literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Blog > Komentarze do wpisu

Pan Pusty Plecak

W chmurach, reż. Jason Reitman, 2009

 

Plecak

- Wyobraź sobie, że zakładasz plecak... czujesz jego paski na ramionach?
A teraz włóż do środka, co jest twoje. Książkę z półki, budzik, sweter, wszystko z szuflady.
Z szafy. Garnki i buty. Jeszcze stół z kuchni i żyrandol... Jasne - dywan i koc. Kwiatki z parapetu... Może być rower... Samochód też jest ważny.
Ciężko? Możesz z tym zrobić krok do przodu? No właśnie... A teraz to spal. Chcesz się wyprostować? No dalej.

Mr Ryan Bingham ("ludzka twarz korporacji") - specjalista od zwolnień, co to w chmurach spędza życie, bo fruwa po całych Stanach - ma bagaż jak ta lala. Na kółkach, żadnych zbytków, leciutko, sprawnie, z wdziękiem.


Zawód jak każdy. Trzeba się na nim znać. Wiedzieć, komu mówić prosto z mostu, a kogo przywitać komplementem. Prawie wszystkim można dać przykład wielkich tego świata, którzy nigdy by nie zaszli tak daleko, gdyby nie mieli się od czego odbić... dno jest potrzebne.


- W rzeczy samej ma pani/pan wielką szansę, by odmienić swój los. Zaimponować dzieciom...
Czego dzieciaki zazdroszczą sportowcom?

- Że wszystkie dziewczyny są ich.

- Nie, tego my im zazdrościmy. Dzieciom imponuje, że oni spełniają swoje marzenia. Może czas, by przypomnieć sobie własne? O, tu jest pakiet: dużo dobrych rad...


Ryan Bingham prowadzi też wykłady - szkolenia coachingowe. Co za wyczucie rytmu, wyluzowana elegancja... Czysty George Clooney.


- Wyobraź sobie, że zakładasz plecak... Czujesz jego paski na ramionach? A teraz włóż do środka bliskich ci ludzi... Spokojnie, nie musisz podpalać.
Kuzynów, ciocie i wujków, sąsiadów. Kumpli ze szkoły... Brata i siostrę. Oczywiście, rodziców... Dziewczynę, z którą jesteś lub chłopaka...
Ciężko? Pomyśl o tym.


Osobno, nie razem

Ryan mieszka w chmurach a nocuje w hotelach. W ubiegłym roku przecierpial 43 dni we własnym domu, ale to było trudne. Nie ma rodziny - najlepiej, gdy plecak jest pusty. Dwie siostry, które ledwie zna (z gatunku osiadłych). Cholernie mu dobrze bez zobowiązań, samotnym się nie czuje. Poznaje Alex - kobietę, która fruwa równie często. Gdyby się postarać, można ustalić skrzyżowania lotów i spędzić wspólnie czas.


Natalie [23-latka, psycholog-żółtodziób, autorka projektu, by zwalniać ludzi zdalnie, tymczasem - towarzyszka lotów, do przyuczenia], obserwując harmonię między Alex a Ryanem, pyta go - jak widzi przyszłość tego związku?


- W ogóle o tym nie myślę.

- Jak można nie myśleć o własnej przyszłości? Skoro już niewiarygodnym zrządzeniem losu spotykasz taką Alex, to chyba zobowiązuje do mądrych decyzji... Związki są najważniejsze!

- Dobrze, Natalie. Dlaczego związki są najważniejsze?

- ... Miłość...

- [uśmiech George`a Clooney - bez słów]

- ...no, zawsze dobrze jest móc z kimś porozmawiać...

- Nie mam z tym problemu. Wszędzie mogę sobie pogadać.

- Dobrze jest mieć w kimś oparcie, opiekę...

- Natalie, większość małżeństw, które znam...

- ...żeby choć nie umierać samotnie!

- Niestety, każdy umiera sam.
... Natalie, wyobraź sobie, że jesteś z kimś blisko. Tak, że nic się już nie liczy. Świat zdaje się nieruchomieć. Święta jedność... Znasz ten stan?

- ...Taaak...

- W tym rzecz. Bo ja nie.

 


 

Razem, nie osobno

Młodsza siostra Ryana, Julie, wychodzi za mąż. Julie i Jim - dwa gołąbki. Takie mają marzenie - nie da się zrozumieć cudzych marzeń! - by goście weselni przywieźli im ich zdjęcia z miejsc, w których nigdy nie byli. Właśnie tak. Oni nie byli, ale rozdali znajomym swe tekturowe figurki, a ci taszczyli je ze sobą (pomstując zazwyczaj). Jak w "Amelii" - zdjęcia podróżującego krasnala:)

Cóż, Pan Młody w dzień wesela ma wątpliwości. Ryan - marnotrawny brat - ma szanse wkupić się w rodzinę, jeśli przekona Jima do ślubu.

 

- Jim, wahasz się... Nie dziwię się... To trudne.

- Tak. Całą noc o tym myślałem. Spałem sam i myślałem. W co ja się pakuję? Teraz ślub, potem kredyt i dzieci... Trzeba będzie chodzić do szkoły, na jakieś mecze... Ani się obejrzę, a wyjdą z domu. Przytyję, wypadną mi włosy... W co ja się pakuję?... Potem już tylko śmierć...

- Prawda. To jest bez sensu.

- Bez sensu.

- Ale pomyśl. Przypomnij sobie najszczęśliwsze chwile w życiu... Byłeś wtedy sam?

- Nie.

- A wczoraj, gdy czułeś się tak podle?

- Byłem sam.

- Jasna sprawa. Przyda się drugi pilot.


***

Jak by nie patrzeć: w tym filmie wszystkie domy drżą w posadach.

***

 

Mniejsza o fabułę, ważne są dialogi. Niestety, tu - sparafrazowane, bo obraz widziałam dwa dni temu i nie zakodowałam wierniej. Drugi raz mogłabym obejrzeć ten film ze względu na Verę Farmigę (Alex) i dla mojej ulubionej sceny.

Powiedzmy: "Biedna Natalie". Natalie rzucił chłopak, Ryan i Alex współczują i pocieszają ją z perspektywy starszych życiowych popaprańców. :)

 

PS.

Film oscarowy (co nie musi być komplementem).
Ma nominację w kategorii: najlepszy film, najlepszy reżyser, najlepszy aktor (George Clooney - Ryan), najlepsza aktorka drugoplanowa (Vera Farmiga - Alex i Anna Kendrick - Natalie).

Praktycznie bez szans na statuetkę.

[zdjęcia ze strony Filmweb]

poniedziałek, 01 marca 2010, renbor1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
logosviator
2010/03/02 04:28:31
Film niewątpliwie dobry, lecz spodziewałem się po nim czegoś więcej, niźli tylko współczesnej (rozrywkowej) przypowiastki z morałem. Trącił mi pewną... niewiarygodnością (choć takie pretensje wobec kina amerykańskiego wyglądać mogą na cokolwiek zabawne :) )
Bardzo lubię George'a Clooney, ale wg mnie on niezbyt pasował do tej roli (gdyż ciągle miałem wrażenie, że jest mądrzejszy od postaci, którą grał ;) )

PS.Widzę, że "tamaryszek" pojawił się niedawno.
Życzę więc powodzenia na "nowej drodze życia" :)
Pozdrawiam

PS2. Ciekwa recencja "Pociągu do Lizbony". Zaintrygowało mnie zestawienie z Camusem, (do którego całkiem niedawno wróciłem).
-
milczacy_krytyk
2010/03/02 08:14:34
Twoja ulubiona scena jest również i moją ulubioną :] Choć w gruncie rzeczy jest ona dość dołująca i smutna.
Życzę powodzenia w blogowaniu :)
-
renbor1
2010/03/02 14:55:18
Dzięki:)
Milczący_krytyku, przecież nie zdołuje nas Hollywood! Oglądam i nie opuszcza mnie zdumienie, że można tak gładko, błyskotliwie i dla funu pokazywać rozczarowanie, momenty progowe, ślepe uliczki... Traktuję to krzywym uśmiechem. Na w pół podziw, na w pół wzruszenie ramion.
Logosie, zabawne: aktor mądrzejszy od roli... Lepiej tak niż na odwrót. Zdecydowanie potrzebny był ktoś z charmem Clooneya. Miłe dla oka. I obstaję przy swoim - the best is: Vera Fermiga.
Pozdrawiam
-
jolantachrostowskasufa
2010/03/03 01:10:58
Tamaryszku, czy może raczej: renbor1 (?) :), bardzo dziękuję za przemiłe spotkanie na naszym blogu. Dzięki temu trafiłam do Ciebie i jestem pod wrażeniem. Filmu nie oglądałam, ale mam nadzieję, że uda mi się nadrobić zaległości. Serdecznie Cię pozdrawiam. Jolanta
-
lirael
2010/03/06 17:48:59
W Twojej relacji film zapowiada się nader ciekawie. Niestety, nie przepadam za Clooney'em, ale chyba się poświęcę :)
-
renbor1
2010/03/06 19:13:50
Lirael - ja buszuję w opowieściach. Ten film opowiada historię, którą szybko zapomnę, ale dialogi ma pierwszorzędne. I na tym się skupiam. Hollywood, ale dla relaksu - polecam:)
pozdrawiam:)