literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Blog > Komentarze do wpisu

Opowieści hakawatiego. Preludium

 

 

"Opowieść" jest słowem-kluczem tego bloga. Nie przejdę więc obojętnie mimo ciekawych wypowiedzi na temat istoty, sensu i potrzeby opowiadania sobie nawzajem różnych historii.

 

W dodatku do "Tygodnika Powszechnego" - "Książki", 14.03.2010 - pojawiło się pięć artykułów połączonych tematem opowieści. (Ciekawe!) Jest wśród nich tekst Grzegorza Janowicza "Wszystko za nic" o książce "Hakawati" Rabiha Alameddine`a. Jest też wywiad z tym pisarzem - "Oddycham, dlatego opowiadam historie".

 

Gruby (ponad 600 sron), niebiesko oprawiony tom mam w zasięgu wzroku i ręki. Dziecko Wydawnictwa Znak. Zanim przeczytam powieść i dodam tu coś od siebie, powołam się na cytaty i myśli wydobyte z lektury "Tygodnika..."

 

Rabih Alameddine jest pisarzem i malarzem libańskiego pochodzenia. Mieszka w Stanach, lecz jego twórczość reprezentuje literaturę arabską.

 

Kim jest tytułowy hakawati? To mistrz opowieści, gawędziarz, ten, kto opowiada. Postać wrośnięta w kulturę arabską. Czasami przypisany do wioski, czasem wędrowny trubadur. Ceniony, bo w cenie była opowieść. Była?


R.A.: "Tradycja ustnej opowieści jest coraz słabsza. Gutenberg zadał jej pierwszy cios. Drugi przyszedł ze strony Marconiego. Hakawati zaczęli znikać z krajów arabskich z chwilą, gdy pojawiło się radio. Telewizja zmiotła ich z powierzchni ziemi."

 

Bohater powieści (informatyk) wraca do ojczystego Libanu z powodu choroby ojca. W rodzinie był niejeden hakawati. Nic dziwnego, że tę historię oplatają przeróżne opowieści snute przez narratora lub bohaterów.

 

Ciekawe: Rabih Alameddine wyznaje, że pomysł na książkę zrodził się po obejrzeniu "Rękopisu znalezionego w Saragossie" J.W.Hasa (wszedł do kina i: "...totalnie mnie zmiotło. To czarno-białe arcydzieło wprawiło mnie w totalne osłupienie..."). Misterna szkatułkowa robota. Opowieść prowadzi w następną, kolejną i jeszcze dalej. Zamarzył sobie, by stworzyć własną niekończącą się Księgę. Innym polskim akcentem rozmowy z pisarzem jest to, że w poczet największych bajarzy XX wieku wlicza Brunona Schulza (obok Franza Kafki i Italo Calvino). Zgaduję, że łącznikiem między Potockim a Wizjonerem z Drohobycza jest reżyser, który wyczarował filmowe odpowiedniki ich światów.

 

W tekście Janowicza zainteresowało mnie zestawienie pomysłu Alameddine`a (odnowić ducha powieści, sięgając do tradycji libańskiej) z wciąż jeszcze popularnymi (a niechby się stały przeżytkiem!!) teoriami postmodernistów o "kryzysie wielkich narracji" (J-F Lyotard) czy "literaturze wyczerpania" (J.Barth). Teorie te odstawiają opowieści do lamusa. Co na to praktyk Alameddine? Co może sądzić ptak o ornitologach? :)

 

Spodobały mi się zaczerpnięte z "Hakawatiego" zdania:

 

"Wszystko da się opowiedzieć. Trzeba tylko zacząć, słowo po słowie."

 

"Słuchaj, będę teraz twoim bogiem. Pozwól, że zabiorę cię w podróż poza kres twej wyobraźni. Pozwól, że opowiem ci historię."

 

"Gawędziarz jest z natury plagiatorem. Wszystko, co spotyka na swojej drodze - każdy incydent, książka, powieść, wydarzenie z życia, opowiadanie, osoba, reportaż w wiadomościach - jest jak ziarnko kawy, które zostało rozkruszone, zmielone, zmieszane z odrobiną kardamonu, czasem ze szczyptą soli, trzykrotnie ugotowane i podane jako wrząca opowieść." (posłowie)

 

Tymczasem - Święta! Preludium prawdziwej Wiosny.

Czas na zaczerpnięcie nowej (choć odwiecznej) Nadziei i Siły.

Dużo Radości i ciepła!

A potem - niech jak najszybciej nadciąga pora szafirków!


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

sobota, 03 kwietnia 2010, renbor1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
jolantachrostowskasufa
2010/04/03 08:43:08
Tamaryszku droga (vel Tamaryszku drogi). Dziękuję za urocze, pełne nadziei życzenia swiąteczne. Mam nadzieję, że kawa w naszym gronie smakowała i degustowało się ją przyjemnie.
Dla Ciebie i Twoich bliskich także radosnych, ciepłych, rodzinnych Świąt, pełnych nadziei i tego, co najpiękniejsze. Słońca, kolorów, światła, blasku i promiennej pełni życia nie tylko na święta, ale na każdy dzień. Wiosny, wiosny, wiosny! :)

Czytałam już recenzję książki, o której opowiadasz. Jestem nią zaintrygowana i na pewno ją wkrótce przeczytam. To opowieść w sam raz dla mnie. :)
Pozdrawiam ciepło.
-
renbor1
2010/04/03 14:03:24
~ Jolu:))
Dziękuję. Wszystkiego dobrego! Do następnego wirtualnego kawowego spotkania:)
Dołączam do okrzyków: Wiosny!!
I za moim oknem zaczyna się rozpogadzać... :)
ren
-
lirael
2010/04/03 16:21:58
Bardzo zaciekawiły mnie polonica związane z "Hakawatim", o których wspominasz. Nigdy wcześniej o nich nie słyszałam.
Książkę przeczytałam, ale nie byłam zachwycona.
Do opowieści dziejącej się w płaszczyźnie współczesnej nie mam zastrzeżeń, czytałam te fragmenty z zainteresowaniem.
Fragmenty mitologiczne zupełnie nie przemówiły do mojej wyobraźni. A może właśnie przemówiły zbyt jaskrawo? W każdym razie nie byłam w stanie się nimi zachwycić. Co mnie zaskoczyło, bo wątki baśniowo-symboliczno-mitologiczne wprost uwielbiam.
Ja też życzę Ci Świąt pełnych uśmiechu i radości!
Niecierpliwie czekam na szafirki, Twoje zdjęcie uzmysłowiło mi, jak bardzo za nimi tęsknię.
Wielkanocne uściski.
-
renbor1
2010/04/04 00:30:22
~ Lirael,
..zobaczymy, zobaczymy... Jeśli długo się nie odezwę, to znaczy, że utknęłam; że hakawati mnie zmógł. Co niewykluczone, bo przewiduję - w najbliższym tygodniu nasilenie czynników rozpraszających.
:)
-
2010/04/04 07:31:41
Spokojnych świąt:)
-
lirael
2010/04/05 16:44:46
"Nasilenie czynników rozpraszających" zabrzmiało niepokojąco. Mam nadzieję, że będą to wyłącznie czynniki wesołe, przyjemne i szafirkowopodobne. :)
Jestem ogromnie ciekawa, jak odbierzesz "Hakawatiego".
Miłego, jeszcze świątecznego wieczoru.
-
ania_anialek36
2010/04/07 12:24:48
Cześć:) Nie wiedziałam, gdzie Ci napisać... Meryl nie kończyła szkoły muzycznej, jako dwunastolatka rozpoczęła naukę śpiewu, bo chciała zostać śpiewaczką operową, zdanie zmieniła, gdy wzięła w szkolnym przedstawieniu:) A jeśli chcesz posłuchać innych piosenek, które Meryl śpiewa, zapraszam do mojego chomika anialek36, albo tu:www.youtube.com/watch?v=nkjhnCRqDF0&feature=related :)

A tak już w temacie... Książkę, o której opowiadasz z pewnością przeczytam w najbliższym czasie, myślę, że książka mnie wciągnie... Pozdrawiam:)
-
jolantachrostowskasufa
2010/04/09 22:27:07
Hakawati już do mnie wędruje -- jest w drodze, w postaci paczki z księgarni internetowej. Może się okazać, że nasze recenzje ukażą się mniej więcej w podobnym czasie. :) To by była konfrontacja. :) Serdeczności.
-
renbor1
2010/04/09 23:12:48
~Jolu,
Nie przeczytam Twojej, jeśli mnie wyprzedzisz, bo mogę zaniemówić ;)
Jestem dopiero w połowie, wciąż coś nowego się odsłania. Ciekawie będzie porównać klucze, jakie do "Hakawatiego" znajdziemy. :)
-
logosviator
2010/04/10 02:57:22
Kilka wątków w wywiadzie z Alameddinem wydało mi się ciekawych.

Np. ten o "dyslokacji" , o poczuciu, że dom jest gdzie indziej niż my sami.
Czy to jest jakiś rodzaj "wykorzenienia", alienacji...?
Alameddin, tak samo zresztą jak my wszyscy, jest jeszcze dzieckiem epoki, w której świat jest "rozparcelowany" na odseparowane od siebie kultury i nacje.
Myślę jednak, że ów świat będzie stawał się coraz bardziej homogeniczny, że różnice mimo wszystko będą się zacierać i że wreszcie człowiek, który będzie wędrował z jednego miejsca do drugiego - mieszkał to na tym kontynencie, to znowu na innym - będzie mógł powiedzieć, że jego domem jest... właśnie cały świat :)
A może to tylko taka moja "fantastyka? ;)

Inne wątki?
Spodobało mi się to, co pisarz, odpowiadając na pytanie:

Wszystko to pięknie brzmi, ale musi Pan przyznać, że druga połowa XX wieku i początek tego stulecia to dla opowieści ciężkie czasy.

odpowiedział:

Tak, podobno nadal jest nieuleczalnie chora. Leży w szpitalu na intensywnej terapii obok powieści, malarstwa i poezji. I tak jak pozostałe, albo umiera na raty, albo już umarła, albo wybiera się w ostatnią drogę. Problem w tym, że nikt tej wieści nie przekazał opowiadaczom, malarzom i poetom.

jak również to, jak określił on powieść:

Tworzymy historie, by się ze sobą porozumieć, by się do siebie zbliżyć, by śmierć trzymać na wodzy (nie po to, by jej uniknąć, bo to niemożliwe, ale by ją oswoić), by utrzymać przy życiu tych, których kochamy. Opowiadamy, by utrwalić naszą historię, uśmierzyć ból, wyjaśnić, kim jesteśmy, uwieść kochanka lub kochankę. Opowieści czynią nas ludźmi. Myślimy opowieściami. Rozmawiamy za ich pomocą. Kochamy się w opowieściach albo idziemy w nich na wojnę.

Pozdrawiam

PS. Kolejny, ciekawy wpis :)

PS2. Mam nadzieję, że lektura "Hakawati" przynosi wiele przyjemności ;)
I jeszcze jedno: samo słowo przypomina mi Indie :)


-
logosviator
2010/04/10 03:00:09
Ach, zapomniałem: piękne jest (zwłaszcza) to pierwsze zdjęcie :)
-
renbor1
2010/04/10 12:45:48
~ Logosie, witaj :)
Poruszyłeś - jak miło - kilko kluczowych tematów.
Tak, ładna jest ta wypowiedź Alameddina, dlaczego tworzymy opowieści. Nie tylko ładna, prawdziwa. Opowieść uwodzi, leczy, pozwala zrozumieć, rozwija wyobraźnię i empatię. Nieprzecenione są jej możliwości.
A dzieje literatury pokazują, że naprzemiennie nastaje czas narracyjnych czarodziejów i awangardowych akrobatów. Potrzebni i jedni, i drudzy. Najdurniej wypadają tu "ornitolodzy", głosiciele "końca", "wyczerpania" i postmodernistycznych cytatów. Chociaż - już sama nie wiem - "Hakawati" jest tak intertekstualną książką, że w jakimś sensie postmodernistyczną.
...
Nie kojarzę (bom laik), dlaczego hakawati przywodzi na myśl Indie?
...
Ciekawe...co do dyslokacji... ja jestem rzeczywiście osadzona w świecie rozparcelowanym. Nie potrafiłabym istnieć w oderwaniu od języka, korzeni... Podoba mi się Twoje fantastyczne (? no właśnie...) wyobrażenie świata-domu... Sama nie wiem, czy zakorzenienie (i zaciekawienie innymi) jest ułomnością i przeżytkiem czy siłą?
Ale skoro taki Obieżyświat jak Ty nie jest pewny, czy zadomowienie w całym świecie jest możliwe... to daje do myślenia.
Pozdrawiam :)
ren