literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Blog > Komentarze do wpisu

Hel. Czeski film po polsku

Hel, reż. Kinga Dębska, Polska - Czechy 2009

 

Lubię kino czeskie - i z pewnością nie jestem w tej sympatii odosobniona. Czy to będzie klasyka, czy obrazy z ostatnich sezonów.

Jeśli klasyka, to stare filmy Miloša Formana - sprzed emigracji, czarno-białe: "Miłość blondynki" lub "Pali się moja panno!".
Przede wszystkim jednak Jiri Menzel i jego ekranizacje Hrabalowych opowieści - dawniejsze ("Pociągi pod specjalnym nadzorem", "Postrzyżyny", "Skowronki na uwięzi"...) i nawet te nowsze (choć odbieram je z mniejszą admiracją) - "Obsługiwałem angielskiego króla".


Humor i bezpretensjonalność - zwyczajni ludzie w codziennych sytuacjach. A niechby za szybą toczyła się wojna! - tu nie ma barykad, jedynie słusznych racji, misji narodowych i niepokojów moralnych romantycznego formatu.

Gdyby pokrótce wymienić niezbędne składniki czeskiej receptury na kino, to znajdą się wśród nich: brak moralizmu, ciepło i wyrozumiałość wobec ludzkich upadków i słabości, bezpośredniość i (auto)ironia, absurd i groteska. Zazwyczaj są to filmy o ludziach, nie o "tematach-problemach". Skala mikro, nie makro - "mały format" dla uniwersalnych kwestii i pytań.
Poczucie humoru - koniecznie! - choć często o gorzkim posmaku.


"Opowieści o zwyczajnym szaleństwie" Petra Zelenki i "Samotni" Ondricka, "Kola" Jana Sveraka i "Do Czech razy sztuka" Jana Hrebejka lub "Seks w Brnie" Vladimira Moravki. Kto widział choć jeden z tych filmów, wie o czym mówię.


Moje ulubione czeskie filmy:

* "Butelki zwrotne" (J.Sverak) - gdzie emerytowany nauczyciel literatury szuka nowego początku, sensu i pomysłu na swój "ciąg dalszy". Próbuje być kurierem-rowerzystą, lecz w końcu trafia do punktu zrotu butelek w supermarkecie.

* "Piękność w opałach" (J.Hrebejk) - tytułowa "Kráska w nesnázich", Marcela, musi przemyśleć i poukladać swoje życie uczuciowe, dystansując się wobec męża-złodzieja, gdakającej matki i jej uszczypliwego adoratora.

* "Mój nauczyciel" (B.Sláma) - to opowieść o nauczycielu biologii, prażaninie, który przenosi się na czeską prowincję (początkowo w geście ucieczki od siebie, a de facto - po to, by się odnaleźć). A na prowincji - prości ludzie i każdy tu tęskni za odrobiną bliskości...

W zasadzie: o próbach bycia szczęśliwym...


*****


Jeśli ktoś chciałby spotkać raz jeszcze Marcelę z "Piękności w opałach", to nic prostszego: Anna Geislerowá zagrała w polsko-czeskiej produkcji, w filmie Kingi Dębskiej "Hel".

 

Mamy więc aktorkę znad Wełtawy, grającą w polskim filmie czeską reżyserkę - młodą, zamożną, żyjącą w związku ze starszym od niej lekarzem psychiatrą, Piotrem (Paweł Królikowski). Film jest debiutem reżyserskim Kingi Dębskiej, absolwentki praskiego FAMU. Co jeszcze przeniknęło z czeskich klimatów?

 

Może to, że główny bohater jest silny i słaby jednocześnie. Jako psychiatra jest dowcipny, ciepły i energiczny (do czasu). Jako człowiek - sam jest w szponach uzależnienia, niezaleczonego, budzącego się w sytuacji stresu i porażki. Ciekawa postać i dobra rola Pawła Królikowskiego. Sednem kreacji jest chyba minimalizm, naturalność, świetnie dopasowane dialogi (nieprzegadane!) i kotłowanie się podskórne wielu niewypowiedzianych nawet problemów. To, co słyszy od pacjentów, jest i w nim samym: lęk, potrzeba miłości, opieki dawanej i otrzymywanej od kogoś.

 

 

 

"Czeskie" są początkowe partie filmu, rozgrywające się na oddziale psychiatrycznym. Króluje absurd i słowny ping-pong.

Jednym z pacjentów jest Maciej Maleńczuk. Wyłania się ze szpitalnego korytarza (szarość absolutna i symetria) - "Panie doktorze, zgubiłem kolor. Nie wie pan jaki?". Na ogół milczy, snuje się i zagapia.


Starszy pan - w czasie terapii - nie może odpowiadać na pytania, bo: "...myślami jestem na kolegium nowego numeru Głosu Wariata".


Inny śpi z kotem - "pogorzelcem z Sochaczewa - jako jedyny się z czterech osób uratował!". Kolejny ogląda Misia Uszatka i nuci: "bo-klap-nię-te-u-szko-mam".
Przebojem (choć rólka epizodyczna) jest
Bartłomiej Topa - "rybkożerca". Wyjada rybki z akwarium.


Zabawne, również dzięki temu, że nie jest to śmiech z innego. "Jestem takim samym wariatem jak pan. Dlatego tak często się spotykamy." - mówi doktor Piotr do pacjenta. A jeden z nich puentuje bardzo sensownie o co w życiu chodzi: "Każdy powinien o kogoś dbać. Choćby o kota."

 

 

O czym to film? O światach równoległych. I cienkiej granicy między nimi.

Dostrzegam przynajmniej trzy równoległości;

1.  Świat "normalnych", zdrowych psychicznie i tych przebywających w psychiatryku.
Granica - mimo wszystko - umowna.


2.  Dawny i obecny świat Piotra.
Przeszłość to biedne blokowe mieszkanie, tu odwiedza (po latach) swoją postarzałą, zwiędłą eks-żonę. To syn Kamil (Leslaw Żurek), z którym relacje są skomplikowane, przeobrażają się. To również tajemnica, mrok, uzależnienie - które nie chce być tylko przeszłością.

Teraźniejszość jest jasna, elegancka, stabilna. Związek z Hanką (Anna Geislerová), nowoczesne dwupoziomowe mieszkanie i centralny punkt dnia: kolacja przy lampce wina.

Granica, którą Piotr przekracza, w obu kierunkach.


3.  Świat ludzi "trzymających fason" (jak długo? do jakiej próby?) i przestrzeń "odlotu", narkotycznej wizji, zaćpania. Do tej opozycji odnosi się tytuł filmu (hel=heroina).

Spotkałam się z określeniem (Stopklatka), że "Hel" to polska odpowiedź na kultowe hity "Requiem dla snu" i "Trainspotting".

 

Piotr oscyluje między tymi światami. Moim zdaniem scenariusz zbyt wyraźnie oparty jest na symetrii. Nie potrafię przyjąć tej gwałtownej przemiany. Uzasadnienie psychologiczne jest być może wystarczające, lecz aż nadto sprzyja relacji awers - rewers.

 

Niewykluczone, że upływ czasu zmieni mój odbiór, ale wczorajszy seans opuściłam zaskoczona (rozczarowana?). Trzy plus - najbardziej niefortunna z ocen. Coś zaiskrzyło i zgasło przed czasem, pozostawiając mi na twarzy uśmiech wykrzywiony w podkówkę.


Dziś byłabym łaskawsza - to dobry film, mimo nierówności. Zapamiętuję powtarzający się motyw tunelu, którym sunie samochód Piotra. I kilka bardzo wyrazistych zbliżeń. Zwłaszcza lamkę wina, w której odbija się świat (równoległy?) - zdawało mi się, że był to obraz kamienicy, możliwe jednak, że wnętrz kawiarni...

 

 

Ciekawe jest tło muzyczne filmu (Marcin Kuczewski). Rolę lejtmotywu gra piosenka Maleńczuka "Ande La More". Mówi o odchodzeniu i byciu porzucanym. Czy klucz interpretacyjny? - może film jest właśnie i przede wszystkim o tym?

 

 

 

 

niedziela, 25 kwietnia 2010, renbor1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/04/26 20:36:04
Czy ja Ci kiedykolwiek pisałam, jak bardzo podoba mi się Twój blog? Chyba nie. No to napiszę: jest świetny, masz bardzo oryginalne pomysły na kompozycję tekstów :)

A co do tematu, czeskiego kina akurat nie lubię, więc nie będę narzekała. Chociaż "Pociągi pod specjalnym nadzorem" uznałam swego czasu za całkiem ciekawe. Ale to taki wyjątek potwierdzający regułę.
-
renbor1
2010/04/26 22:30:33
~ liritio :)
Ja tam lubię miłe słowa... Dziękuję :)
... Jeśli nie przepadasz za kinem czeskim (co ostatecznie można wybaczyć), to dodam, że "Hel" jest jednak filmem polskim. Królikowski naprawdę świetny. Więcej ról dla Królikowskiego (Pawła)! - postuluję i wnoszę... dla dobra wszystkich.

pozdrawiam
ren
-
jolantachrostowskasufa
2010/04/27 03:23:41
"Kola" Jana Svěráka - swego czasu mój film numer jeden, oglądany po wielokroć. I zawsze w łezką wzruszenia i rozczulenia. Lubię kino czeskie. Podobała mi się "Droga" Svěráka. Najnowszych produkcji, o których wspominasz, niestety nie znam z widzenia, jedynie ze słyszenia. Ale zamierzam nadrobić te braki. Koniecznie! 'Helu' też jeszcze nie oglądałam. :(
Zgadzam się z liritio, Twój blog jest świetny. Lubię Ciebie czytać. :)
-
renbor1
2010/04/27 13:10:37
~ Jolu :)
Mam nadzieję, że nie namąciłam tu z tym czeskim kinem. Jest to co prawda polsko-czeska koprodukcja, z jedną czeską aktorką, ale poza tym wszystko polskie... tylko aura bardzo klimatycznie korespondująca z czeskim spojrzeniem na życie. Lubię czeskie filmy, oczywiście znam wyrywkowo. Mam nawet listę obrazów "do nadrobienia" - dopiszę "Drogę" Sveraka. Gdy tylko się nadarzy okazja i czasu starczy, to spróbuję.
Pozdrawiam.
ren
-
ania_anialek36
2010/04/28 00:19:51
Jiri Menzel i jego filmy o taak:) Jako mała dziewczynka uwielbiałam czeskie, a raczej czechosłowackie seriale, szczególnie "Pod jednym dachem" i "Kobieta za ladą":) Pozdrawiam serdecznie:)
-
lirael
2010/04/28 07:13:27
Ja też przepadam za czeskim filmem. Z sentymentem wspominam stareńkie komedie, którymi epatowała nas niegdyś telewizja. Nie te uznane za arcydzieła, a takie zwyczajne. Niezapomniane klimaty, lekko ironiczna zaduma nad światem i człowiekiem, na ile to było wówczas możliwe ukazanie absurdów tamtych czasów.
"Hel", o którym napisałaś tak pięknie, trafia na listę filmów do obejrzenia koniecznie i jak najszybciej.
-
renbor1
2010/04/28 17:37:54
~ ania_anialek,
no tak, były też seriale... Już mi się w pamięci lekko zatarły. I nie wiem, czy pamiętam o co chodziło;) Oprócz tych, które wymieniłaś - "Szpital na peryferiach". Ojej, ojej.
Mam sentyment do ludzi deklarujących się jako czechofile.
Pozdrawiam :)

~ Lirael,
... bo w tym jest rzeczy sedno: że to nie arcydzieła, lecz perełeczki, zwyczajne. Niby nic wielkiego, bez ambicji opowiadania o metafizyce czy wielkich namiętnościach. Dzieje się niewiele - ale w sam raz.
Oponenci mogliby tu przypomnieć inżyniera Mamonia z "Rejsu" (który odniósł to "niedziejstwo" do polskich filmów) albo powiedzonko: czeski film (w znaczeniu: nie wiadomo o co chodzi) :)
-
Gość: czara, *.122.71-86.rev.gaoland.net
2010/04/29 10:55:24
Czytałam recenzję w Polityce w ten sam deseń, że bardzo obiecująco, ale koniec zawodzi. Po przeczytaniu Twojego bardzo ciekawego tekstu, mam jednak ogromną ochotę zobaczyć ten film (choć nie wiem czy się uda). Pozdrawiam serdecznie!
-
renbor1
2010/04/29 20:12:36
~Czaro :)
Otóż: zobaczyć, bez wielkich oczekiwań. Kilka niezaprzeczalnych atutów film posiada. Jeśli dobrze się orientuję, to trudności są natury geograficznej? W Paryżu go nie grają?
Jest tam taki dialog: Kamil (student?) mówi do ojca, że pracuje w gazecie, pisuje o filmie. "Od czegoś trzeba zacząć."
Pewnie, zawsze to jakiś temat :)