literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Blog > Komentarze do wpisu

Meryl Streep - w trzech odsłonach

MERYL STREEP

 

Filmy, w których gra Meryl Streep to niekoniecznie to, co tamaryszki lubią najbardziej. [Można by rzec złośliwie, że Tamaryszek się lekko snobuje na kino festiwalowe (ENH), nie hollywoodzkie]. Widziałam ją w 14 filmach, z których niektóre są bezsprzecznie dobre ("Łowca jeleni", "Pokój Marvina", "Godziny", "Wątpliwość"), a niektóre bliskie mi i już ("Pożegnanie z Afryką" czy  "Co się wydarzyło w Madison County").

Jako Karen Blixen - duńska pisarka, przypadkowa żona barona Finecke (Brandauer) - spędza kilka lat w Kenii, prowadząc plantację kawy i przeżywając romans z Denysem Finchem (Redford). Po powrocie do Danii opowiada o afrykańskiej przygodzie w książce "Pożegnanie z Afryką". A opowiadać potrafi niezwykle.

Wspominam tę kreację, gdyż jedną ze scen filmu Sydneya Pollacka mogłabym wybrać na motto swego bloga.

Oto wieczór na farmie, intensywne kolory Afryki gasną wraz z nadchodzącym zmierzchem. Karen spędza tu czas samotnie, ale tego dnia odwiedzili ją Denys i Berkeley; zostają na kolacji skuszeni obietnicą opowieści. Smak herbaty podanej w porcelanowych filiżankach - Europa w Afryce;) - ciepło zgrzanego słońcem powietrza, przyjazna aura...
-  Czekamy na opowieść...
-  Kiedy opowiadałam historyjki moim siostrzenicom, jedna z nich zawsze dawała mi pierwsze zdanie.
-  Jakiekolwiek?
-  Tak.
-  Była sobie Chinka ...
Słowa, tembr głosu, zasłuchanie i niepostrzeżony upływ czasu.
...Magia wyczarowywania niezależnych światów... i/lub kolekcjonowania opowieści.

 

Widziałam w tym tygodniu komedię "To skomplikowane", a dość niedawno dwa inne filmy z Meryl Streep: "Julie & Julia" i "Wątpliwość". To dobry moment, by przyjrzeć się trzem odmiennym wcieleniom mojej ulubionej aktorki.

 

"To skomplikowane" (2009) - reż.Nancy Meyers

Jane Adler
- matka trójki wkraczających w dorosłe życie dzieci, pięćdziesięciolatka, od dekady rozwódka. Ma przyjaciółki, którym się zwierza, dom, który modernizuje [stąd znajomość z architektem Adamem (Steve Martin)] i restaurację - miejsce kulinarnych inspiracji (gdyby innych dróg zabrakło - może docierać "przez żołądek do serca"). Absolutorium syna jest okazją do spotkania z byłym mężem (ożenionym z "młodą i piękną"). Cóż, że młodsza, Meryl Streep nie dorówna! Toteż intryga osadzona jest na romansowym trójkącie: Adam - Jane - Jake (czyli Alec Baldwin, eks-mąż).

 

Film jest komedią romantyczną o dość nietypowym targecie odbiorców: ludzie z bagażem lat i doświadczeń. Ramy gatunku robią swoje - niejedno można przewidzieć, piętrzą się gafy i podchody, kolizje i sentymenty. Przyjemność oglądania i zdrowa dawka śmiechu.
Rzecz w tym, że świat tego filmu jest zarazem prosty i skomplikowany, nie odkrywczy - lecz świeży.
Komediowe są przerysowania postaci - Adam (sztywniak i beksa), Jake (nabuzowany pan z brzuszkiem) i Jane (z obwisłą powieką, na haju po joincie, w histerii u psychoanalityka).
Mogę jednak uwierzyć, że niezaspokojenie, które czują, jest prawdziwe. Samotność po rozwodzie, związek skończony, ale przecież nigdy nie zamknięty, trudność wchodzenia w nową relację, szczeniackie pragnienia w nie najmłodszym ciele...
Trudno tu rozdzielić wkład aktorki od zasług reżyserki i wysiłków operatora kamery, który ukazal 50-letnią kobietę (zagraną przez 60-letnią aktorkę!) świetliście i zgrabnie.

Meryl-Jane jest spontaniczna i bezpośrednia, ma wdzięk i sexapil. Gdy przyrządza czekoladowe croissanty lub zrywa soczyste pomidory w ogródku - wygląda po prostu smacznie i zmysłowo. Młoda, pomimo lat - taki everygreen. Meryl w rozmowie, w tańcu i ... w kuchni jest kobiecością wcieloną. Nie wiem, jak ta kreacja odbija się w oczach nastolatków, ja doceniam aktorską bezpretensjonalność. Wystarczyłby łut ociężałości, a historia przemieniłaby się w satyrę.

 

"Julie & Julia" (2009) - reż. Nora Ephron


Julia Child - to ikona amerykańskiej kultury. Kobieta, która nauczyła Amerykanki gotować na francuską modłę. W 1961 roku ukazała się jej książka kucharska. Wkrótce w telewizji pojawił się program o gotowaniu. A były to czasy, gdy kobiety nie aspirowały do roli gwiazd medialnych. W świecie, który przywykł do półproduktów i potraw instant, zasiała ferment twórczy: gotowanie może być sztuką, a już zdecydowanie powinno być frajdą. Julia Child spędziła ponad 10 lat w Paryżu, u boku męża dyplomaty, i u samego źródła zgłębiała tajniki sztuki kulinarnej.


Film biograficzny i komedia w jednym. Koncept polega tu na przeplataniu dwóch historii oddalonych od siebie o pół wieku.
Opowieść o Julii (Paryż, lata 50.) i Julie (Nowy Jork, początek XXI wieku).
Meryl Streep i
Amy Adams.


Meryl-Julia jest postacią przede wszystkim wyrazistą. Z lekka nienaturalną (dziwaczny akcent, wygląd, sposób bycia). Postacią stworzoną bardzo zdecydowanymi środkami.
Meryl Streep słynie z czułego ucha do języków - tym razem naśladuje akcent ze wschodniego wybrzeża, właściwy wyższym sferom. Sposób mówienia to kręgosłup tej roli.
Z jednej strony - nadmierna (niedzisiejsza) elegancja, z drugiej - ekspresja, nieustający zachwyt, wykrzykniki. Dystyngowana dama i duży dzieciak (miny, gesty, mowa ciała). A ciało ma istotnie niemałe - nie może znaleźć ubrań na swój rozmiar, przewyższa innych o głowę. (-nie wiem, jak osiągnięto ten efekt?-). Nie do przeoczenia, wciśnięta w garsonkę i wystrojona w perły.

Opowieść o Julii Child to historia kobiety, odnajdującej swoje miejsce w życiu. Niezależnej (choć wpatrzonej w męża jak w obrazek) i szczęśliwej.
Zagrać szczęśliwego czlowieka - oj, trudno nie przerysować. Julia w wykonaniu Meryl Streep jest ekscentryczna w swej zachłanności na życie. Może drażnić, może zarażać radością i smakiem na życie: I`m Julia Child. Bon appetit!

 

Oba filmy warto zobaczyć, choćby ze względu na kreacje aktorskie. Ale filmem naprawdę ważnym, pozostającym w pamięci i niepokojącym jest "Wątpliwość". Tym razem mamy aktorski tercet, trzy równie ciekawe role: Meryl Streep (siostra Aloysius), Philip Seymour Hoffman (ojciec Flynn) i Amy Adams (siostra James).


"Wątpliwość" (2008) - reż. John Patrick Shanley


Siostra Aloysius - dyrektorka szkoły katolickiej na Bronxie, siostra przełożona. Podlegają jej zakonnice (niektóre z nich prowadzą szkolne klasy - siostra James) i wychowankowie. Nad nią jest męski świat kościelnej hierarchii. To ostoja starego porządku i niezmiennych zasad, podczas gdy świat ogarnia fala obyczajowych przemian (lata 60.). Siostra Aloysius jest nieufna, podejrzliwa... i doświadczona, więc protekcjonalnie traktuje naiwną i dobroduszną siostrę James. Ale prawdziwym protagonistą jest dla niej nowy proboszcz, ojciec Flynn. Elokwentny, otwarty na ludzi, skracający dystans rozmową i żartem. Uosabia nowe.



 

 

Nie sposób pisać o tej postaci w oderwaniu od głównej intrygi. Rzecz w tym, że być może (!) ojciec Flynn dopuścił się molestowania czarnoskórego ucznia. Aloysius organizuje "krucjatę", by doprowadzić do usunięcia księdza ze szkoły. Chodzi o dobro chłopca i o zasady. Ale - wszystko, czym dysponuje to poszlaki, przypuszczenia, instynktowne przekonania (bo wierzy, że zna się na ludziach). Mówi: "Kiedy robisz krok, by zająć się nadużyciem, cofasz się o krok od Boga, lecz w jego służbie." Jeśli się myli - to podłe, a jeśli ma rację?
Nie budzi sympatii, lecz nie można zagłuszyć jej podejrzeń. Bo gdy przerażona determinacją przełożonej, siostra James usiłuje bronić księdza, usłyszy: "Wmawiasz sobie, że mu wierzysz, aby dalej żyć w swoim prostym świecie."

To prawdziwy pojedynek postaci (siostra Aloysius kontra ojciec Flynn) i aktorów (Meryl Streep i Philip Seymour Hoffman).

Kameralna sceneria i liczne zbliżenia przenoszą kościec kreacji na wygląd i sposób rozegrania dialogów.

Meryl-Aloysius jest oschła i przenikliwie spostrzegawcza. Jej wzrok wychwyci każde faux pas (ale dostrzeże też symptomy ślepnięcia zakonnicy-staruszki, więc Aloysius pospieszy z pomocą). Oczy bez emocji, lecz oceniajace; wyraz twarzy mówiący: nie ufam...
Twarz Meryl - bez makijażu, bez cienia uśmiechu, aseptyczna po prostu. Pozbawiona kokieterii, "bez gorsetu" i zabiegów o miły wygląd. Wspaniała jest scena końcowa, gdy przebije się na niej pęknięcie i zwątpienie.
W grze ważne są rekwizyty: cukier (ksiądz lubi słodką herbatę, a Aloysius widzi w tym folgowanie próżności) i długopis. Aloysius pisze piórem, nienawidzi długopisów - to nowoczesne (wówczas!) ułatwianie sobie wszystkiego.

Świetna kreacja, przekonująca mimo dystansu, ktory rozsiewa. Meryl grała, wierząc w racje swojej postaci: "Tak, lubię swoją bohaterkę. Oczywiście, kieruje się ona sztywnymi zasadami. Ale jest jednocześnie bramą, która nie przepuszcza zła do dzieci. Jestem przekonana, że już uprzednio z takim złem miała do czynienia."

To jest dopiero rola, w której aktorka może błyszczeć!
Lubię Meryl Streep i w komediach, ale czekam na filmy, w których gra idzie o wyższą stawkę.

I pewnie będzie trzeba czekać, bo aktorka zapowiedziała właśnie przerwę po kilku sezonach pracy bez wytchnienia.


***

Za rolę siostry Aloysius Meryl Streep otrzymala nominację do Oscara (2009), kolejną Akademia Filmowa przyznała jej za rolę Julii ("Julie & Julia") w 2010.

niedziela, 21 marca 2010, renbor1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
lirael
2010/03/21 16:27:29
Hurrraaaa! Gdybyś wiedziała, kochany Tamaryszku, jaką frajdę mi sprawiłaś tym postem!
Zdjęcia też kapitalne, najbardziej urzekła mnie Meryl w dostojnym czepcu siostry przełożonej.:) Bardzo zafrapował mnie ten film, jej transformacja jest niesamowita!
Gdybym miała wymienić swoją najulubieńszą aktorkę wszech czasów, Meryl Streep byłaby jedna z najpoważniejszych kandydatek! Jest genialna.
"Pożegnanie z Afryką" szaleńczo kocham, mimo upływających lat.Ta scena, o której piszesz jest jedną z moich najulubieńszych. Tam chyba jeszcze płonie ogień w kominku, prawda? I ten koncert Mozarta w tle!
Jeśli nie oglądałaś poniższych filmów, to z całego serca Ci polecam dwie adaptacje powieści, które uwielbiam:
*"Wybór Zofii"(spuśćmy zasłonę milczenia na próby mówienia po polsku przez MS)
*"Kochanica Francuza" (błagam, niech Cię nie odstraszy ten beznadziejny tytuł!!)
Jako samozwańczy docent streepologii stosowanej autorytatywnie stwierdzam, iż naprawdę warto. Obydwie role uważam za genialne.
Sprawdziłam, że MS 16 razy była nominowana do Oscara, ale zdobyła go tylko dwukrotnie, właśnie za "Wybór Zofii" i "Sprawę Kramerów". Za "Kochanicę..." dostała nominację.
Odradzam natomiast zdecydowanie "Mamma mia" (przy całej sympatii dla skocznych i sympatycznych piosenek ABBY) i "Ze śmiercią jej do twarzy". Dla mnie to najgorsze jej kreacje.
P.S.
Film J. Dylewskiej już w koszyku! :) Ogromnie dziękuję za informację. Zapowiada się rewelacyjnie!!!
P.S. 2
Dziękuję Ci za ciepłe słowa. Tamaryszku, niestety nie korzystam z bloxa i nie mam pojęcia, jak wstawić filmik u Ciebie :(
Jeśli odbywa się to tak samo jak u mnie w bloggerze:
1. Wchodzisz na YouTube i znajdujesz odpowiedni filmik.
2. Po prawej stronie strony z filmikiem powinnaś mieć szarą rameczkę z polami "url" i "Umieść".
3.Jeśli klikniesz na niebieski kwiatuszek(?) - kiedy skierujesz na niego kursor, powinnaś zobaczyć "dostosuj" - będziesz mogła wybrać kolory i wielkość okienka z filmikiem. Zaznaczasz warianty, które Ci odpowiadają.
4. Kopiujesz zawartość pola "Umieść".
5. Wklejasz ten kod do swojego posta.
6. Publikujesz.
Trzymam kciuki, żeby okazało się, że to działa tak samo jak u mnie :)
-
jolantachrostowskasufa
2010/03/21 17:30:21
Tamaryszku, Lirael --- witajcie w klubie. Ja także uwielbiam, Meryl Streep, kocham jej kreację w "Pożegnaniu z Afryką", w "Pocztówkach znad krawędzi", "Co się wydarzyło w Madison County" oraz w "Kochanicy Francuza". "Wybór Zofii" - ze względu na fabułę i poniekąd kreację Streep - również polecam, chociaż w tym przypadku chyba oryginał literacki ma pierwszeństwo przed ekranizacją. Ale obejrzeć warto.
Żałuję, że nie oglądałam omawianych przez Ciebie filmów - najbardziej pociąga mnie ten ostatni, zatytułowany "Wątpliwość". Już sam tytuł jest dla mnie pokusą do sięgnięcia po ten obraz, a udział Meryl Streep w obsadzie wzmaga tę pokusę. :)

Lirael, świetny termin ukułaś - streepologia stosowana. Podpisuję się jako kolejna na liście pod tym zjawiskiem. :)

Pozdrawiam...
-
renbor1
2010/03/21 19:47:58
~ Lirael :)
~ Jolu :)
...czyli: Klub Streepologów i Streepofanek istnieje!
Miło znaleźć potwierdzenie w waszych oczach (?!)
Co do innych filmów z Meryl: znam te rekomendowane. "Kochanicę..." widziałam powtórnie (całkiem przypadkiem) może 2 miesiące temu. Mówię: tak, a nawet: tak, tak (ze względu na Jeremiego Ironsa). A "Wybór Zofii" pamiętam mgliście, ale faktycznie na języku polskim połamała sobie zęby (ponoć uczyła się 2 miesiące w Berlitzu). Bardzo żałuję, że nie widziałam dotąd "Krzyku w ciemnościach" i "Koncertu na 50 serc". Gdy się nadarzy sposobność...
Do melodramatów przyznaję się ukradkiem... No ale czy można zapomnieć tę historię z Eastwoodem, gdy ma z nim wyjechać, a jednak nie... bo mąż... ech! ("Co się wydarzyło w Madison County") ;)

Lirael, dzięki za objaśnienia - wszystko rozumiem. Już nie będę postu ulepszać, ale w przyszłości spróbuję. Czekam na wrażenia po obejrzeniu "Po-Lin".

Miłego tygodnia :)
-
jolantachrostowskasufa
2010/03/21 20:25:05
Tamaryszku, zapomniałam o jeszcze jednym filmie: "Zakochać się" z Robertem De Niro - jeśli już mowa o melodramatach. Ale zapewne oglądałaś. :)
-
renbor1
2010/03/21 21:44:18
Taaak :)) Poznają się w księgarni, gdy kupują bożonarodzeniowe prezenty... Jejku, zapomniałam, że ja na melodramatach wyrosłam. Kto by pomyślał ;)
-
lirael
2010/03/22 19:34:03
"Koncert na 50 serc" to tak... niekoniecznie (choć nominacja do Oscara była). Film sympatyczny w odbiorze, ale głębszych śladów we mnie nie pozostawił.
"Zakochać się", jak mogłam zapomnieć! :)
-
logosviator
2010/03/27 01:08:05
Ja wiem, że w pewnym towarzystwie nie wypada się przyznawać, że ogląda się filmy hollywoodzkie ;)
A przecież właśnie w Hollywood spotyka się takie genialne aktorki, jak np. Meryl Streep.
Niezbyt popiszę się tu oryginalnością, ale muszę wyznać, że ja również uważam ją za jedną z najlepszych aktorek w historii kina, i to nie tylko amerykańskiego.

Z tych trzech filmów, ktore omawiasz, widziałem jedynie ostatni "The Doubt". Moim zdaniem znakomity. Tam zresztą wszyscy zagrali świetnie, a zwłaszcza Seymour Hoffman (sama Meryl miała rolę bardziej "powściągliwą" ;) )
-
renbor1
2010/03/27 08:53:48
Z tej trojki - "Wątpliwość" oczywiście najlepsza. pozostałe są po prostu zgrabne.
Wiesz, co mnie w grze Meryl-Aloysius najbardziej frapowało?
Ta naga twarz, gesty (sposób, w jaki jej dotyka, gdy się zastanawia), znużona i surowa mimika... dodajmy: rola przełożonej, zakonny strój i postawa wojowniczki. To wszystko odbiera jej "kobiecość". Ale - gdy broni chłopca, nawet mimo bierności jego matki, jest bezdyskusyjnym macierzyństwem. Gdy konfrontuje się z o.Flynnem (a te pojedynki są majstersztykami), jest to również starcie kobiety i mężczyzny w kościele. Głos przeciwko betonowej męskiej hierarchii (z którą mimo wszystko przegrywa). Ta gra "niekobiecej kobiecości" - ciekawe.
Seymoura lubię i obserwuję:)
-
ania_anialek36
2010/04/04 22:50:56
Witam:) Uwielbiam Meryl Streep! Jako aktorka jest fantastyczna, podziwiam ją za to jak wchodzi w rolę, gdy gra znika, zostaje tylko postać którą gra. A po za tym jest bardzo ciepłą i naturalną osobą z poczuciem humoru, nikogo nie udaje, nie zgrywa wielkiej hollywoodzkiej gwiazdy, ona w ogóle jest niehollywoodzka:) I to w niej cenę:) A prywatnie od trzydziestu lat z tym samym mężem Donem, z którym ma czwórkę dzieci:)
Pozdrawiam i zapraszam do siebie:) A jeśli mogę dodać Twój blog do siebie, będzie mi bardzo miło:)
Ps: Meryl też pięknie śpiewa i nie chodzi mi tylko o film "Mama mia":)
-
renbor1
2010/04/04 23:43:28
~ ania_anialek,
Witaj :)
Takie odnoszę wrażenie, że Meryl budzi na ogół ciepłe uczucia.
I można by pomyśleć - gdy gra sympatyczną postać - że taka jest i w życiu..
Kto wie?
Czytałam, że kończyła szkołę muzyczną, ale w tej chwili nie przypominam sobie jej popisów wokalnych, poza musicallem "Mamma Mia".
Zauważyłam na Twoim blogu, że zamierzasz się specjalizować w kategorii "MS". Ja tak daleko nie pójdę;)
Pozdrawiam.
-
Gość: , *.derby24.pl
2010/04/27 17:39:18
Również jestem fanką MS i tak jak ona idę na aktorstwo
Obejrzałam mnóstwo filmów z jej osobistością
Uwielbiam ją za (hmn..) chyba za to, że jest sobą, na scenie, w domu i nic tego nie zmieni.
Dla mnie jest wspaniałą kobietą, utalentowaną, która (jak to sama ujęła) po pracy wraca do domu i zamienia się w "zwykła" matkę i żonę. A spotkanie z nią lub chociaż ujrzenia na własne oczy to byłby cud. :D
Pozdrowienia
P.S.
może ktoś powiedzieć co, lub w jakim momencie filmu Wybór Zofii meryl mówi po polsku
-
renbor1
2010/04/27 20:57:10
No to powodzenia!

Polecam "Wybór Zofii", ja widziałam na tyle dawno, że nie podejmuję się niczego relacjonować. W każdym razie: choć rzecz dzieje się w powojennej Ameryce, Zofia (Meryl) jest Polką, która przeżyła Oświęcim. A ocalenie - jak wiadomo - często wymagało pewnej ceny, moralnych dwuznaczności. Wybór, przed którym stanęła Zofia jest potworny - nie zdradzam, by być lojalną wobec filmu. Po polsku mówi niewiele, chyba rzeczywiście jedno zdanie. Jakie? Jeśli sprawdzisz pierwsza - daj znak.
Pozdrawiam.
ps
Tak naprawdę - nie wiemy, kim jest Meryl Streep prywatnie. Ja się wypowiadam tylko o rolach filmowych, wizerunek medialny to też kreacja (w najlepszym razie: autokreacja).