Fadiman dopiero nadejdzie... Tak, przysłowia są mądrością narodów. Również te własnego wymysłu;)
pozdrawiam
ren