literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Blog > Komentarze do wpisu

Yo, tambien

Yo, también (Ja, także) reż. Álvaro Pastor, Antonio Naharro, Hiszpania 2009

 

To jest historia o miłości.


Tylko trochę inna..., ale jakże inaczej... każda miłość na swój sposób jest niepowtarzalna i jedyna.
Uzupełnię: to jest historia
o miłości i inności, o Danielu i Laurze. Uczucie przydarza się (jak zawsze?!), gdy nie jest oczekiwane i wszystkich wokół dziwi. Zaskoczeni są również główni rozgrywający. Daniel - bo to jego pierwsza miłość, Laura - bo nie ma złudzeń, że można tę relację przekuć w związek... zbyt odmienne są ich światy, obudowane mentalnymi barierami.


Komplikacje - wiadoma rzecz, ulotność i niestabilność również. Oczekiwania stawiane opowieści o uczuciu zakładają jednak, że będzie ono trwać wystarczająco długo, by można było w nie uwierzyć, by choć przez kilka akordów czy obrazów było obietnicą szczęścia.


A tu przewrotnie! Historia jest wiarygodna. Nawet jeśli wspólna noc Daniela i Laury będzie jedyną. "Nie będzie więcej" (L). "Ale i nie mniej" (D).
Czy warto poznawać smak czegoś, czego nie można w pełni skosztować?


Tych dwoje poznaje sie w pracy - w biurze organizującym pomoc dla niepełnosprawnych. Ona jest samotna, atrakcyjna, żywiołowa. Ma za sobą wiele krótkich przygód bez miłości i poważną traumę rodzinną. On jest mężczyzną dotkniętym zespołem Downa. Ma 34 lata, właśnie skończył studia i dostał dobrą  pracę. Jest dowcipny, bezpośredni i uczuciowy. Interesuje się sztuką, ale jest w stanie "wybaczyć", że Laura myli "Ogród rozkoszy" z jakimś parkiem rozrywki.


Fenomenalny film!

Fenomen pierwszy
Bohaterem jest człowiek naznaczony innością (widoczną i bezdyskusyjną), ale nie inność jest tematem pierwszoplanowym a równość - to, że potrzebujemy bliskiej osoby i tęsknimy za uczuciem kimkolwiek jesteśmy.

Daniel jest wyjątkowy (jedyny Europejczyk z zespołem Downa, który ukończył studia - to fakt z biografii aktora grającego tę postać), ale przecież nie sposób nie podzielać zastrzeżeń wypowiadanych w filmie przez tzw "normalnych". Santi (w tej roli reżyser - Antonio Naharro) życzliwie i z niepokojem przygląda się emocjom brata. Zaleca Danielowi ostrożność, najlepiej rezygnację z tej sfery życia, a jeśli już - to niech szuka wśród kobiet podobnie naznaczonych. Rozmowa jest otwarta i bezpośrednia, co możliwe jest dzięki inteligencji i dużej samoświadomości Daniela.

Czy ktokolwiek ma prawo kastrować życie innego z miłości?
Daniel walczy o miłość i ani nie jest to walka przegrana (zyskiem jest każda chwila bliskości), ani wygrana (gorzki smak ograniczeń przyjętych nie na wiarę, lecz doznanych).

 

Fenomen drugi
O inności można rozmawiać. I to tak zwana większość ma do odrobienia lekcję, rozszerzenie swego widzenia o perspektywę mniejszości. "Yo, también" jest interesujący ze względu na próbę przybliżenia świata ludzi dotkniętych zespołem Downa.

Daniel dorastał w rodzinie, która dała mu miłość i warunki rozwoju. Podobnie życzliwe są rodziny pozostałych bohaterów dotkniętych tym syndromem (podopieczni Santiego, uczestnicy terapii tańcem). Odrzucenie czyha za progiem domu. Upokarzająca jest scena, gdy Daniel chce odwiedzić dom publiczny, ale zamykają przed nim drzwi. Ochrona traktuje go jak duże dziecko, a Daniel z bólem powtarza, że jest mężczyzną.


Równolegle do opowieści o Danielu prowadzona jest historia Luisy i Pedra. Oboje uczestniczą w zajęciach z tańca i mowa ciał ich zbliża. Chcą być razem, ale ich najbliżsi są tym wstrząśnięci. Matka 24-latki protestuje, nie przewidziała, że jej dziewczynka zechce wkroczyć w niebezpieczną sferę seksu i związku z mężczyzną. Niezwykły jest bunt Luisy i Pedra - oczywiście, szalony i "dziecinny" a zarazem tragiczny. Luise: "Nie jestem dziewczynką. Jestem kobietą!"


Film Pastora i Naharro jest mądry i wyważony. Słyszymy racje buntowników, lecz rozumiemy dobrze głosy rodziny. Ludzi z zespołem Downa cechuje wyjątkowa wrażliwość i uczuciowość, to chodzące ciepło i dobroć. Ale i wieczna dziecięcość.

Nie myślałam o tym wcześniej - może boleć takie zamknięcie drzwi do dorosłości.


Fenomen trzeci
Intrygująca jest postać Daniela - zagrana przez Pabla Pinedę i zainspirowana jego biografią. Pineda jest trzydziestokilkulatkiem - elokwentnym, wykształconym (rozpoczął drugi kierunek studiów), znającym język obcy, niebojącym się wyzwań. Pablo jest zaangażowany w działania na rzecz równości społecznej osób niepełnosprawnych. Podobnie jak Daniel w pierwszej scenie - wygłasza mowy na konferencjach.

Interesujące jest to istnienie na pograniczu światów.
Zespół Downa ukształtował jego fizyczność, może niektore cechy psychiki. Daniel opowiada o tym Laurze bez cienia skrępowania. Lubię tę scenę, gdy porównują swoje dłonie (dłoń Daniela jest grubsza, jakby opuchnięta), a potem "kserują" je i uwieczniają obok siebie.


Daniel przekracza niszę ludzi jemu podobnych, częściej przebywa w środowisku "normalnych". Jego zauroczenie Laurą jest kwintesencją tego, że przekroczył granice a tym samym stał się człowiekiem bez przynależności. Nie przystaje do żadnego z jasno rozgraniczonych światów. To dobrze, bo jest znakiem przełamywania granic. To źle, bo życie niesie dodatkowe komplikacje.
Daniel wiele zawdzięcza swojej matce, to ona rozbudzała jego intelekt, kazała sięgać po niedosięgłe. Dziś jest z niego dumna. Ale usłyszy od syna pytanie: "Po co było to wszystko, skoro nie mogę być szczęśliwy?".

Więcej: ona sama uświadomi sobie, że praca nad Danielem była zaklinaniem rzeczywistości, swoistą nieakceptacją upośledzenia.

Najwspanialsze w tym filmie jest to, że stawia ciekawe i bolesne problemy nie wpadając w przyciężki ton. Zamknięcie jakiejś drogi czy szansy otwiera inne... a przynajmniej uchyla drzwi do świadomie przeżywanej przyszłości.

 

Fenomen czwarty
Film jest zabawny, a źródłem humoru jest zarówno postać Daniela - jego miny, dowcipne riposty, przekomarzania - jak i bezceremonialność opisu świata, śmieszności wynikających z różnic między luddźmi z syndromem Downa i tymi bez naznaczenia.


Komiczna jest historia ucieczki Luisy i Pedra z tortem ślubnym w ręku :)


Gdy Laura i Daniel oglądają telewizję, Daniel zaczyna popłakiwać... A na pytanie Laury odpowiada: "Bo tak mi ciebie żal, że jesteś sierotą...". Sytuacja Laury rzeczywiście jest skomplikowana, nie potrafi przebaczyć wyrządzonego zła, nie umie zaakceptować przeszłości..., ale nikt się nad nią dotąd nie litował. A Daniel robi to tak rozbrajająco, że ją rozśmiesza. Parska śmiechem na widok rozmazanego nadwrażliwca. I to jest fenomenalne - nie obrazoburcze, lecz normalne. Równość to także śmiech bez zakazanych tematów.

 

W wywiadzie przeprowadzonym przez Tadeusza Sobolewskiego - "Nie jestem aniołkiem" - Pablo Pineda mówi o filmie "Yo, también":

"Na pewno nie jest wyciskaczem łez. Powiedziałbym nawet, że to film rozrywkowy. Wątki komiczne sprawiają, że widz oswaja się z bohaterem, który nie jest żadnym aniołkiem."

 

Film warto obejrzeć, bo dopiero wtedy opadają uprzedzenia i powątpiewania w wiarygodność tej historii.

Laura (świetna, bezpretensjonalna Lola Duenas) ma przecież wiele rezerwy do przydarzającej jej się przyjaźni z Danielem. Pyta: "Dlaczego ja? Przecież nic o mnie nie wiesz." - "Bo przy tobie czuję się normalny".

I to działa obustronnie. Co więcej: to jest sednem tej historii o miłości, że dwoje ludzi świadomych swej odrębności odnajduje we wzajemnej obecności bliskość i przekracza barierę ochronnego gorsetu. Również Laura czuje się normalna dopiero dzięki spojrzeniom Daniela.


***

"Yo, también" triumfował na 57. MFF w San Sebastian. Srebrne Muszle - dla najlepszych aktorów - otrzymali Pablo Pineda i Lola Duenas (wrzesień 2009).

W Polsce film pokazywany był w ramach 10. Tygodnia Kina Hiszpańskiego.
W piątek (9.04 - dzień przed Katastrofą) wszedł do repertuaru kin.


 

 

 

poniedziałek, 12 kwietnia 2010, renbor1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
jolantachrostowskasufa
2010/04/13 15:34:20
Tamaryszku, w związku z tym tytułem mam kompletną pustkę w głowie, ale ciekawość w sercu i nieposkromiony apetyt na ten film. Może uda mi się wybrać na niego do kina. Myślę, że warto. Jak dotąd, nie byłam rozczarowana filmami, które pokazywały bohaterów takich jak Daniel; zazwyczaj wprawiały mnie w zachwyt, we wzruszenie. Oglądałaś 'Ósmy dzień' (Huitime jour, Le)? Pozdrawiam. :-)
-
renbor1
2010/04/13 22:19:14
~ Jolu,
Otóż "Ósmego dnia" nie znam, a właśnie ten tytuł i "Nienormalni" Bławuta był wymieniony w tekście p.Sobolewskiego - więc myślę, że warto by znać. Ale mnie temat upośledzenia szczególnie nie przyciągał. Dopiero po obejrzeniu mogę stwierdzić, że również ze względu na oryginalne pokazanie inności jest to cenny film. W kinie byłam w piątek i atmosfera śmiechu i bliskości z tymi bohaterami trochę - z wiadomych powodów - zwietrzała. A była intensywna, naprawdę. Tymczasem :)
ren
-
lirael
2010/04/19 16:48:49
Piszesz o tym filmie tak pięknie i z prawdziwą czułością! Bardzo mnie zainteresował, mam nadzieję, że wkrótce go obejrzę.
-
logosviator
2010/04/21 04:53:02
Polecam naprawdę świetny wywiad z Pablo Pinedą, jaki można znaleźć w ostatniej POLITYCE (Nr 16 z 17 kwietnia). Cóż, pierwszy raz spotkałem się z tak elokwentnym człowiekem "obciążonym" zespołem Downa. To dobrze, że powstał taki film, a jeszcze lepiej, że Pablo stał się "adwokatem" ludzi, którzy obdarzeni są tą genetyczną "osobliwością", (bo przecież nie chorobą). Być może zmieni się (choćby tylko w małym stopniu) stosunek ludzi "norlmalnych" do podobnych "odmieńców". Może wreszcie powszechniej zacznie się dostrzegać w"innych" pełnię człowieczeństwa.

Film obejrzę napewno, kiedy tylko będę miał taką możliwość

PS. Gratuluję mądrej, wnikliwej i... pełnej recenzji :)

-
renbor1
2010/04/21 20:00:15
~ Lirael,
Powiem tylko: warto. I powiem jeszcze, że mnie ten seans zaskoczył. I że nie uwierzyłabym w tę historię, nawet gdyby sam hakawati chciał mi ją opowiedzieć. A zobaczyłam i wierzę...:)

~ Logosie,
Bardzo dziękuję za wskazówkę. W prasówkach jesteś niezawodny :) Nie mogę znaleźć tekstu on-line, pewnie dlatego, że świeży. Dotrę i przeczytam.
A swoją drogą: pisząc, miałam takie nazewnicze zahaczenia. Film operował bezpośrednim językiem, więc słowo: "normalni" nie brzmi tu wartościująco. Ale jak określić ludzi z zespołem Downa? Pasowało mi: naznaczeni..., ale zawsze coś zgrzyta, co potwierdza, że naturalności mówienia o innych trzeba się uczyć (m.in. rozszerzając słownictwo) ;)
Pineda jako adwokat - tak. Bardzo intrygujące jest to jego bycie pomiędzy. Myślę, że potwornie trudne. Tym większe wrażenie robi naturalność i emanująca z jego wypowiedzi akceptacja swej odmienności. Czytałam rozmowę, jaką przeprowadził z nim Sobolewski i odniosłam wrażenie, że PP w taki sposób siebie odsłania, że nie pozwala na litość. Aż by się chciało równie bezpretensjonalnie akceptować siebie.

Pozdrawiam!
ren
-
Gość: czara, *.122.71-86.rev.gaoland.net
2010/04/29 11:06:13
Tamaryszku podpisuję się pod tą recenzją całą moją klawiaturą! :) Patrzyłam na ludzi wychodzących z kina i wszyscy mieli na twarzy takie rozbawienie i ciepłe uśmiechy, że aż mnie to uderzyło. Ale rzeczywiście, taki jest ten film, pełen ciepłego humoru, bez chodzenia na skróty. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że Daniel jest jednym z bardziej interesujących bohaterów filmowych, jego błyskotliwość, subtelne poczucie humoru i inteligencja wyraźnie rysująca się na jego twarzy - ujmujące!
-
renbor1
2010/04/29 20:02:58
~ Czaro :)
O, jak dobrze, że widziałaś. Wyobrażam sobie, że każdy kto słyszy (nie znając filmu), że to dowcipna opowieść o inteligentnym człowieku z zespołem D. wpada w konsternację - to elementy z niepasującej układanki. A tymczasem Pineda przekonuje. Srebrną Muszlę przyznano mu bardzo słusznie. Warto zobaczyć.
Pozdrawiam!