literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Blog > Komentarze do wpisu

Michael Fassbender - i trzy filmowe konwencje

 

Notka okołourodzinowa - [Michael Fassbender: 02.04.1977].


Widziałam trzy filmy, w których grał. Trzy dobre filmy, trzy dobre role, trzy odmienne stylistyki.

Było tak:

Najpierw "Głód" (ENH, film, który wygrał Konkurs Nowe Horyzonty 2009) i pierwszoplanowa rola Bobby`ego Sandsa.

Później "Fishtank" i - jak to możliwe?! - wzrok mi się przykleił do filmowego Connora, a mimo to nie rozpoznałam. Dopiero gdy ujrzałam nazwisko wśród napisów końcowych - oczywiście! Michael Fassbender! Jasne.

Wreszcie z opóźnieniem obejrzane "Bękarty wojny" i świadome oczekiwanie na jego kreację. Wyrazista, znów nowa twarz, inna sylwetka, odmieniona osobowość. Tym razem zgrana polifonicznie z innymi charakternymi postaciami: Aldo Raine  (Brad Pitt), Hans Landa (Chritopher Waltz) czy  Frederick Zoller (Daniel Bruhl).


Andrea Arnold, w wywiadzie skoncentrowanym na jej filmie "Fishtank", mówi o Fassbenderze:


"Najbardziej intrygujące jest w nim to, że może być kim chce, kim sobie wymyśli. Potrafi zagrać pozytywną i negatywną postać, w zależności od potrzeb - czasami nawet w jednym filmie - zmienia swoje filmowe emploi, pozostając niezwykle wiarygodnym. To rzadka umiejętność - móc grać romantycznych idealistów i złoczyńców, zazwyczaj aktorzy się specjalizują."


Szerokie emploi i odmienne filmowe konwencje: kino wojenne - rozsadzane pastiszem w obróbce Tarantino ("Bękarty wojny"), kino społeczne osadzone w tradycji brytyjskiej spod znaku Kena Loacha ("Fishtank") czy wymykające się klasyfikacji ascetyczne kino biograficzne i polityczno-sołeczne ("Głód").

***

 

Purucznik Archie Hicox, czyli Kocham Kino!


Quentin Tarantino eskortuje nas do Francji początku lat 40. Trwa hitlerowska okupacja, bezprawie Gestapo i ciemiężenie Żydów.

Opowieść jest postmodernistycznym koktajlem: garść prawdopodobnych realiów, kilka historycznych postaci (Churchill, Hitler, Göring czy Goebbels) w panierce pastiszu oczywiście i odrobina perwersji (tytułowe Bękarty to sadystyczny oddział Żydów skalpujących w odwecie Niemców, postrach umundurowanych aryjczyków). Powyższe składniki ubarwiają tryskające beztrosko gejzery krwi oraz smaczne, pięknie podane filmowe przekładańce (aluzje i gry historią kina). Dowcip i cięte dialogi.

Film składa się z pięciu rozdziałów. Zasłaniam kurtyną losy pięknej Żydówki Shoanny, działania błyskotliwego "łowcy Żydów" - Landa i przygody dowodzonych przez Aldo Raina Bękartów. Światło kieruję na rozdział 4. pt. "Operacja Kino", bo tu rozgrywa swą filmową partię Michael Fassbender, czyli porucznik Archie Hicox.


 

Alianci mają niespotykaną szansę na szybkie zakończenie wojny. W paryskim kinie odbędzie się premiera niemieckiej "Dumy narodu". Obecność zapowiedzieli luminarze sceny politycznej III Rzeszy, jest więc okazja, by za jednym zamachem (!) zniszczyć wroga. W gabinecie Churchilla padają slowa: "Wszystkie zgniłe jaja w jednym koszyku. Celem Operacji Kino jest wysadzenie koszyka!" Michael - Archie typowany jest na wykonawcę tej strategii.


U Churchilla

Tarantinowska nonszalancja! Co znaczy wojskowa hierarchia i etykieta rozkazu, skoro dużo przyjemniej jest sobie pogawędzić! Porucznik Archie Hicox chodzi salonowym krokiem, pije szkocką z lodem, bryluje bon motami (Taaak, rasa panów panuje...; Gorąca noc w Paryżu...). Z Churchillem dyskutuje o niemieckim kinie, o Goebbelsie, który nie wiadomo czy bardziej Mayera czy Selznicka przypomina. A gdy od niechcenia wymienia tytuły swych filmoznawczych książek, słyszy westchnienia ("Robi wrażenie...") - czymże jest władza polityczna czy wojskowa wobec oczywistej wyższości krytyka filmowego! Nic dodać nic ująć.

 


W piwnicznej karczmie

Niestety, spotkanie z podwójną agentką - niemiecką aktorką, która miała wprowadzić do kina przebranych aliantów - okazuje się potrzaskiem. Archie z Bękartami muszą znosić towarzystwo niemieckich oficerów. Wystrojeni w hitlerowskie mundury imitują akcent rodowitych Niemców. Oficer Gestapo jest podejrzliwy - rozpoznał u Bękartów akcent z Monachium i Frankfurtu, tylko biedny Archie jest "kapitanem Nie-Wiadomo-Skąd". Pięknie Tarantino namieszał, pozwalając Fassbenderowi opowiedzieć swą komicznie  nieprawdopodobną genealogię (z powołaniem się na występy u samej Leni Riefenstahl!).

Hicox trzyma fason: jest rasowym dżentelmenem, spokojnym (nawet w pojedynku z odstrzeliwaniem jąder!), szarmanckim i stanowczym. Kreacja Fassbendera jest szyta według tego samego sznytu co rola Brada Pitta czy Christopha Landa: luz, charm, błyskotliwość i mrugnięcie okiem (czyli wzięcie wszystkiego w cudzysłów).

 

 

Connor, czyli łatwo się nabrać


"Fishtank" jest filmem o 15-letniej Mii (Katie Jarvis).
Społeczny skansen, w którym żyje, określa jej perspektywy. W blokach gnieżdżą się bezrobotni, dziedzicznie niewprawni w zabieganiu o życiowy sukces. Ciasnotę przestrzeni chorobliwie zagęszcza język: dosadny, wulgarny, zaczepny i raniący. Mia ma młodszą siostrę i wciąż młodą matkę, której dokucza samotność. Nie ma przyjaciół, wystarcza jej taniec - ekspresja chaotycznych emocji. Na świat reaguje nieufnością, czasem agresją, zawsze buntem. Ale ten świat jest jak akwarium z toksyczną wodą. Odbiera nadzieję, lecz poza nim żyć przecież nie potrafi.


W tę rzeczywistość wkracza Connor.

 

 

Rola Fassbendera to majstersztyk drugiego planu: pojawia się, jest katalizatorem wydarzeń, wodzi za nos tych, którzy wezmą go serio. Budzi nadzieję i jak nikt potrafi ją zabić.


Jest kochankiem matki Mii. Ma pracę, więc wnosi powiew stabilizacji. Młody, o kocim wdzięku, naturalny i swobodny. Mia przekreśla go, bo neguje wszystko, co dotyczy matki, ale kilka rozmów od niechcenia i to, że Connor umie słuchać sprawiają, że "przekreślenie" znika. Fassbender przekonuje do siebie i inspiruje Mię do podążania za marzeniem. "Jego" piosenka - "California dreamin" - jest niczym emblemat tej roli... Do czasu. Bo wkrótce fragmenty układanki przestaną się zazębiać. Connor przekracza granice - w relacji z Mią, w stosunku do osób, wobec ktorych ma rodzinne zobowiązania, wobec kobiety, której obiecał zbyt wiele.


Posłużę się niezbyt jasnym kryterium: Fassbender jest wiarygodny. I wtedy, gdy otwiera drzwi (wycieczka samochodowa w zielony plener) i wtedy, gdy je zatrzaskuje (policzek wymierzony Mii z wściekłości i strachu). Kalifornijskie marzenia były fałszem, prawdziwiej brzmi "Life`s a Bitch".

 

 

Bobby Sands, czyli dusza uśmierca ciało


W 1981 roku, w więzieniu w Północnej Irlandii zmarł po 66 dniach głodówki 27-letni Bobby Sands. Film Steve`a McQueena opowiada historię tego buntu, ofiary, męczeństwa i szaleństwa w jednym.


Bobby Sands jest działaczem IRA, skazanym na więzienie (odsiedział 4,5 roku) wraz z innymi członkami organizacji. Rząd Margaret Thacher uznaje bojowników IRA za kryminalistów, odmawiając im statusu więźniów politycznych. Dyskusyjne. Służba więzienna - w imieniu prawa - traktuje ich uwłaczająco, brutalnie. Więźniowie protestują - stawiają opór, odrzucają zakładowe pasiaki, zaniedbują higienę.

Pierwsza część filmu - niemal niema - to zapis tego stanu rzeczy. Nie jednostronny: zło i racje rozlożone są po obu stronach.

Część druga jest skoncentrowana na postaci Sandsa (Fassbender); jest studium jego umierania.

Łącznikiem jest scena rozmowy Bobby`ego Sandsa z księdzem - kumulacja niemal wszystkich słów, jakie padają w tym filmie.

 

 

Bobby objaśnia: chodzi o rotacyjny strajk głodowy. Już nigdy nie złamią ich szantażem i litością dla najmniej wytrwałego. Głoduje jeden - ale do końca. Aż do spełnienia politycznych żądań. Po jego śmierci - głodówkę przejmuje następny... Dla Sandsa to konieczność. Nie jest demagogiem, wie, że za każde słowo zapłaci samym sobą. Wierzy, że zatrzymanie się w pół drogi rozdrobni znaczenie całego buntu. A on potrzebuje sensu i skuteczności (wierzy w złamanie rządu, choć nie ma złudzeń - wie, że potrzebne będą ofiary).


Ksiądz - nazywa tę decyzję samobójstwem, autodestrukcją. Nie namawia do wycofania, po prostu nazywa.

Dwadzieścia minut trzymającego w napięciu dialogu.

 

 

Bobby Sands umierał na oczach mediów, więc i w filmie McQueena kamera rejestruje kolejne fazy osłabienia, osuwania się w cierpienie, agonię. Rola Fassbendera jest porażająca. To aktorstwo fizjologiczne: chudnięcie, odleżyny, egzemy, rany ropne, zaburzenia zmysłów i percepcji...


Czy to ma sens? Ma, choć niewyjaśnialny. Może to zwycięstwo ludzkiej woli? Może. Choć w ostatnich majaczeniach Sands widzi siebie- nastolatka, biegnącego przez las na przełaj. Startuje w zawodach i właśnie uświadamia sobie, że zabłądził...

Ciało - skatowane przez wroga, zostaje unicestwione własną decyzją.

 

 

 

"Bękarty wojny" (2009), reż. Quentin Tarantino - 8 nominacji do Oscara, jedno zwycięstwo: rola drugoplanowa Christopha Waltza (również nagroda w Cannes); nominacje do Złotych Globów.


"Fishtank" (2009), reż. Andrea Arnold - Nagroda Jury w Cannes.


"Głód" (2008), reż. Steve McQueen- nominacje do Europejskiej Nagrody Filmowej (2008) m.in. dla Fassbendera i dla reżysera; nagroda Grand Prix na 9. MFF ENH we Wroclawiu.

środa, 31 marca 2010, renbor1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
lirael
2010/04/01 09:38:00
Obydwoje z mężem jesteśmy zagorzałymi fanami Tarantino, chociaż ostatnie produkcje we mnie nie budzą entuzjazmu. Na "Bękartach wojny" nie byliśmy. Słyszałam, że film jest bardzo brutalny, co akurat w przypadku tego reżysera nie jest wielką niespodzianką :) Obejrzymy na pewno, ale na DVD, żebym w razie czego mogła salwować się ucieczką :) Chociażby dla kreacji Fassbendera!
jeszcze nie miałam okazji widzieć tego aktora w akcji, ale wybrane przez Ciebie zdjęcia sugerują, że jego umiejętność wcielenia się w krańcowo różne postacie jest wprost niesamowita!
P.S.
Wczoraj doszła do mnie paczuszka z księgarni, zawierająca m.in polecany przez Ciebie film "Po-lin"! Ogromnie się ucieszyłam.
-
jolantachrostowskasufa
2010/04/01 14:28:34
Tamaryszku, czytam Twoje refleksje i żałuję, że nie znam ani jednego z omawianych przez Ciebie po mistrzowsku filmów, ba, nie znam aktora, o którym opowiadasz w tak fascynujący dla mnie sposób. Muszę obejrzeć zwłaszcza 'Głód', choć nie ukrywam, że wszystkie tytuły wydają mi się kuszące. :)
-
renbor1
2010/04/01 20:29:41
~Lirael,
* "Po-Lin" widziałam dwukrotnie (ze spotkaniem z reżyserką w pakiecie). Ale gdy tak wspominasz o zakupie, to też najchętniej bym zamówiła, by mieć pod ręką.
** "Bękarty..." - polecam bardzo! Fassbender jest świetny, ale nikt nie przebija Christopha Waltza. Krwawy komediodramat, dialogi się perlą aż miło :)

Jolu,
co z tą kawą? Wirtualnie się przyłączam i dorzucam ciasteczka (póki wielkopiątkowy post nie zdmuchnie okruchów) ;)
Fassbender ma na swym koncie trzy dobre role - te, o których pisałam. Nie jst więc powszechnie znanym aktorem, ale stać go na wszystko.
"Głód" jest w klimacie tzw "filmów festiwalowych"... wgniata w fotel, odrzuca, ale i ciągnie jak magnes. Przed pierwszą projekcją (widziałam dwa razy) obawiałam się brutalnych scen. Są, ale nie dominują. Jest cisza i poezja.
"Fishtank" pozostawił na mnie osad przygnębienia (kino społeczne "tak już ma").
A "Bękarty..." - zabawa! z gimnastyką szyi, bo czasem trzeba głowę na sekundę odwrócić ;)
-
joanna_czytelnik
2010/04/02 20:59:20
"Bękarty wojny" - spóźniłam się do kina i pozostaje mi jedynie DVD, ale widziałam zajawki i ten film musi być świetny. "Fishtank" - jeszcze u mnie nie wyświetlają tego, ale słuchałam radia i zapowiedź "Mocniejszy niż , najlepszy film coś tam coś tam" ;-), też zaintrygowała.
Aktora nie znam, niestety - ale może jest właśnie okazja, by obejrzeć go na szklanym ekranie? Pozdrawiam ciepło, bo zimno na dworze i również świątecznie!
-
renbor1
2010/04/03 13:33:01
~Joanno:)
Fassbender ma nazwisko - moim zdaniem - wpadające w ucho. Wygląda i gra tak, że wpada w oko. Są więc szanse, że zagnieździ się i w pamięci ;)
Dostępność ww. filmów jest rzeczywiście różna. "Głód" jest niszowy. Można go było obejrzeć w niektórych miastach podczas akcji Era Nowe Horyzonty Tournee.
"Bękart..." zobaczysz na pewno. Same wejdą Ci przed oczy... (chciałam napisać: same Cię odwiedzą, ale nie życzę - byłby to krwawy koszmar;) )
ren
-
Gość: readeatslip, 188.33.6.*
2010/04/11 20:39:13
Wczoraj obejrzałem "Głód", teraz szukałem zestawienia ważniejszych ról Fassbendera no i właśnie znalazłem. Fajny pomysł na wpis.
-
renbor1
2010/04/11 21:21:22
~ read-eat-slip :)
Witam, miło, że na coś przydało się to zestawienie.
Kto obejrzy "Głód", ten szuka dalej. Mocny film i bardzo dobra kreacja.
A u Ciebie dużo polskiej literatury, ciekawe! Pozdrawiam.
ren
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/04/21 17:53:19
Michael Fassbender to jeden z najbardziej elektryzujących aktorów, jacy ostatnio pojawili się w świadomości szerszej publiki kinowej. Moim skromnym zdaniem oczywiście:)
"Piwniczny" dialog z gestapowcem Hellstromem (w tej roli świetny August Diehl) można oglądać w kółko i się zupełnie nie nudzi, bo za każdym razem bawi cię coś innego, albo coś innego przykuwa uwagę.
"Fishtanka" nie widziałam, ale czytałam bardzo pochlebne recenzje, całą masę pochlebnych recenzji, więc szukam.
A "Głód"... Wgniata w fotel, bardzo. Po seansie człowiek siedzi dobre kilkanaście minut i nie jest w stanie nic powiedzieć.
No i jest jeszcze jeden szczegół, ten "koci urok" (bardzo zgrabne określenie, spodobało mi się:D). Nie wiem, czy to zasługa irlandzko-niemieckich genów Fassbendera, ale jest w nim coś takiego,co maksymalnie przykuwa i koncentruje uwagę widza dokładnie na nim.
A okołoaktorsko- sesja dla GQ. Uch, drogie panie, uch:)
-
renbor1
2010/04/21 19:38:45
~ Witam:)
To mówisz, że sesja dla GQ? Rozejrzę się :)
Cieszę się, Bratnia Duszo, że znajduję potwierdzenie w Twoim odbiorze MF.
"Głód" jest niezwykły. Obejrzałam, niczego nie wiedząc o Bobby Sandsie. Teraz sądzę, że zmierzenie się z taką ikoną było nie lada wyzwaniem. Zwłaszcza, że portrety "bojowników" mają tendencję do obrastania mitem, a tu: prostota i siła niepojęta.
Pozdrawiam!
ren