literatura, film, życie
stat4u ARCHIPELAG
Blog > Komentarze do wpisu

Niebieska, melancholijna Lizbona

Pascal Mercier, Nocny pociąg do Lizbony, Noir Sur Blanc, 2008.


Pierwsze zdanie budzi ciekawość: "Dzień, w którym nic nie miało się odbyć tak samo jak dawniej w życiu Raimunda Gregoriusa, zaczął się tak jak niezliczone inne dni". Ale intensywniejsze obietnice otwierają się dziesięć stron dalej, gdy Gregorius, wiedziony brzmieniem portugalskiego słowa, odnajduje w antykwariacie "Złotnika słów" Amadeu de Prado. Antykwariusz czyta fragment - w miękkim, lecz szumiącym języku portugalskim - tłumaczy i już wiadomo, że za tymi słowami można pójść. Są obietnicą wtajemniczeń. "Jeśli naprawdę jest tak, że możemy przeżyć tylko małą część tego, co się w nas znajduje - co dzieje się z resztą? "

Dwie równoległe obietnice i przygody oferuje powieść Merciera.

 

Pierwsza to odmiana losu Gregoriusa, przemiana, wyzwanie, podróż i nowe widzenie świata (również dosłownie, bo stłuczone okulary w grubych oprawkach zamienia na lekkie, o uregulowanej ostrości). Poza tym - wyrusza z Berna do Lizbony, rejestruje więc odmienioną rzeczywistość. Jedzie śladami Amadeu de Prado, którego melancholijną twarz prezentuje okładka książki. "Złotnik słów" - niczym "książka zbójecka" - z taką precyzją dotyka doznań Gregoriusa, że drążenie tajemnicy staje się oczywistością. Chce wiedzieć o Prado wszystko i dotrzeć do tych, którzy go znali. Spotkania i unoszenie kolejnych zasłon rekonstruują świat, który już minął, który ożywa we wspomnieniach - jest intensywny, tragiczny, wypełniony archetypicznymi relacjami: syn i ojciec (ciężar wiecznego osądu), męska przyjaźń (która trwać miała zawsze), zniewolenie czyjąś wdzięcznością, namiętność, potrzeba akceptacji i wierności sobie, niechciane wybory ("Jedno życie za wiele żyć, tak nie można przecież myśleć. Prawda?").

Tak, ale... "książki zbójeckie" czyta się w młodości, a Gregorius ma 57 lat. Szalone, lecz wiarygodne.
Przeszłość, którą odkreśla pierwsze zdanie powieści, to życie spokojne, przewidywalne, niezmienne od lat. Gregorius jest znawcą i miłośnikiem języków starożytnych, uczy greki, łaciny i hebrajskiego w berneńskim gimnazjum. Kocha świat tekstów. "Zaczęło się od tego, że nagle spojrzał na pochylonych nad zeszytami uczniów, jakby widział ich po raz pierwszy". Pomyślal jak wiele przed nimi, otwarta przyszłość. A jego czas się kurczy, od trzydziestu lat pracuje w szkole (w której wcześniej był uczniem). Oczywiście - lubi to, ale... Po prostu wyszedł w połowie lekcji.

 

Druga obietnica to podążanie za rozmyślaniami Amadeu. Wczytywanie się w ich kolejne fragmenty...

Przygody Gregoriusa w Portugalii są bowiem inkrustowane tekstami - "Złotnik słów", inne zapiski Prado i listy (nigdy niewysłane wyznania). Niezwykłe jest to przywiązanie do słowa. Amadeu był mistrzem - lekarzem, szanującym poezję i marzącym o oczyszczeniu języka portugalskiego, przywroceniu mu siły mowy archetypicznej. Wszyscy, którzy go wspominają niemal cytują jego słowa. Ulegają ich urokowi i sile.

Ojciec Bartolomeu, gdy udostępni tekst przemówienia siedemnastoletniego Amadeu (zakończenie szkoły), sugeruje, że gdyby ktoś z taką maestrią uruchamiał dźwięki, byłby okrzyknięty wirtuozem, geniuszem.

 

(Amadeu de Prado): "Być może jest tak, że chcę na nowo osadzić portugalskie słowa. Zdania, które wówczas by z nich powstawały, nie byłyby wyszukane i zmanierowane ani egzaltowane, dziwaczne czy wysilone. Musiałyby to być archetypowe zdania języka portugalskiego, tworzące jego rdzeń, sprawiające wrażenie, że niezanieczyszczone wytryskają bezpośrednio z przejrzystej, diamentowej istoty tego języka. Słowa musiałyby być bez skazy niczym polerowany marmur i czyste niczym dźwięki partity Bacha, które wszystko, czym nie są, przekształcają w idealną ciszę. (...) byłyby pozbawione przesady i patosu, dokładne i oszczędne, tak że nie można by z nich usunąć ani jednego słowa czy przecinka. W tym byłyby podobne wierszowi, splecione przez złotnika słów."

 

Efekt tego nabożnego stosunku do słów jest dwojaki. Po pierwsze - powieść działa balsamicznie, nie przepuszcza bełkotu, chaosu nieporadnych stękań. Tu wszyscy mówią z prostotą i elegancją. Trochę dlatego, że rekonstruują słowa Amadeu, a trochę dlatego, że po prostu chcą precyzyjnie i wiernie ożywić swe wspomnienia. Po drugie - Mercier zrezygnowal z idiolektów, nie charakteryzuje swych postaci językiem, którym się posługują.

 

Strzępy wyrwanych z konteksu romyślań:

"Z tysięcy doświadczeń, które zbieramy, najwyżej jedno wyrażamy w słowach. Wśród wszystkich niemych doświadczeń kryją się te, które niezauważlnie nadają naszemu życiu formę, barwę i melodię".

 

"Balsam rozczarowania. Rozczarowanie uchodzi za zło. To nieprzemyślany przesąd. Przez co, jeśli nie przez rozczarowanie, mamy odkryć, czego oczekiwaliśmy i na co mieliśmy nadzieję? I w czym, jeśli nie w tym odkryciu, ma się kryć poznanie samego siebie?"

 

"Tak więc strach przed śmiercią można by opisać jako strach, że nie staniemy się tym, kim zamierzaliśmy. (...)
Jasna jak słońce świadomość przemijalności, która ogarnęła Jorge w środku nocy i którą muszę rozbudzać w moich pacjentach, gdy obwieszczam śmiertelną diagnozę, porusza nas tak bardzo, ponieważ, często nieświadomie, dążymy ku pełni i ponieważ każda szczęśliwie przeżyta chwila przedstawia fragment układanki tworzącej ową pełnię. Kiedy zyskujemy pewność, że nigdy nie osiągniemy pełni, wtedy nagle nie wiemy, jak powinniśmy przeżywać nasz czas, bo nie możemy już przeżywać go w nadziei na spełnienie. To właśnie jest przyczyną tego niezwykłego, wstrząsającego doświadczenia, które dotknęło niektórych z moich zmierzających ku śmierci pacjentów - choć ich czas stał się tak krótki, nie wiedzieli, co z nim zrobić."

 

"W intymności jesteśmy spleceni ze sobą, a niewidzialne więzy stanowią kajdany wyzwolenia. Owo splecenie wiąże się z przymusem: wymaga wyłączności. Dzielenie się oznacza zdradę. A jednak lubimy, kochamy i dotykamy nie tylko jednego czlowieka. Co robić? Reżyserować różne odmiany intymności? Pedantycznie księgować tematy, słowa, gesty? O wspólnej wiedzy i tajemnicach? Byłaby to bezgłośnie sącząca się trucizna."

 

Lizbona

Podróż Gregoriusa przypada na luty i marzec 2004 roku. Lizbona jest dość surowa, choć - im dłużej w niej przebywamy, tym więcej słońca. Nakładają się na siebie przestrzenie widziane przez Gregoriusa i te, widziane przed laty przez Amadeu. Obaj doświadczali bezsenności i lubili nocne spacery po mieście. Są miejsca szczególne - fikcyjne, nieprzydatne dla turystów, choć może oddają coś z aury realnego miasta. Ulice, place, kościoły, antykwariaty, opuszczona szkoła, rodzinna rezydencja, przed ktorą rosną rozłożyste cedry i "niebieski dom", gdzie stanął czas.

 

Lizbona sprzed lat jest doświadczana rządami Salazara. [Dyktatura trwała ponad 30 lat (1932-1968), rozbroiła ją dopiero rewolucja goździków w 1974r.]. Portugalia zawdzięcza Salazarowi wejście w europejskie struktury ekonomiczne, ale i konserwatywną politykę ubraną w sztandar chrześcijańskiej nauki społecznej. W rzeczywistości - rodzaj faszyzmu. Idee realizowane są brutalnie, z wykorzystaniem tajnej policji, więziennych tortur i obozów koncentracyjnych dla przeciwników politycznych (najsłynniejszy to Tarrafal - "obóz powolnej śmierci"). To tłumaczy rozdarcie Amadeu - wielbiciela biblijnej poezji i "bezbożnego kapłana" jednocześnie.

 

Echa Camusa

Camus wyczuwalny jest na kilka sposobów. Najbardziej namacalnie w postaci Amadeu de Prado, który jest po trosze dr.Rieux, po trosze Tarrou ("Dżuma").
Lekarz, ateista z filozoficznym temperamentem, wściekły na niesprawiedliwość, robiący to, co nakazuje mu ethos zawodowy - to Rieux.
Zapisujący swe obserwacje, bojący się wewnętrznego "zadżumienia", nienawidzący wszelkich sądów - to Tarrou. [Na marginesie: pasjonat pociągów (A.) i znawca ich rozkładów jazdy (T.)].

Mercier wplata w biografię Amadeu sceny znane z "Dżumy" Camusa. Chłopiec przygląda się rozprawie sądowej, w której rolę sędziego gra jego ojciec. Nie czuje dumy, lecz strach przed osądem i współczucie wobec skazanej. Wydarzenie rzutuje na jego późniejsze relacje z ojcem.

"Święta przyjaźń" Jorge i Amadeu jest repliką przyjaźni Rieux i Tarrou.

 

Po co?

Gregorius porzuca to, co dobrze zna, by odkrywać człowieka, którego słowa obudziły w nim utajone pragnienia. Ostatecznie (dzięki poznaniu różnych relacji) wie o nim więcej niż ludzie, którzy byli z tym człowiekiem związani.

Gdy Jorge pyta go - dlaczego to wszystko tak go interesuje? - odpowie: "-Chciałbym wiedzieć, jak to było być nim". "-Czy można to zrobić? Dowiedzieć się, jak to jest być kimś innym? Nie będąc nim?"...

 

Pytanie dotyka sensu śledzenia różnych opowieści, które nie dotyczą nas bezpośrednio.

Po co? By się w nich przejrzeć.

 

niedziela, 28 lutego 2010, renbor1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
lirael
2010/02/28 17:06:01
Witaj,
To jedna z ważniejszych książek, jakie czytałam. Byłam oczarowana. Twoja recenzja (wyśmienita!) przekonuje mnie, że miałam rację :)
Serdecznie pozdrawiam.
-
2010/03/09 10:11:59
Witaj Tamaryszku:-) Bardzo ciekawa recenzja i klimaty książkowe, które bardzo lubię. Na pewno przeczytam. Pozdrawiam ciepło
-
renbor1
2010/03/09 13:06:16
Gregorius - skoro wiosna wciąż zwleka i tamaryszki nie kwitną (jeszcze raz: dzięki), to czemu nie? Podróż do Lizbony jest właściwym kierunkiem :)