literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Blog > Komentarze do wpisu

Zdjęcia: Jerzy Lipman

"Zdjęcia: Jerzy Lipman", pod red. Tadeusza Lubelskiego, Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe, 2010.

 

EDYTORSKI  CYMES

Szczęśliwe przypadki chodzą po ludziach, a jeden trafił do mnie.
Piękna książka. Rarytas - bo niszowa; pobieżny rekonesans wskazuje na to, że trudno dostępna.
Rzecz poświęcona sztuce operatorskiej Jerzego Lipmana - filmowca szkoły polskiej, współtwórcy obrazów kanonu polskiej kinematografii.
Niektóre z nich:
"Pokolenie", "Kanał" i "Popioły" Andrzeja Wajdy;
"Zezowate szczęście" Andrzeja Munka;
"Nóż w wodzie" Romana Polańskiego;
"Pan Wołodyjowski" Jerzego Hoffmana.

Lipman tworzył polskie kino w latach 1951-1969. Kilkanaście ostatnich lat życia spędził na przymusowej emigracji. Daty przemawiają czytelnie: dotknęła go antysemicka nagonka.

Publikacja ma kształt albumu-księgi ("wyrośnięte" B5). Wewnątrz można znaleźć: serce książki, czyli fotografie (przewaga czarno-białych; prywatne - w kolorze sepii), wspomnienia reżyserów (Wajda, Polański, Kawalerowicz, Hoffman), operatora (Jerzy Wójcik) i scenarzysty (Jerzy Stefan Stawiński). Czyli: odsłona profesjonalna.
Uzupełnia ją portret biograficzny (wspomnienia żony i przyjaciół, listy).
I jeszcze jeden istotny dodatek: fragmenty pracy magisterskiej Marcina Marona, które analizują operatorskie pomysły pięciu filmów: kadry, ujęcia, ruch kamery, plany, oświetlenie... - fotki unaoczniają teoretyczne obserwacje.

Ładna rzecz, naprawdę.

 

Niemczyk i Malanowicz w
Niemczyk i Malanowicz w "Nożu w wodzie" (1961)

 

FILMOWE ŻYCIE

Taka biografia to świetny materiał na scenariusz...

Rocznik 1922, pokolenie Kolumbów, rodzina żydowska - dobrze usytuowana (od rewolucyjnej śmierci, która spotykała podobnych "burżujów", uratowało ich wstawiennictwo Dzierżyńskiego!). Wojna wybucha, gdy ma 17 lat. Jest wysportowanym, towarzyskim, otwartym na świat młodym człowiekiem - o wydatnych ustach, charakterystycznym nosie, czarnych oczach i włosach. Typ semicki.

Doświadcza życia w getcie (w Wołominie) i obozie koncentracyjnym (Izabelin - ucieka w nocy przed jego likwidacją i trasportem do Treblinki).

Groźba rozpoznania, donosu, wskazania palcem na ulicy: "To jest Żyd!" -jest bardzo realna i kilkakrotnie ratuje go szybki refleks i talent do sprintu.
Życie w okupowanej Warszawie obfituje w charakterystyczne epizody. Fałszywe kenkarty, pomieszkiwanie u rodziny polskiego przyjaciela (tu: niesamowity styl pani Lange, która w jednym pokoju z kuchnią udzieliła schronienia niezliczonym Żydom, czekającym na swój adres po wyjściu z getta).
Pomagają mu panie z burdelowych hotelików...
Ukrywa się, ale nie chce być zaszczuty - wybiera brawurową kontrę.

Pewnego dnia siedzi nad Wisłą i przygląda się jak podpity żołnierz Wermahtu zrzuca mundur, by wykąpać się w rzece. Zamienia się z nim na strój i - początkowo niepewnie - rusza na ulice Warszawy, maszerując nimi krokiem niemieckiego żołnierza. Nowa skóra, nowe życie. To musiało być trudne - "zmienić sposób myślenia, zachowania, chodzenia". Jest w tym i szaleńcza odwaga, i kpina z wroga, a przede wszystkim - gra w życie: chwytanie się tego, co ono przynosi, wykorzystywanie szans, niezgoda na bycie ofiarą.

Inny epizod: w kawiarni dla Niemców czuje się obserwowany przez hitlerowskiego oficera, domyśla się, że przyczyną jest wygląd... Oficer podchodzi... i pyta o adres domu publicznego, bo on w Warszawie od niedawna, a Lipman wyglądał na zorientowanego w temacie. :)

Splot zdarzeń sprawia, że poznaje Polaka wciągniętego w niemieckie struktury wojskowe, który organizuje fałszywe przepustki na podróże po Europie.
Lipman w podróży czuje się bezpieczniej niż na warszawskiej ulicy. Żyd w niemieckim mundurze - w epicentrum wojny - zwiedza świat! Bywa w Mediolanie, Weronie, Rawennie, Kolonii, Wiedniu, Berlinie. Pośredniczy w organizowaniu broni dla podziemia (rozbraja włoskich żołnierzy) i prowiantu dla głodujących, a jednocześnie obdarowuje znajome dziewczyny biżuterią, perfumami, butami, jedwabnymi  pończochami. Zdarzyło się, że przywiózł przyjaciółce walizkę upchaną różami!...

Doświadcza historii, które w filmie bądź literaturze wydają się nieprawdopodobne.
W Mediolanie podczas napadu na niemieckiego oficera zostaje ranny i przewieziony wraz z nim do szpitala. Niemiec w majakach sugeruje jego winę, ale (poczęstowany dodatkową porcją leków nasennych) umiera, tymczasem lekarze wierzą wersji Lipmana (obsadził się w roli obrońcy Niemca).

Zabawnym epizodem są jego odwiedziny w klasztorze, w którym ukrywał się ojciec koleżanki. Siostra furtianka anonsuje, że "przyszedł ten hitlerowski Żyd". "-Siostro Bogdano, coś jest nie w porządku. Albo Żyd. Albo hitlerowski...".

Jerzy Lipman był silnie związany z konspiracyjnym podziemiem - należał do AK, bral udział w dywersji i powstaniu warszawskim. Po wojnie trafia do więzienia jak wielu niedocenionych patriotów; interwencja bliskich mu osób zamienia karę śmierci na dożywocie. Ratunek przynosi amnestia.

Z takim bagażem doświadczeń rozpoczyna studia i pracę operatora.
Otacza go nimb tajemnicy, wiadomo, że niejednego doświadczył, ale Lipman rzadko dzieli się wspomnieniami. Mimo to jego historia trafia do literatury (Czeszko) i powstaje scenariusz (J.S.Stawiński). Dlaczego nie nakręcono filmu o życiu Jerzego Lipmana? ... Bo wymyślono słowiański odpowiednik jego losów - kapitana Klossa.

 

CZERŃ I ŚWIATŁO

Jakim był operatorem?"To był naprawdę as" - powie o Lipmanie Polański. Każdy chciał z nim pracować, bo na wszystkim się znał, nie bał się nowych wyzwań - jeśli trzeba: poprowadzi kamerę nad płynącym błotem ("Kanał") albo wsiądzie w samochód, by w biegu uchwycić galop koni w "Lotnej". Hoffman mówi, że był "najszybszym z operatorów". Rozpierała go energia. Irytowalo zbyt wolne ustawianie sprzętu. Asystenci dawali mu czasami deskę i gwoździe, by wbijał i powstrzymywał niecierpliwość.

Świetnie odnalazł się, gdy nadeszła rewolucja koloru. Ale szczególne mistrzostwo osiągnął w operowaniu czernią, bielą i światłem.
Lipman zapoczątkował zdjęcia ekspresyjne, emocjonalne. Nieraz kosztem jakości technicznej - stawiał na to, by obraz współgrał z przeżyciami bohatera. Wyłaniająca się z mroku, rozświetlona czymś twarz (źródła światła byly różnorodne!) ukazana w zbliżeniu... To jego specjalność.

 

"Kanał" - a zwłaszcza labirynt podziemnych przejść - to opowieść o sytuacji bez wyjścia. Mrok pułapki, czerń brudu... piekło po prostu. Światło pojawia się tylko punktowo i jest zwodnicze jak nigdy. Latarka rozjaśnia twarz konającego, wylot na ulicę oświetla scenę krótkiej wolności, zanim niemiecki patrol wykona wyrok. Do światła zmierzają wyczerpany, ranny Korab i zakochana w nim sanitariuszka Stokrotka. Wylot okazuje się ślepą drogą, zakratowaną... Nie patrz, za duży blask - skłamie dziewczyna, zachowując dla siebie prawdę o braku nadziei.

 

 

***
W wywiadach Lipman wskazuje na wzorce, z których czerpał: włoski neorealizm, francuska nowa fala, kino amerykańskie. "Zawsze podziwiałem film francuski za poczucie dobrego smaku, tak jak ceniłem kino amerykańskie za absolutne wyczucie warsztatu". Dzięki tym zapatrzeniom (i poczuciu odrębności) polska szkoła filmowa była oryginalna i światowa jednocześnie.
A swoją drogą - za najsłabszy punkt polskiego kina uznał Lipman (w polowie lat 60.!) scenariusz. Niesamowite, jak niewiele się zmieniło.


NIE MA MIEJSCA DLA NAJLEPSZYCH

Dlaczego tak?
Wybijane kamieniami szyby w oknach, szykanowane w szkole dziecko, duszna atmosfera antysemickiej nagonki. W 1969 roku Lipman emigrował do Londynu, pracował głównie w Niemczech (m.in. z Michaelem Haneke). Nie miał możliwości powrotu.
Dla polskiej kultury przestał istnieć.
Nawet wydany w tym roku piękny album-księga niewiele mówi o tym, co robił w latach 1969-1983 - "z braku odpowiednich materiałów".

 

sobota, 06 marca 2010, renbor1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
jolantachrostowskasufa
2010/03/06 23:33:56
Lubię tu do Ciebie zaglądać. Tak jak napisała Czara pod pierwszym postem bodajże, to miejsce zapowiada się na świetny blog. Ja bym jedynie dopisała, że się nie zapowiada, bo już czyta się go z zainteresowaniem.
Nie mam aż tak rozległej wiedzy na temat artystów pracujących nad obrazem filmowym, niewiele wiem na temat Lipmana, a przecież oglądałam wszystkie filmy, nad którymi pracował, te, o których wspominasz. A że bardzo lubię dobre kino, chętnie tu będę zaglądać, żeby się czegoś nowego dowiedzieć lub wzbogacić swoje spojrzenie na temat tego, co już widziałam, czytałam, przeżywałam. . Pozdrawiam serdecznie.
-
renbor1
2010/03/07 11:55:32
Jolu, dziękuję:) Zapraszam.
ren
-
lirael
2010/03/08 17:47:54
Często myślę o tym, że oglądając film koncentrujemy się prawie wyłącznie na aktorach i reżyserach, pod ich adresem kierujemy nasze zachwyty bądź złorzeczenia. Tymczasem operator jest chyba jednym z najważniejszych pośredników między nami a obrazem. Dziękuję Ci za ten arcyciekawy post o Lipmanie i niesamowicie klimatyczne zdjęcia!
-
renbor1
2010/03/08 23:19:52
Tak, i pewnie to jest najwłaściwsze - nie analizować montażu, dźwięku, zdjęć, lecz poddać się opowieści. Niewykluczone jednak, że prawdziwa twórczość jest tam, gdzie czarna robota: cięcie, klejenie, wybór perspektyw i planu. Swoją drogą - świetny zawód, po trosze artysta, po trosze rzemieślnik. Jedno ratuje drugie przed zmanierowaniem lub rutyną.

To mówisz, że "Wyobraźnia poetycka" jest warta odkrycia? Kiedyś to zgłębię. Dzięki. Pozdrawiam. ren